Pytanie, które zmienia życie

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Każdy chce tego, co przyjemne. Każdy chce żyć bez trosk, szczęśliwym i prostym życiem, zakochać się, mieć rewelacyjny seks i przyjaźnie, wyglądać perfekcyjnie, zarabiać oraz mieć popularność i szacunek innych do tego stopnia, że ludzie rozstępują się jak Morze Czerwone, kiedy wkraczasz do sali.

Każdy by tego chciał – bardzo łatwo tego chcieć.

Jeśli zapytam się ciebie „Czego chcesz od życia?” i odpowiesz czymś w rodzaju „Chcę być szczęśliwa, mieć świetną rodzinę i pracę, którą lubię”, będzie to odpowiedź tak powszechna, że właściwie nic już nie znaczy.

Bardziej interesującym pytaniem, którego być może nigdy nie brałeś czy nie brałaś pod uwagę jest „Jakiego rodzaju ból chcesz mieć w swym życiu?”. W imię czego jesteś gotów lub gotowa się zmagać? Odpowiedź na to pytanie wydaje się mieć silniejszy wpływ na wynik naszych działań.

Bo każdy pragnie mieć rewelacyjną pracę i niezależność finansową – ale nie każdy chce przecierpieć sześćdziesięciogodzinne tygodnie pracy, długie dojazdy, paskudną robotę papierkową i nawigowanie przez arbitralnie ustalone hierarchie w korporacji. Ludzie chcą być bogaci bez ryzyka, bez poświecenia, bez odroczonej gratyfikacji koniecznej, aby kumulować to bogactwo.

Każdy chce mieć świetny seks i rewelacyjny związek – ale nie każdy jest gotów, aby przechodzić przez trudne rozmowy, krępujące momenty ciszy, zranienie i emocjonalne rollercoastery, aby się tam dostać. W związku z tym idą na kompromisy. Idą na kompromisy i zastanawiają się „Co jeśli?” przez lata, aż pytanie to przekształca się z „Co jeśli?” w „Czy to już wszystko?”. I gdy prawnicy się rozchodzą i przychodzi zapłacić rachunek za rozwód, pytają się sami i same siebie „Po co to było?”, wiedząc, że to zapłata za niskie standardy i oczekiwania 20 lat wcześniej.

Szczęście wymaga walki. Pozytywna strona życia jest efektem ubocznym radzenia sobie z tym, co negatywne. A możesz unikać negatywów tylko przez jakiś czas, nim same nie wrócą do twego życia ze zdwojoną siłą.

Jeśli spojrzymy na istotę ludzkiego zachowania, to zobaczymy, że nasze potrzeby są w pewnej mierze podobne. Łatwo radzimy sobie w obliczu przyjemnych doświadczeń. Z kolei, z definicji, z nieprzyjemnymi doświadczeniami zmagamy się. W związku z tym to, co wyciągniemy z życia, nie jest określone przez te wszystkie przyjemne uczucia, których tak pragniemy, ale przez to, jakie trudne uczucie jesteśmy gotowi i w stanie przeżyć, aby dotrzeć do tego, co dobre.

Ludzie chcą rewelacyjnie wyglądać. Ale nie dociera się do tego punktu, póki nie doceni się w pełni bólu i stresu, który wynika z niemalże zamieszkania na siłowni, dostosowania i ścisłego pomiaru tego, co się je, dzielenia życia na małe talerze.

Ludzie chcą rozpocząć własną działalność gospodarczą lub stać się niezależnymi finansowo. Ale nie skończysz jako spełniony samozatrudniony, jeśli nie znajdziesz sposobu na to, by docenić także ryzyko, niepewność, powtarzające się porażki i pracę w dziwnych godzinach nad czymś, o czym nie masz pojęcia, czy będzie sukcesem czy niewypałem.

Ludzie chcą partnera, partnerkę. Ale nie przyciągniesz uwagi kogoś rewelacyjnego bez doceniania emocjonalnych turbulencji, które wynikają z bolesnych odmów, budowania seksualnego napięcia, które nigdy nie znajdzie ujścia i patrzenia ślepo w telefon, który nigdy nie zadzwoni. To część miłosnej gry i nie da się wygrać, jeśli nie podejdzie się do stołu.

To, co determinuje twój sukces, to nie „Czym chcesz się cieszyć?”. Właściwe pytanie to „Jaki ból chcesz czuć dłużej?”. Jakość twojego życia nie jest określona przez jakość twoich pozytywnych doświadczeń, ale przez jakość tych negatywnych – a stawanie się lepszym lub lepszą w radzeniu sobie z nieprzyjemnymi doświadczeniami to stawaniem lepszym lub lepszą w radzeniu sobie z życiem.

W internecie cyrkuluje mnóstwo marnych rad pokroju „Musisz tylko naprawdę tego chcieć!”

Każdy czegoś chce. I każdy chce czegoś wystarczająco mocno. Nie zdają się tylko sprawy z tego, czym naprawdę jest to, na co mają ochotę.

Ponieważ jeśli chcesz pięknych stron czegoś w życiu, musisz także chcieć kosztów tego. Jeśli chcesz ciała, którym można się chwalić na plaży, musisz chcieć także potu, bólu, wstawania z kurami i głodu. Jeśli chcesz jachtu, musisz chcieć także pracy do nocy, ryzykownych kroków biznesowych i prawdopodobieństwa, że po drodze będziesz mieć na pieńku z jedną osobą lub z tysiącem.

Jeśli zauważasz, że chcesz czegoś miesiąc po miesiącu, rok po roku, ale nic tak naprawdę się nie wydarza i nigdy się do tego nie zbliżasz, to być może to, czego chcesz, jest w rzeczywistości tylko fantazją, idealnym wymysłem, obrazkiem w głowie i fałszywą obietnicą. Może to czego chcesz, wcale nie jest tym czego chcesz, a tylko czymś, czego chcenie sprawia ci przyjemność. Może tak naprawdę zupełnie tego nie chcesz.

Czasem pytam ludzi „Jakie cierpienie wybierasz?”, zbierając krytyczne reakcje i spojrzenia, jakbym miał dwanaście nosów. Ale pytam o to, ponieważ mówi mi to wiele więcej na twój temat niż przedmiot twych żądz i fantazji – bo i tak czy inaczej musisz tu coś wybrać. Nie jesteś w stanie mieć życia bez bólu. Nie może być wyłącznie usłane różami. I ostatecznie to właśnie jest to trudne pytanie, które ma znaczenie. Przyjemność to prosta kwestia. I w dużym stopniu nie różnimy się odpowiedziami. Bardziej interesująca jest kwestia bólu – jaki ból w sobie jesteś gotów lub gotowa podtrzymać?

Odpowiedź na to pytanie zaprowadzi cię w bardzo konkretne miejsce – to pytanie, które może zmienić twoje życie. To to, co czyni mnie mną i ciebie sobą. To co definiuje nas i ostatecznie łączy.

Przez większość mojego nastoletniego życia i wczesnej dorosłości fantazjowałem o zostaniu muzykiem – a ściślej gwiazdą rocka. Przy każdym solo, które słyszałem, wyobrażałem sobie, że jestem na scenie i gram je w takt krzyków publiczności, ludzi tracących zmysły i umysł od tego, jak uderzam palcami w struny. Fantazje tego rodzaju mogły mnie zajmować godzinami – i było tak w liceum, było tak też kiedy wyleciałem ze szkoły muzycznej i przestałem grać na serio. Ale nawet wówczas nigdy nie było kwestią, czy kiedykolwiek wyląduję na scenie przed publicznością, ale kiedy. Czekałem na odpowiednią okazję, kiedy będę mógł wreszcie poświęcić go na realizację planów. Najpierw potrzebowałem skończyć szkołę. Potem musiałem zarobić trochę pieniędzy. Następnie musiałem znaleźć czas. Wreszcie… nic.

Mimo fantazjowania przez ponad pół życia, rzeczywistość nigdy nie dogoniła snów. I wiele czasu i niemiłych doświadczeń zajęło mi, aby wreszcie określić dlaczego: tak naprawdę nie chciałem tego.

Byłem zakochany w rezultacie – obrazie mnie na scenie, ludzi skandujących moje imię, grającego, przelewającego swe serce na gitarę – ale nie byłem zakochany w procesie. I z tego powodu nie udało mi się. Raz po razie. Nawet nie próbowałem wystarczająco mocno, aby ponieść porażkę – nie próbowałem prawie wcale.

Codzienna mordęga ćwiczeń, problemy logistyczne związane ze znalezieniem odpowiedniego zespołu i próbami, ból szukania miejsca na wstępy, zbierania widowni, pęknięte struny, zepsute piece, tyranie z 20 kg sprzętu na próby i z powrotem bez auta. To marzenie wielkości góry i kilometry drogi wzwyż. I wiele czasu zajęło mi odkrycie, że wcale nie lubiłem wspinania się – po prostu lubiłem wyobrażać sobie siebie na szczycie.

Nasza kultura mogłaby mi powiedzieć, że jeśli mi się nie udało, to temu, że jestem mięczakiem lub miernotą. Dowiedziałbym się w niektórych książkach samopomocowych, że brakło mi odwagi, determinacji lub nie wierzyłem w siebie wystarczająco. Coache rzekliby, że zmiękły mi nogi w obliczu własnego marzenia i że wróciłem do szarej masy. Dowiedziałbym, że mam wykonywać afirmacje, dołączyć do jakiejś grupy, zainspirować się kimś lub coś w tym stylu.

Ale prawda jest wiele mniej interesująca: myślałem, że chcę czegoś, ale tak naprawdę nie chciałem. Kropka.

Chciałem nagrody, ale nie zmagań. Chciałem efektów, ale nie procesu. Byłem zakochany nie w walce, ale w zwycięstwie. A życie nie działa w ten sposób.

To, kim jesteś, określane jest przez wartości, w imię których jesteś gotów lub gotowa podjąć wyzwanie. Ludzie, których cieszy walka na siłowni, są tymi, którzy osiągają dobrą sylwetkę. Ludzie, których cieszy długa praca i korporacyjne polityki są tymi, którzy się pną po tej drabinie. Osoby, które cieszy stres i niepewność głodowego życia artysty, stają się ostatecznie tymi, którym będzie dane je przeżyć.

To nie jest zew do siły woli. To nie jest kolejne „no pain, no gain”.

To najprostszy i podstawowy komponent życia: nasze zmagania determinują nasz sukces. Wybierz je zatem dobrze.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


6 odpowiedzi na “Pytanie, które zmienia życie”

  1. Julian napisał(a):

    Dziękuję za ten wpis.
    Obecnie zmagam się z podjęciem ostatecznego postanowienia, którą z trzech możliwych dróg życiowych obrać.
    Każdej mi trochę żal, a chcę coś wybrać.
    Do tej pory zadawałem sobie w związku z tym pytanie: co najbardziej lubię? Odpowiedź: wszystkie trzy dziedziny.
    Teraz zadam sobie inne pytanie: z którymi niedogodnościami wolę się zmagać?
    Już sobie odpowiedziałem na to pytanie – prawdopodobnie wybiorę tę drogę, która przysporzy mi cierpień, bo wiąże się z moimi głębokimi wartościami.
    Przed chwilą doświadczyłem sytuacji związanej z nimi, która mną lekko – a może nie lekko – wstrząsnęła.
    Wiem, że na tej wybranej drodze będę cierpiał.
    Ten wpis pomoże mi, doda odwagi.
    Wrócę do niego jutro i upewnię się, czy nocna decyzja była słuszna.

  2. Alex napisał(a):

    Wow, zak*rwisty artykuł :)

  3. Alex napisał(a):

    Po chwili refleksji spowodowanej Twoim tekstem dodałbym tylko pytanie „Jakie masz strategie radzenia sobie z tym bólem, gdy on się pojawi?”

  4. Anonim napisał(a):

    Obaliłeś właśnie moje niepewności.

  5. Luk napisał(a):

    Czytam ten tekst po raz n-ty. Pamiętam, kiedy przeczytałem go po raz pierwszy. Nie zmienił on mojego życia. Ale pozwolił mi zrozumieć więcej. Ilekroć ćwiczę na siłowni przypominam go sobie. Ilekroć próbuję ruszyć w kierunku własnego biznesu przypominam go sobie. Ilekroć idę do pracy przypominam go sobie. Jest genialny!

  6. Julian napisał(a):

    Trudno wybrać to, czego chcę, gdy mam w głowie pobrane z otoczenia i dobrze przyswojone podziały na „lepsze” i „gorsze” dziedziny, na to, co uznano za „szałowe” i na to, co przeznaczono dla „nudziarzy”.
    W dobie indywidualizmu, posiadania własnego zdania i kultu bycia sobie panem – odważnie przyznaję się, że sam uległem cudzym poglądom i powszechnym hierarchiom dziedzin.
    Wiem, czego chcę, na czym mi naprawdę zależy. Wiem też, że aby być szczery ze sobą, muszę wybrać to, co przynależy „nudziarzom”.
    Mam trzy dziedziny, w których okazałem już pewne osiągnięcia, lecz nie rozwinąłem żadnej tak, jak bym chciał i mógł.
    Jedna dziedzina jest związana z artystycznym talentem (muzycznym), który uchodzi za coś wyjątkowego.
    Druga jest związana z naukami ścisłymi i techniką informatyczną – ta ma wysoki prestiż i może dać dobry zarobek.
    Trzecia dziedzina jest związana z tym, co kocham bezinteresownie – w porównaniu z dwiema poprzednimi jest odbierana jako „łatwa” i „zwykła”. Potrzeba mi odwagi, żeby ją naprawdę wybrać, bo jestem człowiekiem samonienawistnym i mogę ulec pokusie pochlebstwa i podziwu. To jest obszar to rozwoju całej osoby, w oparciu o niekonformistyczny, choć pozornie mało ambitny, wybór.
    Wybieram trzecią dziedzinę. Ona do mnie wraca, przypomina mi się w postaci różnych cierpień, ukłuć, w nieoczekiwanych momentach.
    Jak wytrwać, nie zdradzić siebie, będąc tak słabym psychicznie? Jak nie ulec „dobrym radom”? Jak odrzucić to, czego inni mi zazdroszczą na rzecz tego, co sam po prostu sobie po cichu, wstydliwie, kocham, a co daje mi prawdziwe, skromne szczęście?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót