Medytacja bycia

Napisał Bartosz Kleszcz

Prowadząc psychoterapię lub trening ACT prędzej czy później dochodzimy razem z klientem do punktu, w którym odkrywamy, że dobrym pomysłem na radzenie sobie z emocjonalnymi trudnościami będzie poszerzanie własnej świadomości, lepszy kontakt z tu i teraz, aby przełamać życiowe automatyzmy i lepiej kierować swoim działaniem. Taki trening nosi nazwę mindfulness, po polsku – uważności, albo w bardziej tradycyjnym stylu medytacji. Będę w artykule używał ich jako synonimów.

Taka praktyka ma kilka wyzwań lub trudności, które sprawiają, że bardzo łatwo podczas niej utknąć, poddać się lub mieć błędne mniemanie o jej celu. Chcąc temu przeciwdziałać nagrałem ćwiczenie medytacyjne, które nazwałem medytacją bycia. Nadaje się dla każdego mającego podstawowe doświadczenie z mindfulness, ale jeśli ktoś ma ochotę spróbować bez żadnego wcześniejszego przygotowania, to sam jestem ciekaw reakcji i waszych własnych przeszkód podczas ćwiczeń.

Poniższy artykuł można czytać na dwa sposoby:

  1. Zacząć od medytacji na dole artykułu i potem przeczytać resztę.
  2. Zapoznać się najpierw z pułapkami medytacji i zakończyć to nagranym ćwiczeniem.

Pułapki uważności

Oto lista trudności, jakie można napotkać. Mogą zdarzyć się każdemu, niezależnie od stażu:

1. Medytacja to kolejna rzecz, którą mam do zrobienia. Na jednej z sesji siedziałem właśnie z zapracowaną klientką, która miała już pewne doświadczenie w uważności – pierwszą intuicją jest wówczas sprawdzenie, czy można wykorzystać tę mocną stronę tam, gdzie przeżywa ona swoje problemy. Zrobiliśmy kilka minut medytacji oddychania i ustaliliśmy, że byłby to dobry pomysł, aby medytować między sesjami – i tak jakby na marginesie klientka przyznała, że jest przemęczona po pracy i nie będzie to dla niej łatwe, no ale się postara i zobaczymy, jak pójdzie.

To nie jest odosobniony problem. Często na sesjach słyszę, że klient w ciągu ostatniego tygodnia „nie miał czasu” na uważność. To prawda, że aby włączyć sobie mp3 z ćwiczeniem oddechowym lub aby samodzielnie usiąść i przeprowadzić się przez kilka czy kilkanaście minut uważności, trzeba odłożyć na to dokładnie tyle czasu, a czasem zmobilizować się do tego po ośmiu godzinach w pracy i kilku innych obowiązkach na głowie.

Dlatego cennym doświadczeniem jest zobaczyć, jak można to doświadczenie uprościć, by korzystać z niego bardziej spontanicznie. Z pułapki większej ilości obowiązków wziął się pomysł na nagranie medytacji bycia – ponieważ nie potrzebujemy niczego innego, aby po prostu być. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc zaproponowałem wspomnianej pani, by po prostu usiadła i bez żadnych skomplikowanych technik zauważała przez parę minut, co się w tej chwili dzieje z jej ciałem. To jest właśnie świadomość i można taką postawę przyjąć podczas mycia naczyń, jedzenia lub dowolnej innej rzeczy, którą i tak już robimy.

2. Muszę medytować dokładnie wedle rozkładu. John Lennon powiedział, że życie to coś, co wydarza się, kiedy jesteśmy zajęci snuciem planów.

Czasem dobry plan np. po 5-10 minut medytacji rano i wieczorem rzeczywiście może nas ukierunkować i pozwolić utrzymać regularność lub powracać do niej po przerwie. Prędzej czy później wielu z nas odkrywa jednak, że nie funkcjonujemy jak niemiecki sprzęt AGD, mamy w życiu różne nieregularności. Łatwo wówczas być rozczarowanym lub rozczarowaną sobą. Zdarza się, że klienci przychodzą tydzień po i ze smutkiem mówią, że „nie udało im się dobrze medytować”, a gdy pytam, co konkretnie zrobili, to okazuje się, że pomijają, że w ogóle udało im się zacząć lub że krytykują się za opuszczenie dwóch czy trzech dni. To świetny wynik! Niestety nasze myślenie często sprawia, że skupiamy się na pół-pustej części szklanki i zachowujemy się wobec siebie dość szorstko, tak jakbyśmy to my istnieli dla planów, a nie one dla nas.

Tym ważniejsze właśnie w takich sytuacjach jest przejście od zarządzania swoim czasem do spontanicznego bycia z chwilą obecną taką, jaką właśnie teraz jest.

3. Celem medytacji jest dotarcie do konkretnej emocji, czucie się dobrze i tylko dobrze. To bardzo częste i bardzo kuszące. Z jednej strony treningi relaksacyjne to popularna metoda radzenia sobie z objawami, która potrafi wyglądać podobnie do mindfulness (zamknięte oczy, skupienie się na oddychaniu lub na ciele), a i sama medytacja sprzedawana jest właśnie jako narzędzie do pracy ze stresem, lękiem czy smutkiem – w naszym umyśle automatycznie równa się to pozbyciu negatywnych objawów, co bywa zwodnicze. A kto z nas nie chciałby zarządzać sobą tak, aby mieć więcej przyjemności i mniej bólu?

Siedziałem raz na konferencji z koleżanką, która bardzo dużo medytowała i jednocześnie była dość niezadowolona ze swojej praktyki – raz w życiu podczas uważnego siedzenia udało się jej przeżyć cudowne emocjonalnie doświadczenie i odtąd było to dla niej punktem odniesienia do tego, jak powinno być. Wielu klientów startuje z tego pułapu. „Co zauważyłeś podczas tego ćwiczenia?” „Nic takiego.” – tak jakby jedynym jego celem było dotrzeć dokładnie tam, gdzie ktoś chce uciec przed samym sobą. A czasem też po początkowej relaksacji i dużym entuzjazmie zauważa, że mimo wykonania planu wciąż jest w stanie się obawiać lub smucić. „Medytacja przestała już działać, poproszę coś nowego.”

Z medytacją wszystko jest w porządku i to nie takie trudne być obecnym lub obecną, kiedy dzieje się tylko dobrze (choć tak naprawdę i tutaj mamy mnóstwo automatyzmów). Kiedy spojrzymy na badania pokazujące, dlaczego psychoterapie działają (czyli także dlaczego człowiek dobrze funkcjonuje i osiąga wysoką jakość życia), to wynika z nich, że powodem zmian nie jest sama ilość przyjemności i nieprzyjemności, ale wielowymiarowy czynnik zwany elastycznością psychologiczną. Być elastycznym psychologicznie to przyjąć trzy postawy:

Sztywne, automatycznie unikanie jest częścią problemu, który wpędza ludzi w pułapki i jakkolwiek można próbować wykorzystywać medytację, aby uciekać jeszcze dalej, to istnieje też alternatywa – aby zakopać topór wojenny, odwrócić tę smutną podróż i zbliżyć się do samego lub samej siebie. Nazwa portalu, na którym jesteś – Zacznij Żyć Tu i Teraz – czerpie właśnie z tych trzech postaw składających się na elastyczność. Najpiękniej ujął ją w słowach Zbigniew Herbert:

Jeżeli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa
Wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku
Żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi
I abyś całą skórą zmierzył się ze światem

4. Nie mogę mieć myśli podczas medytowania. Sam chciałbym umieć je wyłączać, naprawdę. Niestety przez setki tysięcy lat na sawannie i w lasach, gdzie mieszkali nasi przodkowie, umysł ewoluował tak, aby ostrzegać nas przed niebezpieczeństwem i chronić nasze życie. Im bardziej przeczulony umysł, tym mniej przyjemny, ale być może dłuższy i płodniejszy żywot – większa szansa, że przewidzimy zagrożenie, nim będzie za późno. Jesteśmy potomkami właśnie tych osób, które się obawiały, które dmuchały na zimne, które budowały domy latem, by chronić się przed zimą, którzy siali z nadzieją, że za rok będą zbiory.

Przewidywanie, pilnowanie się i ogólnie skomplikowane myślenie to samo sedno natury człowieka. Nie da się tego wyłączyć, ale da się przyjąć wobec tego odpowiednią perspektywę – znaleźć siebie, osobę przeżywającą swoje doświadczenia, pod dywanem z myśli i uczuć. Właśnie z tego punktu możliwa jest obserwacja swoich przeżyć bez bycia ich niewolnikiem.

5. Jest jeden właściwy sposób na medytację. Całe spektrum ekspertów od buddystów po psychoterapeutów zgadza się co do jednej rzeczy – medytacja czy uważność (jak i psychoterapia czy trening umiejętności psychicznych) nie jest celem samym w sobie, a prowadzi „na zewnątrz”, do życia, do lepszego kontaktu z tu i teraz w różnych sferach.

Niestety, początkowe doświadczenia mogą kształtować pogląd, że to coś, co robi się tylko na jeden sposób – najczęściej przez oddech lub silnie ustrukturalizowane obserwowanie swojego ciała (najpierw lewa stopa, potem kostka, potem skupienie się na łydce, kolanie, udzie, teraz prawa… i tylko tak!), wyłącznie siedząc z zamkniętymi oczami, kiedy nikt nam nie przeszkadza.

Zauważam to z uśmiechem prowadząc szkolenia dla aktualnych i przyszłych psychologów, którzy często mają za sobą już inne szkolenia w tym temacie – na zaproszenie do medytacji przyjmuje się ekspresowo „jedyną właściwą” pozycję ku temu, każdy wie, że należy się wyprostować, położyć stopy płasko na podłodze, dłonie wędrują na kolana, a powieki opadają.

To oczywiście pomaga się skupić, ale należy pamiętać, że nie ma jednej drogi do tu i teraz. Tak samo jak miłość przejawia się przez wiele więcej niż tylko powtarzanie w kółko jednego  zapewnienia, tak samo kontakt z tu i teraz otwiera nas na różnorodność wymykającą się definicjom i technikom. One tylko wskazują kierunek. Stąd na koniec ważne jest też wykorzystanie własnej wiedzy o ścieżkach wiodących do teraźniejszości w kreatywny, spontaniczny sposób, dostosowany do swojej własnej sytuacji i zgodny z własną mądrością życiową.

Skoro to już wiesz, zapraszam do ćwiczenia poniżej.

Medytacja bycia

 

Transkrypcja ćwiczenia

Chciałbym, abyśmy postarali się znaleźć miejsce w nas, które polega bardziej na byciu niż robieniu. Na samym początku może wydawać się to sprzecznością, ponieważ „szukanie” to też forma robienia i podczas tego ćwiczenia pewnie wykonujesz inne czynności jak siedzenie czy leżenie, ale zobaczmy, czy zamiast rozwiązywać językowe paradoksy możemy zajrzeć pod nie i nawiązać kontakt z tym, co to znaczy „być”. Jeśli ci to ułatwi wejrzenie do środka, przymknij delikatnie oczy i zobacz, co czujesz w swoim ciele, otwierając się na różne wrażenia.

Być może siadasz do medytacji z jakimś planem – skupić się przez 5 minut na oddychaniu, przeskanować całe ciało, wypełnić swój dzienny plan ćwiczeń. To wszystko są sposoby, aby tobą pokierować we własnej praktyce uważności, ale często potrafi nas to wprowadzić w stan wewnętrznej czy zewnętrznej rywalizacji. Cel staje się ważniejszy niż sam proces kontaktowania się z sobą i możemy odkryć, że jesteśmy sobą rozczarowani– nie medytujemy tak często, jak „powinniśmy”, tak dobrze, jak „powinniśmy”, znowu coś się nie udaje. Pod tymi planami jest życie, które rozgrywa się tu i teraz, które jest mniej ułożone, w którym nie ma kija i marchewki. Ten poziom istnienia po prostu jest, a jedyną nagrodą jest kontakt z nim. Zobacz, czy możesz porzucić swoje plany choćby na trochę i pod nimi szukać czegoś prostego: co teraz czuję w swym ciele? Co to znaczy być mną teraz? Bez żadnego planu, co masz poczuć, jak masz się czuć.

Czasem z medytacją związana jest potrzeba, aby poczuć się w jakiś szczególny sposób, aby zarządzać swoim stanem – bardziej się zrelaksować, pozbyć się nieprzyjemnej emocji lub myśli raz na zawsze, mieć tylko pozytywne stany czucia się. Medytacja staje się wówczas kolejną autorytarną metodą na siebie. Jeśli masz takie nadzieje, to pozwól sobie przestać być ofiarą marketingu, pozwól tym płonnym roszczeniom, tej pogoni za „właściwym” stanem się rozwiać, wracając ze świata obietnic do tu i teraz. Co to znaczy być w twojej skórze? Z czym kontaktuje się twoja świadomość, kiedy pozwalasz sobie czuć się dokładnie tak, jak się teraz czujesz?

Prędzej czy później odkryjemy, że zaczęliśmy o czymś myśleć. Myślenie jest bardzo ważne, to naturalny i przydatny stan… a także kolejny paradoks, bo możemy myśleć o przeszłości czy przyszłości tylko w chwili obecnej. Jednocześnie często myślenie staje się dominującą lub jedyną sferą i znika wszystko inne: nie ma nas, a jest to, jak nauczyliśmy się myśleć o nas, nie ma innych, są upraszczające myśli o nich, nie ma świata – jest to, co o nim akurat teraz myślimy. Zobaczmy, czy możemy się delikatnie uśmiechnąć do tej sfery i spytać się: kto ma te myśli? Gdzie jestem? Co czuję?

Porzuć struktury narzucone przez prowadzoną medytację, a skorzystaj z własnej mądrości, wiedzy wyniesionej z tej lub innych praktyk. Czasem dużo szkód wynika z przywiązania do jednej techniki – że aby zacząć medytować należy zaleźć szczególne miejsce, robić to siedząco, leżąco czy chodząc, z otwartymi lub zamkniętymi oczami, obserwując oddech, ciało, myśli, dźwięki, smak, z nagraniem lub bez, w grupie lub na własną rękę. To czyni nas niewolnikami metody, tak jakby w obiedzie ważniejszy był talerz niż zupa. Nie ma jednego właściwego sposobu, aby być – są tylko ścieżki, które wydeptujesz. Gdziekolwiek jesteś, możesz być tam z różną dozą świadomości. Zobacz teraz, jak możesz samodzielnie sobą pokierować w kontaktowaniu się z chwilą obecną, w taki sposób, który działa dla ciebie, wydeptując swoją własną ścieżkę do tu i teraz.

 



2 odpowiedzi na “Medytacja bycia”

  1. Iwa napisał(a):

    Bardzo dobry wpis. Widać, że masz rzetelną widzę w tym temacie. Ja dopiero zaczynam swoją przygodę z medytacją, jest trudno ale warto.

  2. Zośka napisał(a):

    Najciekawszy dla mnie okazał się punkt 3. Dopiero zaczynam swoją drogę z medytacją.
    Zapraszam na moją stronę https://plastycznymozg.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Czym jest ACT | Terapia ACT | Superwizja ACT |

newsletter | fb

Powrót