Eliminacja lęku, gonitwa za szczęściem

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy, kiedy potwór lęku wystawia swoją obrzydłą twarz, jest to, aby pozbyć się go jak najprędzej. Nasza kultura jak najbardziej wspiera takie podejście. Wielu guru i autorów książek twierdzi, że posiedli sekret lęku, a niektórzy z nich posunęli się do tego, że utrzymują, że mają na niego skuteczny lek. Niestety często jedyne, co spotyka ludzi ufających temu, to rozczarowanie. Lęk nie jest emocją, którą da się wyleczyć. Nie potrzebuje z resztą być wyleczonym. Tak długo, jak żyjesz, nie może być też skasowany. Ktokolwiek kto mówi inaczej, ten kłamie ci w żywe oczy. Dane naukowe są tutaj jednoznaczne.

Spróbuj zapomnieć na życzenie

Język eliminacji płynie przez tę powierzchowną kulturę. Spójrz na to tak: gdybym chciał pozbyć się starych ubrań, śmieci w kuchni lub krzesła, na  którym siedzę, mógłbym to bez problemu zrobić. Jak tylko podejmę taką decyzję i nie zmienię zdania po drodze do śmietnika – znikają. Tak właśnie eliminacja działa w świecie dookoła.

Kiedy stosujemy eliminację wobec wewnętrznego świata, nie działa w ten sam sposób, czy to będą nieprzyjemne myśli, niepokojące obrazy, wspomnienia bolesnej przeszłości czy inne. Spróbuj usunąć myśl, za jaką nie przepadasz, a są szanse na to, że zostanie z tobą na jeszcze dłużej. Taki sam efekt otrzymasz z bolesnym wspomnieniem, impulsami czy emocją – być może będziesz mieć krótką przerwę na czas, w którym odwrócisz swoją uwagę, ale potem wróci to, prawdopodobnie silniejsze niż wcześniej.

Wszystko co wiemy z nauki i z ludzkich doświadczeń kieruje nas w jedną stronę: nasze układy nerwowe i mózgi działają przez gromadzenie, nie usuwanie. Myśli i uczucia nie mogą być wyrzucone na śmietnik i usunięte. To po prostu tak nie działa. Nikt nie ma osobnego śmietnika na lęk.

Wewnętrzna walka

Kolejną śliską sprawą w kwestii języka eliminacji jest to, że kieruje cię on w stronę zmagania się – zmagania z sobą samym czy samą, oraz tymi elementami naszego doświadczenia, które niekonieczne lubimy. Prawdopodobnie wiesz już, jak to wygląda, to po prostu bardzo bolesne walczyć ze sobą i swoimi rzeczywistymi przeżyciami. Aby zobaczyć działanie tego, rozważ takie przykłady: Lęk jest zły. Ja jestem pełen lęku. Zatem, myśląc logicznie, staję się przez to złą osobą. Naturalnie nikt nie chce myśleć o sobie jako o kimś złym, ale etykietowanie swoich doświadczeń i patrzenie na siebie przez ich pryzmat wiedzie właśnie ku temu. Zatem kiedy walczysz z lękiem, walczysz z sobą samym lub samą. I w pewien sposób, opierając się sobie. Ten opór przed osobą, którą jesteś, staje się źródłem dodatkowego bólu.

Droga do życia

Miej na uwadze, że jakkolwiek większość ludzi nie lubi doświadczać emocjonalnego bólu i intensywnego lęku, to znajdują sposób, aby dobrze żyć razem z tym bólem. Nie ma w ich podejściu niczego magicznego. Ogólnie patrząc, pożegnali się z podejściem opartym na eliminowaniu – żadnego więcej naprawiania, zmagania się, wypierania się i identyfikowania się z własną emocjonalną niewygodą.

Zamiast wypierać się bólu, możesz nauczyć się uznawać jego obecność, pozwolić mu być takim, jaki jest (nie tym, co twój umysł mówi na ten temat: że jest zły, okropny, groźny, że nie może się naprawdę dziać) i wprowadzić w to doświadczenie życzliwe, nieoceniające nastawienie. Kiedy podchodzisz w ten sposób, nie ma już niczego, z czym można walczyć, co można eliminować. Nie ma niczego, co można naprawić. Nic do rozwiązania. Żadnej konieczności bycia czymkolwiek innym, niż tym co aktualnie przeżywasz. To potężne stanowisko, które wycina z lęku i strachu cierpienie.

To najważniejsza rzecz do zrozumienia. Strach utrzyma cię w pułapce tak długo, jak będziesz okazywać brak gotowości do posiadania go, bycia w kontakcie z nim i pozwalania mu być. Tematem życia, raz na jakiś czas, jest właśnie ból. I wówczas, kiedy działamy na rzecz czegoś, na czym nam zależy, często ryzykujemy jednocześnie przeżycie tego, co najchętniej ominęlibyśmy szerokim łukiem – zranienie, żal, smutek, stratę, złość, opuszczenie, lęk, strach,  wyrzuty sumienia. Jeśli za punkt wyjścia obieramy to, że ból jest czymś, czego nie można mieć, uruchamia się pułapka. Ból transformuje się, stając się takim samym problemem do rozwiązania jak inne, które trzeba rozwiązać. Jednakże nie jesteśmy w stanie rozwiązać podstawowego problemu tego, że ból jest częścią nas. Wszystkie próby zwycięstwa w walce nad lękiem odciągają nas tylko od samego życia.

Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości na ten temat, wypróbuj tego – spróbuj uciec przed sobą samym. Kiedy to się naprawdę udaje, to zazwyczaj rolę pośredników pełnią tutaj unikanie oraz autodestrukcyjne zachowania jak narkotyki i alkohol. Nic z powyższych tak naprawdę nie działa jako rozwiązanie na dłuższą metę. Dają one za to krótkoterminową ulgę od bólu i jego źródła – temu właśnie to robimy. Jednakże ból wraca, więc ponownie karmimy go, walczymy z nim, częściowo temu, że tego właśnie nauczyliśmy się dzięki naszej kulturze czucia się dobrze. Znasz jej przekaz tak samo dobrze jak ja – myśl i czuj się lepiej, a wówczas osiągniesz sukces. Uważam, że to złudzenie.

Szczęście i akceptacja

Szczęście nie jest rzeczą. Jest doświadczeniem, nad którym mamy niewiele kontroli. Niektóre ważne i żywotne rzeczy w naszym życiu nie zahaczają nawet o radość. Jednakże angażujemy się w nie, ponieważ nam zależy, ponieważ chcemy dokonać jakiejś zmiany w tym świecie, nawet jeśli niewielkiej. Cóż, gdybym czekał, aż poczuję się szczęśliwym, zanim przeczytam mojej małej bajkę na dobranoc, czekałaby na to bardzo długo, a ja razem z nią  – stałbym się ojcem, który traci okazje na moment bliskości, kontaktu i dzielenia czegoś wspólnego z córką. Nie jestem gotów, aby wcisnąć hamulec w moim życiu po to, aby czuć się radosnym i mniej lękliwym. Odczucia są niestałe, temu nie są dobrym probierzem do oceny wartościowych działań. Nauczyłem się, że mogę być tatą nawet wraz z moim lękiem.

To coś, czego nauczyłem się po trochu samemu, a po trochu od innych, wiele mądrzejszych ode mnie. Przykro mi, jeśli brzmi to jak opera mydlana. Nie jest to moją intencją. Sensem tego jest inna ścieżka, taka, która nie wymaga od ciebie czy mnie odłożenia na bok naprawdę bolesnych aspektów naszego doświadczenia.

Zamiast tego można ich dotknąć i przyjąć dokładnie takim, jakimi są – jakimi się już i tak wydarzają. Ten zbiór umiejętności – bycia uważnym, bardziej życzliwym i troskliwym wobec siebie i swojego życia emocjonalnego – zajął mi ponad 10 lat życia, a i tak wciąż muszę świadomie pracować nad tym, aby podlewać ten ogród. Nie skończyłem jeszcze pracy. Nie jestem odporny na ból życia. Jednakże teraz cierpię wiele mniej niż kiedykolwiek.

Umiejętności ujęte pod skrzydłami uważności oraz Terapii Akceptacji i Zaangażowania pozwoliły mi przyjąć odpowiednią perspektywę wówczas, kiedy moja historia życia wraca do teraźniejszości i krzyczy „zamknij się, oddal się, uciekaj, zmagaj się, zawęź siebie, schowaj się w pancerzu…” Pozwoliły mi traktować lżej siebie, mój umysł, moje ciało, mój świat. Nie w perfekcyjny, skończony sposób. Ciągle rozwijający się. Cierpliwy i życzliwy (nie tylko w myślach, ale w działaniu – to prawdziwy klucz). Tak wygląda przekaz Terapii Akceptacji i Zaangażowania. Jest sposób, aby zakończyć cierpienie związane z lękami i odzyskać swoje życie. Lęk nie musi być zarządzany czy eliminowany, aby mogło się to wydarzyć. Możesz zacząć właśnie teraz.

Filozofia eliminacji gotuje nas do wewnętrznej walki. Mówi nam, że nasz ból jest nie do przyjęcia i musi najpierw być rozwiązany, aby potem być szczęśliwym lub szczęśliwą. Ustawia nasz kurs na frustrację i porażkę, ponieważ nikt nie żyje bez potężnego bólu dziejącego się od czasu do czasu. Antidotum to uważna akceptacja, nauka puszczania tych więzów i stawienie w delikatniejszy sposób czoła impulsom do powrotu do wewnętrznej walki. Kiedy jesteś w stanie siedzieć ze swoim brakiem komfortu, stać z nim twarzą w twarz, dotknąć go takim, jaki jest, zmaganie nie istnieje. Nie ma niczego do naprawienia. Niczego do opierania się. Po prostu jest. I ty – autor lub autorka swojego życia – możesz skupić się na tym, czym chcesz, aby było.

Ta bardziej życzliwa przestrzeń wyłania się, kiedy decydujesz się przestać chcieć kimś innym niż jesteś. Robisz to wybierając zaprzestanie zmagania się, pozwalając przejść próbom gonienia szczęścia jak burzowym chmurom. Da ci to wolność, aby być tą osobą, którą jesteś. Z tego punktu możesz skupić się na tym, co naprawdę chcesz robić, właśnie tu i teraz – chwila po chwili, jeden dzień po drugim.

Proszę wybaczyć mi ten długi tekst – nie planowałem tego rozpoczynając. Jednak pozwoliłem temu być takie, jakie było, i kierowałem się sercem. Życzę tego także tobie. Jesteś w stanie uwolnić się od cierpienia związanego z lękiem i odnaleźć szczęście i żywotność w życiu. I możesz to osiągnąć bez wypierania swojego życia emocjonalnego, umysłu, serca i ciała.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót