Umysł początkującego

Napisał Radosław Cech

Kiedy czytam kolejną dyskusję na temat imigrantów i wszystkie komentarze za i przeciw, przypomina mi się kolejny raz wiersz Thich Nhat Hanha.

Ten wiersz jest jak klamerka, którą możnaby spiąć wszystkie nasze zaciekłe debaty, stanowiska za i przeciw, opinie o imigrantach, religiach, o tym co na tym świecie „dobre”, a co „złe”.

Przyjmujemy, że to NASZE stanowisko musi być zawsze usłyszane, broniąc go i szukając wiecznie kontrprzykładów dla zagrażających opinii – w ten sposób wszyscy mówią, ale nikt naprawdę nie słucha. Łatwo zapominamy, że wszyscy jesteśmy (skłóconymi) częściami tego samego, złożonego świata, nikt nie pozostaje zupełnie odizolowany.

Nie ma cudownego rozwiązania na wszystkie konfliktowe sytuacje, bo każda sytuacja, każdy moment jest inny, niepowtarzalny. Gdyby udało nam się uciec w takim momencie od tych naszych opinii, teorii, przekonań i etykietek, pozostałaby przed nami sama sytuacja – naga, doświadczana bezpośrednio, w ułamku sekundy, teraz. Bez czasu na komentarz.

Kiedy otwieramy się w ten sposób na doświadczenie (czasem bardzo trudne, np. kogoś, kto krzyczy i szarpie się z nami w przejściu), wszystko staje się nagle oczywiste, nie potrzeba nawet słów, żeby zrozumieć odpowiedź. Nawet wtedy, kiedy oczywistością staje się np. nasza fizycznie pojmowana bezradność.

Kiedy jesteśmy naprawdę uważni, otwarci na ten konkretny moment, to potrafimy pomieścić w sobie nawet poczucie bezradności. Przestajemy się z tym uczuciem szarpać. Jesteśmy w stanie pomieścić je w sobie razem ze wszystkimi oczekiwaniami, historiami, lękami, wpojonymi przekonaniami – swoimi i tego drugiego człowieka.

Jeżeli gdziekolwiek można znaleźć spokój, zrozumienie i głębszy wgląd w sytuację, to chyba właśnie tam. Wystarczy się dobrze wsłuchać.

Thich Nhat Hanh – Proszę wymów każde z moich imion

Nie mów, że Cię opuszczam
ja przecież nadal przybywam.
 
Spójrz uważnie: przybywam w każdej sekundzie,
żeby zostać wiosennym pączkiem na drzewie,
maleńkim ptaszkiem o słabych skrzydełkach,
który w gnieździe uczy się śpiewać,
gąsienicą ukrytą w kwiecie,
klejnotem ukrytym w kamieniu.
 
Wciąż przybywam by śmiać się i płakać,
żywić nadzieję i lęk.
Rytm mojego serca odmierza narodziny i śmierć
wszelkiego istnienia.
 
Jestem ważką, która wylęga się z poczwarki,
i ptakiem, który przylatuje nad rzekę,
w samą porę, by zjeść ważkę.
 
Jestem żabką radośnie pływającą w stawie
i zaskrońcem, który cicho pełznie w trawie,
żeby pożywić się żabką – nagle zerwał się wiatr.
 
Jestem dzieckiem Ugandy wychudzonym do kości.
Moje nóżki są cienkie, jak pręty bambusa.
Jestem handlarzem bronią.
Sprzedaję Ugandzie śmiercionośny oręż.
 
Jestem dwunastoletnią dziewczynką uciekająca na łodzi
zgwałconą przez pirata.
Rzucam się w fale oceanu.
I jestem piratem, a moje serce niezdolne jest kochać,
ani rozumieć.
 
Jestem członkiem politbiura
w moich dłoniach spoczywa władza
i jestem człowiekiem,
który spłaca ludowi dług krwi
umierając powoli w obozie przymusowej pracy.
 
Moja radość jest jak wiosna,
pod jej tchnieniem kwitną kwiaty.
Mój smutek jest jak rzeka łez,
zdolna wypełnić sobą cztery oceany.
 
Proszę, wymień wszystkie moje prawdziwe imiona,
abym mógł naraz usłyszeć cały mój płacz i śmiech,
zobaczyć, że mój smutek i radość są jednym.
 
Proszę, wymień każde z moich imion
bym się przebudził,
i by otwarły się wrota mojego serca-
bramy współczucia.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót