Nagroda Nobla, życzliwość oraz aktywacja zachowania

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Trwa konkurs na napisanie artykułu z okazji dwóch lat Zacznij Żyć Tu i Teraz, do wygrania książki! Dowiedz się więcej tutaj.

Richard Feynman, jeden z najbardziej wyjątkowych fizyków ubiegłego wieku, napisał w swojej biografii, że po szalonych latach udziału w Manhattan Project (w którym to czasie stracił też wskutek gruźlicy żonę) z trudem przychodził mu powrót do „normalnego” życia.

Zacząć wykładać na Uniwersytecie Cornell, co – nawet jeśli nie było w głównym spektrum jego zainteresowań – przynosiło mu pewną dozę przyjemności. Jednak „kiedy przychodziło do prowadzenia badań naukowych, nie mogłem zmusić się do pracy. Byłem trochę zmęczony, byłem niezainteresowany, nie mogłem się zebrać! (…) Byłem przekonany, że wojna i wszystko inne (śmierć żony) kompletnie mnie wypaliła.”

Z tego powodu odrzucił kilka ofert, włączając w to szczególną okazję z Insitute for Advanced Study, gdzie pracowałby z Einsteinem i von Neumannem. Myślał: „Pozostałe oferty pracy sprawiały tylko, że czułem się gorzej. Oczekiwali, że coś osiągnę. Ale ta propozycja była tak niedorzeczna, tak niemożliwa dla mnie do spełnienia, tak niedorzecznie rozdmuchana. Inne oferty były po prostu błędami, ta była absurdem!” I te słowa płynęły od człowieka, którego zaproszono do pracy nad Manhattan Project w wieku 24 lat… Założę się, że gdyby psychiatra go usłyszał, dałby mu diagnozę depresji.

Ale pewnego dnia wydarzyły się dwie rzeczy.

Po pierwsze, dyrektor laboratorium w Cornell chciał porozmawiać z Feynmanem, „być może temu, że usłyszał, jak o tym komuś mówiłem, a może zwyczajnie rozumiał mnie (…) Powiedział, poważnym tonem, ‘Feynman, dobrze prowadzisz swoje zajęcia, dobrze pracujesz i jesteśmy bardzo zadowoleni. Wszystkie inne oczekiwania, jakie moglibyśmy mieć wobec ciebie, są kwestią szczęśliwego trafu. Kiedy zatrudniamy profesora, bierzemy całe ryzyko na siebie. . Jeśli wychodzi dobrze, świetnie. Jeśli nie – szkoda. Ale nie powinieneś się przejmować tym, co robisz lub nie.’ Ujął to wiele lepiej niż to podaję i uwolniło mnie to od poczucia winy.”

Po drugie… Cóż, pozwólmy mu to samodzielnie opisać.

“Fizyka mnie aktualnie trochę obrzydza, a przecież cieszyłem się nią w przeszłości. Dlaczego tak było? Miałem w zwyczaju *bawić* się nią. Robiłem cokolwiek, na co miałem tutaj ochotę – nie musiało tu chodzić o wielce ważny rozwój fizyki nuklearnej, ale raczej o to, czy było to dla mnie interesujące i angażujące bawić się danym tematem. Kiedy byłem w liceum i zobaczyłem wodę płynącą z kranu stającą się coraz węższą, zastanawiałem się, czy byłbym w stanie określić, co wpływa na taki jej kształt. Odkryłem, że to całkiem proste. Nie musiałem *musieć* to zrobić, nie było to ważne dla przyszłości nauki, ktoś inny już to zrobił. Nie robiło mi to żadnej różnicy: wynajdywałem różne rzeczy i bawiłem się nimi na własny użytek. Zatem takie miałem nastawienie. Obecnie, kiedy jestem wypalony i nie osiągnę już niczego, mam to wygodne stanowisko na uniwersytecie i uczę studentów – co jest całkiem przyjemne, tak samo jak przyjemne jest czytanie dla zajęcia głowy „Księgi tysiąca i jednej nocy” – zamierzam *bawić* się fizyką, kiedykolwiek będę mieć na to ochotę, bez martwienia się o ważność czegokolwiek.

Tydzień później byłem w kawiarni i jakiś facet, żartując sobie, podrzucał talerz. Kiedy wyskoczył on do góry, dostrzegłem jak kręci się oraz zauważyłem czerwony medalion Cornell kręcący się na nim. Było całkiem oczywistym, że medalion poruszał się szybciej niż samo kręcenie się. Nie miałem nic do roboty, więc zacząłem obliczać ruch rotującego talerza. Odkryłem, że kiedy kąt nachylenia był niewielki, medalion kręcił się dwukrotnie szybciej niż talerz – dwa do jednego. Zależność ta wyszła ze skomplikowanego równania! Wówczas pomyślałem „Czy jest jakiś sposób, w który mogę to ujrzeć w bardziej fundamentalny sposób, biorąc pod uwagę siły lub dynamikę, aby wyjaśnić, czemu to 2:1?” Nie pamiętam, jak do tego doszedłem, ale ostatecznie udało mi się opracować, jaki był tutaj ruch cząsteczek i jak wszystkie siły równoważyły przyspieszenie tak, że stosunek wychodził dwa do jednego.

Wciąż pamiętam, jak poszedłem do Hansa Bethe i powiedziałem „Hey, Hans! Zauważyłem coś interesującego. Talerz porusza się tak a tak, a powodem tego, że to 2:1 jest to, że…” I pokazałem mu te przyspieszenia. On na to „Feynman, to bardzo interesujące, ale czy to jest ważne? Czemu to zrobiłeś?” „Ha!”, odpowiedziałem, “Nie ma to żadnej wagi. Robię to po prostu dla przyjemności.” Jego reakcja nie zniechęciła mnie. Przekonałem się, że będę cieszył się dalej fizyką i robił cokolwiek, na co mam ochotę.

Kontynuowałem pracę nad równaniami. Potem zacząłem się zastanawiać, jak orbity elektronów zaczynają poruszać się względem siebie. Potem przeszedłem do równania Diraca w elektrodynamice. A następnie do elektrodynamiki kwantowej. I zanim zdałem sobie z tego sprawę (potoczyło się to bardzo szybko), „bawiłem się” – a tak naprawdę pracowałem – nad tymi samymi starymi problemami, które tak kochałem, które odłożyłem na bok, kiedy wyprowadziłem się do Los Alamos: problemy w stylu prac doktoranckich, te wszystkie staromodne, cudowne rzeczy. Nie wymagało to żadnego wysiłku. Prawie próbowałem się przed tym bronić! Bezpośrednio nie było w tym żadnej ważności, ale ostatecznie odnalazłem w tym coś. Diagramy i cały tan bałagan, dzięki którego dostałem Nagrodę Nobla, nie byłby możliwy bez majstrowania przy kręcących się talerzach.”

To fascynujące dla mnie czytać coś takiego – pozwól, że powiem dlaczego.

Jeśli przyjrzymy się bliżej, znajdziemy dwa „momenty”: pierwszy to akt życzliwości ze strony drugiego człowieka (dyrektora laboratorium), który przekazywał prostą rzecz, że „to ok czuć się właśnie tak”.

Drugi: poczucie zabawy w związku z tym, czym się zajmuje. Tematem owego fragmentu jest ponowne nawiązanie kontaktu z pozytywnie wzmacnianymi działaniami. [Pozytywne wzmocnienie zachodzi, kiedy jakieś działanie skutkuje pojawieniem się czegoś i w przyszłości będzie pojawiać się przez to wcześniej, w wypadku Feynmana było to pojawienie się radości z angażowania się w coraz częstsze pozornie bezcelowe fizyczne rozmyślania. – przyp. tłum.] Ta sama zasada stoi za dowolną terapią behawioralną posiadającą element zwany aktywacją zachowania [który jest jednym z elementów terapii akceptacji i zaangażowania – przyp. tłum.] :

Carl Lejeuez, który rozwinął protokół terapeutyczny aktywacji zachowania, ujął to tak (w każdym razie mniej więcej – cytat pochodzi z pamięci): „najpierw pomyśl o swoich wartościach i celach, a potem odłóż je na bok i tylko skup się na następnym kroku. Taki jest właśnie sens aktywacji zachowania: powrót, raz po raz, do świata i umożliwienie życiu uzdrowienia ciebie.” Jak tylko Feynman wrócił do tego, co wzmacniało jego pasję nt. fizyki (bawienie się równaniami, odkrywanie nowych rzeczy, zadawanie pytań), reszta prędzej czy później także wróciła i ten łańcuch pojedynczych wydarzeń zakończył się zdobyciem Nagrody Nobla.

Jako że moim typowym nastawieniem jest „pozwolić rzeczom się dziać i dać im samym się naprawić”, historia Feynmana stała się dla mnie pięknym przykładem. Ów niewielki, skromny pierwszy krok (zastanawianie się, w jaki sposób talerz kręci w powietrzu) może mieć ogromne konsekwencje i rozgałęziać się w przyszłość… pod warunkiem, że zajdzie w odpowiedniej sytuacji. Przeczytaj jeszcze raz krótką rozmowę z głową laboratorium – ta akceptacja/życzliwość/troska (nazwij to, jak chcesz) stworzyła warunki ku temu, aby Feynman przeszedł z zaabsorbowania winą do odkrywania, co dla niego osobiście oznacza ciekawe życie.

Czasami najlepszą rzeczą, jaką może wykonać terapeuta, jest mieć trochę cierpliwości (czasem nie, ale to inna historia). Czasami najlepsze, co możemy zrobić, by pomóc komuś, kto przechodzi przez ciernistą ścieżkę, to okazać trochę troski i zachęcić jego lub nią, aby podjąć pierwszy krok z powrotem do świata. Nawet jeśli tą osobą jesteśmy my sami.

Dasz temu wiarę? Takie podejście ma nawet naukowe potwierdzenie.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót