5 wniosków na temat złości

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Na samym skraju Seulu w Korei Południowej znajdziemy wspaniałą budowlę znajdującą się na liście światowego dziedzictwa UNESCO – fortecę Hwaseong.  Wybrałem się tam, aby uciec przed tumultem dzielnicy finansowej i zanurzyć się po szyję w miejscu, gdzie praktycznie każdy mówi tylko w lokalnym języku. Chciałem przeżyć szok kulturowy. Chciałem wejść do restauracji, gdzie w menu nie ma obrazków, wszystko jest napisane po koreańsku i można tylko wskazać na ciąg znaków, zjeść to, co przyniosą i mieć nadzieję, że ciało to wytrzyma. Kiedy jest się w takiej sytuacji, łatwo poczuć frustrację – rodzaj złości o niskim natężeniu, daleki od rejonów wściekłości. Jednak podczas wizyty złość zrodziła się we mnie z żalu i wyrzutów skierowanych do siebie – dlaczego tak długo mi zajęło, aby wybrać się po raz pierwszy w tak daleką podróż? Dlaczego wiem tak niewiele na temat świata? Dlaczego nie mogę się uspokoić? Brzmi to najpewniej jak rodzaj doświadczeń, którego nie chcielibyśmy przeżywać zbyt często. Było w tym coś niepokojącego, ale także produktywnego – aktualnie mam ochotę wziąć moją trójkę dzieci w dalsze podróże, abyśmy stawali się mądrzejsi razem z każdym miejscem na liście UNESCO, które odwiedzimy.

Złość fascynuje mnie. Podczas innej podróży, promującej moją książkę, widownia i czytelnicy prawie jednogłośnie uznawali złość za najbardziej niechcianą emocję spośród wszystkich. Poczułem w związku z tym zastrzyk motywacji, aby zrozumieć ten stan lepiej. Przeglądając istniejącą literaturę naukową rzuciło mi się w oczy, że prawie wszystko, co wiemy na jej temat, bazuje na badaniach polegających na daniu uczestnikom w pewnym momencie jednego kwestionariusza, aby sprawdzić, jak przeżywający złość ogólnie się czują. Nie interesują mnie jednak opinie z perspektywy czasu. Chciałem przede wszystkim zrozumieć lepiej, jak złość przeżywana jest w chwili obecnej – co dzieje się, kiedy ktoś danego dnia jest ekstremalnie zły?

Efekty naszej pracy badawczej zostały niedawno zaakceptowane do publikacji. Badanie przyjrzało się 173 dorosłym w przeciągu trzech tygodni, którzy opisali dokładnie 2342 napady gniewu. Każdy uczestnik musiał danego dnia zdać relację z najintensywniejszego ataku złości i mając do dyspozycji nie punkty na skali, ale otwarty sposób odpowiadania, opisać dokładnie, co go wywołało. Odpowiadali także na pytania tyczące się intensywności tej emocji, trudności w kontrolowaniu jej, strategii radzenia sobie oraz wypełnili kwestionariusz mierzący cechy osobowości, abyśmy mogli ocenić, jaka konstelacja cecha czyni człowieka podatnym na niezdrowe sposoby wyrażania złości.

Oto 5 wniosków z tej pracy.

1. Jeśli chcesz dowiedzieć się, co wywołuje gniew, pytaj ludzi, co naprawdę myślą, zamiast krępować ich narzuconymi z góry pytaniami (i skalami od 1 do 7).

Korzystając z otwartych pytań, zebraliśmy jakościowe dane na temat tego, co wywoływało każdy napad złości. Przyjęliśmy tutaj postawę odkrywców i eksploratorów, z niewielką ilością wstępnych hipotez – postawę, która w naukowym świecie może uchodzić za bluźnierstwo. Mimo tego nawet dystyngowani myśliciele w tej dziedzinie pokroju dr Paula Rozina z Uniwersytetu w Pensywalnii, uskarżają się na brak opisowych badań w psychologii. Przyjrzyjmy się na przykład tej wypowiedzi z 2001 w artykule na temat eksperymentu Solomona Ascha:

Ów tekst jest prośbą o zachowanie równowagi, o wyższy status uwzględnienia w badaniach opisu i identyfikacji zjawisk i ich zmienności, zamiast wyłącznego opisu modelu badawczego, testowania hipotez, eksperymentowania i stosowania skomplikowanych rozwiązań statystycznych. Punktem wyjścia nie jest tutaj to, że obecne podejście jest niewłaściwe lub bezowocne. Raczej, że w zbyt wysokim stopniu polegamy na jednym sposobie zdobywania wiedzy, zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom rozwoju psychologii jaki nauki. Wiele z badań nad ludzką psychologią, podobnie jak w ekonomii, tak bardzo uległo pokusie naukowego, ilościowego podejścia, że wstępne etapy nauki, umożliwiające w ogóle badania naukowe, pozostały niedoinwestowane. Uważna obserwacja, ciekawość wsparta wiedzą, uznanie wagi kontekstu dla analizy zjawisk oraz ograniczeń abstrakcyjnych modeli laboratoryjnych, oraz, ogólnie mówiąc, większe współzawodnictwo między różnymi rodzajami nauk o życiu byłoby bardzo pożądane – nie aby zastąpić to, co jest teraz, ale by stanowić o sobie obok tego. Wyniki eksperymentów mogą być jasne, ale ich sens i znaczenie dla danego zjawiska często już takie nie są.

Psychologowie są świetni w analizowaniu problemów, tworzeniu modeli przyczynowych oraz testowania eksperymentalnie jasno określonych alternatyw. Jeśli wskaże się im określony kierunek, odnajdą wartościowe i sprytne drogi na to, aby osiągnąć postęp. Umiejętności psychologów w tej dziedzinie przekraczają zdolności ich rówieśników ze innych dziedzin badających świat społeczny: antropologii, politologii czy socjologii, i można by argumentować, że te nauki społeczne mogłyby coś zyskać z tak analitycznego podejścia. Jednakże psychologowie powinni uczyć się także od antropologów, politologów i socjologów, aby mieć na oku „duże zjawiska społeczne” i umieć odnieść przedmiot ich badań do konkretnych sytuacji życia społecznego.  

Problemem psychologii społecznej jest to, że powinno się zwracać więcej uwagi na kierunek rozwoju tej dziedziny. Oceniając badania starające się o grant czy publikację, powinniśmy mieć na uwadze, że wymóg naukowego rygoru i jednoznaczności jest zależny od tego, jak zaawansowane są badania w tej dziedzinie. Pierwszy artykuł (lub grant) na dany temat nie powinien być tak samo ewaluowany jak setna publikacja, której celem było dostarczyć dowodów na świetnie opisane zjawisko, przebadane wcześniej na prawo i lewo. Kryterium powinno brzmieć tak: „W jakim stopniu dane badanie poprawia nasze zrozumienie?” Może się to dziać na różne sposoby: przez wkład w dobrze określony temat badawczy, przez otworzenie nowej dziedziny, zwrócenie uwagi na anomalie lub na już opublikowany ważny materiał, nieznany jednak praktykom, przez integrowanie różnych paradygmatów lub przez wprowadzanie nowych modeli i teorii. Postęp jest kwestią krytyczną.

2. Istnieje pięć nadrzędnych wyzwalaczy dla gniewu.

Inne osoby – 63,3%.

Stres fizyczny lub psychiczny – 14,3%.

Wymogi intrapersonalne – 11,2%.

Środowisko życia – 7,3%.

Rozlane/niezidentyfikowane – 3,9%.

Nie zaskakuje, że najpopularniejszy wyzwalacz dla złości to prowokujące, narzekające, inwazyjne i przykre zachowanie innych osób (wliczając w to akty życzliwości i pozytywności wykonane w złym czasie, miejscu, dawce, okazane w niewłaściwy sposób). Dane te są ważne także dlatego, że pokazują, jak łatwo być złym na samego czy samą siebie.

3. Kiedy nie jesteśmy w stanie opisać, co nas złości, brakuje nam istotnej informacji, którą niosą ze sobą nastroje, przez co trudno jest nam regulować nasze emocje i działać na rzecz istotnych, wartościowych dla nas celów.

To moje ulubione odkrycie, gdyż razem ze współpracownikami pisałem o ważności tej kwestii od jakiegoś już czasu – mianowicie, że kiedy trudno jest nam znaleźć etykiety, aby opisać, co czujemy, trudniej jest zarazem zaangażować się w zdrową regulację emocjonalną. Po raz pierwszy zakres tej pracy został rozszerzony poza świat bezpośredniej emocji, w kierunku tego, gdzie znajdujemy ich źródła. Kiedy wyzwalacz gniewu pozostawał niejasny, ludzie opisywali, że ich gniew był najsilniejszy, najtrudniej było go kontrolować i że sposoby radzenia sobie z tymi myślami, uczuciami i wrażeniami wywoływały najwięcej wyrzutów sumienia. Napad gniewu z nieznanego źródła zostawia człowieka z niejasnym problemem i rozwiązaniem, trudniej przez to sobie w jego obecności radzić. Wyniki tych badań podkreślają zatem wagę rozwoju emocjonalnego słownika, zarówno u dzieci, jak i u dorosłych.

4. Cechy osobowości dostarczają minimalnych tylko wyjaśnień do tego, jak funkcjonuje złość w codziennym życiu.

Zaskoczyło nas, że Wielka Piątka cech osobowości nie miała prawie żadnego związku z przeżywaniem i regulacją złości w naturalnych warunkach. Zaskoczenie zmniejszyło się, kiedy przejrzeliśmy literaturę na ten temat – prawie cała poprzednia praca nad związkiem cech osobowości i złością skupiała się na porównaniach cech między osobami z wykorzystaniem ogólnych kwestionariuszy. Wiemy przez to zaskakująco niewiele na temat tego, jak podstawowe cechy osobowości wpływają na to, jak wywoływana, doświadczana i regulowana na co dzień jest złość u konkretnej osoby. Podkreślają to Affleck, Zautra, Tennen i Armeli (1999):

My, jak większość, wystawiani jesteśmy na pokusę, aby wyciągać wnioski na temat korelacji wewnątrzosobowych osób [zależności między poziomem cechy np. neurotyczności a konkretnym sposobem radzenia sobie w danej sytuacji – przyp.tłum.] z wiedzy, która skupia się przede wszystkim na porównaniach między osobami [obserwowaniu różnic pomiędzy np. poziomem cechy neurotyzmu w różnych osób – przyp. tłum.]. Przykładowo, podczas wczesnych badań porównawczych na temat stresujących przeżyć, korelacja między ilością takich przeżyć i problemami zdrowotnymi była rozumiana w taki sposób, że gdy ktoś doświadcza stresu, zwiększa się szansa na zachorowanie. Nie można wyciągać jednak takich wniosków bez obserwacji ludzi pod wpływem stresu i bez niego. Korelacje nt. zależności pomiędzy osobami mogą znacząco odbiegać od korelacji nt. zależności wewnątrz danej osoby. Trzeba to jasno podkreślić – międzyosobowe i wewnątrzosobowe korelacje mogą różnić się nie tylko wielkością, ale także kierunkiem, a statystycznie istotne pozytywne międzyosobowe korelacje mogą wyłonić się, kiedy nie ma w tej grupie ani jednej osoby, która prezentowałaby pozytywne wewnątrzosobowe związki!

W kontekście tego uważamy, że wyniki naszego badania dostarczają prowokujących danych poszerzających naszą wiedzę o zależnościach między cechami osobowości a złością, których opis zazwyczaj był ograniczony do badań na ogólnym poziomie, a nie codziennych pomiarów lub pomiarów odbywających się w momencie zajścia. Te dwa podejścia metodologiczne pozwalają zrozumieć ludzkie tendencje i określić, co się właściwie dzieje w odpowiedzi na konkretne wydarzenia oraz dłuższe sytuacje z jednego dnia na drugi. Nie zakładaj, że to, ile ktoś ma punktów w kwestionariuszu osobowości, reprezentuje to, co ta osoba myśli, czuje i robi w prawdziwym świecie.

5. Częściej niż rzadziej ludzie reagują na złość w zdrowy sposób.

Pomimo wszystkich tych artykułów i książek określających złość jako „negatywną emocję”, nasze wyniki wskazują na to, że przez większą część czasu, kiedy pojawia się złość, ludzie są w stanie ją załagodzić, tolerować, akceptować lub nawet konstruktywnie płynąć na jej fali. Przeżywanie najsilniejszych przejawów złości rzadko prowadziło do fizycznej lub słownej agresji. Wyniki te są zbieżne z niedawnymi pracami Mayi Tamir, Jamesa Grossa i innych, które sugerują, że w pewnych sytuacjach złość jest dokładnie tym, czego należy oczekiwać.

Złość jest energią. Aby tę energię zrozumieć, musimy zacząć od tego, jak mało wiemy na jej temat – i wiemy teraz więcej, dzięki temu opisowemu badaniu. Mamy nadzieję, że inni naukowcy pójdą w tym samym kierunku we własnych dziedzinach. Wszystko rozpoczyna się od poczucia zaciekawienia na temat tego, co konkretnie ludzie robią z jednej chwili na drugą podczas nawigowania po świecie.

Pełne badanie dostępne jest tutaj:

Kashdan, T.B., Goodman, F.R., Mallard, T.T., & DeWall, C.N. (in press). What triggers anger in everyday life? Exploring links to the intensity, control, and regulation of these emotions, as well as personality traits. Journal of Personality

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót