Wiara w uzależnienie od pornografii tylko pogarsza sytuację

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Traktowanie pornografii na równi z innymi uzależnieniami wywodzi się z mniemania, że ludzie (a ściślej mówiąc mężczyźni) mogą wpaść w zależność od tych łatwo dostępnych w internecie treści tak samo, jak dzieje się to wskutek korzystania z nikotyny czy kokainy. Nie da się rzucić kamieniem, by nie trafić na artykuł, stronę internetową, grupę lub terapeutę uważającego, że uzależnienie od pornografii jest w naszym społeczeństwie poważnym problemem zdrowotnym. Sama idea uzależnienia od tego, silnie promowana przez internetowe grupy wsparcia, strony w sieci, wykład TED, organizacje nonprofit, fora internetowe i programy w telewizji zaczyna przypominać już toczącą się po zboczu kulę śniegową i opiera się na założeniu, że filmy porno aktywują układ nagrody w mózgu, z czego ma wynikać sprzyjanie destrukcyjnym zachowaniom i potencjał do uzależnienia. Jednakże w ostatnich latach w tym wielkim, pro-moralnym monolicie zaczęły pojawiać się pęknięcia.

W styczniu 2015 Jodhua Grubbs opublikował potężne badanie pokazujące, że nadawana sobie etykieta bycia uzależnionym od pornografii nie zależała od tego, ile jej rzeczywiście ktoś ogląda, ale od stopnia religijności i poglądów na moralność seksu. We wrześniu tego roku pojawiła się natomiast kolejna publikacja, która pokazuje, że samo przekonanie, że jest się uzależnionym od pornografii, jest źródłem bólu i problemów psychicznych, co silnie kontrastuje z poglądem, że uznanie się za uzależnionego jest częścią drogi ku rozwiązaniu problemu.

Grubbs jest skrupulatnym naukowcem, odznaczającym się pierwszej klasy metodologią. Nie należy od tych, którzy „odfajkowują” swe badania – zamiast tego jego publikacje zawierają często kilka połączonych ze sobą badań, które demonstrują replikowalność wyników oraz na tle wielu grup i strategii analizy pozwalają określić nie tylko korelacje, ale przede wszystkim przyczyny. Owe badanie nie jest tu wyjątkiem.

Grubbs rozpoczął od badania przekrojowego na dużej próbce dorosłych (łącznie 1047 – 619 kobiet i 422 mężczyzn, 6 postanowiło się nie określać). 713 z nich przyznało się do oglądania pornografii w ciągu ostatniego roku (338 kobiet, 370 mężczyzn, 5 pozostałych). Naukowcy określili częstość korzystania i poglądy na to, czy jest się uzależnionym, biorąc pod uwagę takie zmienne jak opinia o przymusowości własnych działań, zmagania związane z oglądaniem oraz stopień stresu emocjonalnej związany z korzystaniem. Potem zmierzyli kilka elementów stresu psychicznego, wliczając w to poziom depresji, ogólnego stresu oraz lęku. Na koniec ustalili profil osobowościowy, aby móc wydzielić ich zaburzający wpływ od czystego wpływu pornografii i poglądów na własne uzależnienie.

W zebranej próbie czas dziennego oglądania pornografii był związany, choć dość słabo, z uczuciami gniewu. Jednakże samo uważanie się za uzależnionego od internetu było silnie związane z depresją, lękiem, gniewem i stresem. Aby wykluczyć zaburzający analizę wpływ cech osobowości takich jak neurotyzm (wyższy neurotyzm wiąże się z wyższą częstością negatywnych stanów emocjonalnych, niezależnie od innych problemów), odpowiednie procedury statystyczne zapewniły, że efekt rzeczywiście związany jest z postrzeganiem się jako ktoś uzależniony.

Zespół Grubbsa zreplikował to badanie za pomocą kolejnej próby z trzech różnych uniwersytetów. Z 3055 przebadanych studentów 1215 (396 kobiet, 816 mężczyzn i 3 nieujawniających płci) przyznało się do korzystania z pornografii w ciągu ostatniego roku. Wyniki raz jeszcze prowadziły do wniosku, że samo korzystanie nie ma wpływu na problemy emocjonalne, ale widzenie się jako ktoś uzależniony od niej już tak – ponownie, silne poczucie, że należy się do tej grupy było silnym predyktorem lęku, gniewu, stresu i zwłaszcza poziomu depresji.

Badania przekrojowe mają swoje ograniczenia jeśli chodzi o określenie przyczynowości zjawiska. Takie badanie pozwala tylko na informację o (współ)występowaniu danych zjawisk w populacji, natomiast nie powiedzą nam, czy najpierw była kura czy jajko. Zatem zespół Grubsa postanowił dotrzeć do tych studentów po roku, przeprowadzając badania podłużne, pozwalające zmierzyć rozwój danych tendencji w przeciągu czasu. Badania podłużne są złotym standardem jeśli chodzi o rozumienie, co jest tutaj rzeczywistą przyczyną, a nie tylko korelacją.

Dotarto do 392 studentów z pierwszej próbki i 106 z nich wypełniło odpowiednie testy. Jakkolwiek może się to wydawać tylko ułamkiem oryginalnej próby, to analizy obu grup nie ujawniły istotnych różnic. W związku z tym można uznać tę mniejszą próbkę za dobrą reprezentację poprzedniej grupy.

Analizy potwierdziły, że widzenie siebie jako uzależnionego od pornografii rok później złożyło się na poziom doświadczanego stresu, natomiast samo korzystanie z niej lub cechy osobowości już nie. Jeśli ktoś mocno wierzył w to, że jest uzależniony lub uzależniona, wówczas sama siła tej wiary pozwalała przewidzieć większe spektrum cierpienia psychicznego w przyszłości, niezależnie od tego, ile pornografii w rzeczywistości oglądali.

Oznacza to, że zakrojona na dużą skalę promocja idei „uzależnienia od pornografii” w mediach, internecie, u samozwańczych ekspertów oraz przez przemysł żerujący na nieuznanym dotąd oficjalnie zaburzeniu może w rzeczywistości czynić szkodę ludziom. Samo mówienie, że ich korzystanie z pornografii jest chorobą, krzewi cierpienie i lęk, zaszczepiając w ludziach ideę, że coś jest z nimi nie tak i że oglądanie ma potencjalnie opłakane skutki.

Przymiotnik „jatrogenny” opisuje choroby lub szkody, które nabywa się jako skutek leczenia. Jeśli trafiasz na oddział chirurgiczny i zarażasz się gronkowcem, wówczas choroba ta jest jatrogenna. Model leczenia uzależnienia od pornografii jest jatrogenny, ponieważ sieje szkodę pod przykryciem otrzymywania leczenia i wsparcia.

Model uzależnienia od pornografii działa na korzyść wielu osób, które sprzedają różne formy leczenia, którzy uważają, że seksualność i pornografia powinny być kontrolowane i uznane za przedmiot strachu, oraz tych, którzy wierzą, że rzeczywiście pomagają innym mówiąc o zagrożeniach płynących z uzależnienia. Niestety, idea ta jest aktualnie z punktu widzenia nauki szkodliwa dla osób, którym teoretycznie miała pomóc.

Dla mnie osobiście nie jest żadnym zaskoczeniem, że łatka „uzależniony od pornografii” wywołuje lęk, stres, depresję i gniew. W ciągu ostatnich lat poznałem wielu wrażliwych ludzi, którzy określają się w ten sposób, łącząc to z wielkim wstydem i strachem, mimo tego, że w rzeczywistości oglądali go wiele mniej niż inni. Tak jak w badaniach Grubbsa, odkryłem, że nałożona na siebie etykietka jest silnie związana z moralnymi opiniami na temat seksu i pornografii, i często się bierze z ubogiego rozumienia ludzkiej seksualności, i że często wzmagana jest jeszcze dodatkową dawkę wstydu i etykiet od piszących na forach internetowych. Kiedy nie wie się tego, że WSZYSTKIM ludziom zdarza się od czasu do czasu zmagać z własną seksualnością, łatwo wsłuchać się w przekaz moralizujących przekazów zagłady, określających czyjeś pragnienia seksualne jako nienormalne i niezdrowe.

Silny przemysł łączący media, terapeutów, trenerów i sympatyków obsesyjnie i radośnie promowanej idei, że pornografia uzależnia, deklaruje, że pomaga innym dostarczając im wyjaśnień i sposobów radzenia sobie. W związku z dostępnością badań Grubbsa, po ich stronie leży teraz przymus dowiedzenia, że ich łatka, ich sposoby leczenia (bazujące np. na wstrzemięźliwości) i ich teorie są korzystne. Aktualnie dane naukowe wskazują na możliwość zadania innym znaczącego cierpienia.

Osoby robiące pieniądze i promujące się za pomocą idei uzależnienia od pornografii mogą być zdania, że nauka nie ocenia ich teorii tak, jak powinna – lub że nie wzięła pod uwagę właściwych osób. Mogą próbować podważyć te badania, jednak musi się to stać na gruncie ich własnych dociekań naukowych, a nie tylko ekstrapolacji luźniej związanych z tym poglądów. Do tego czasu trzeba uznać, że model uzależnienia od pornografii jest nieetycznym, szkodliwym sposobem podejścia do tematu, który eksploatuje psychikę ludzką.

Aktualne badania silnie pokazują, że będący po stronie leczenia uzależnienia od pornografii są w istocie źródłem większej ilości cierpienia. Osoby słuchające ich, którzy wpadają w tę pułapkę, wychodzą na tym gorzej. Medycyna ma pomagać ludziom – „po pierwsze, nie szkodzić.” Czas przyjrzeć się badaniom, ujawnić szarlatanerię i chronić ludzi przed zarażeniem się tym jatrogennym podejściem do zdrowia psychicznego.

Osoby wierzące, że są uzależnione od pornografii, potrzebują pomocy w zrozumieniu, co ich wizyty w internecie oznaczają i dlaczego mogą doświadczać problemów związanych ze swą seksualnością. Zasługują na pomoc w rozłożeniu na części pierwsze własnych konfliktów między pożądaniem a moralnym/religijnym społeczeństwem wokół nich. Potrzebują także pomocy w zrozumieniu, w jaki sposób i dlaczego korzystanie z pornografii nie równa się korzystaniu z uzależniającej substancji, oraz jak obraz siebie skoncentrowany wokół uzależnienia może wpłynąć na własne życie i zdrowie psychiczne. Ci mężczyźni (i niektóre kobiety) zasługują na pomoc w zrozumieniu własnej seksualności – nie potrzebują wstydu i stygmatyzacji, która przychodzi z łatką „uzależniony”.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót