Zaznacz stronę
Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Spotkałem w autobusie w drodze na zajęcia z malowania koleżankę. Spytała, jak mi leci, a jako że byłem w nastroju dobrym, lecz samokrytycznym, powiedziałem coś, co miało zabrzmieć dowcipnie: „Cóż, cuchnę, narzekam i klepię biedę, ale jest ok.”

Uszy koleżanki nastroszyły się na dźwięk „klepię biedę”. Sama jest piosenkarką, próbującą związać koniec z końcem, a przez co nie jest jej obcy dylemat czy zarabiać, czy robić, co się kocha, nie wspinając się po finansowej drabinie. Jej ostatnim rozwiązaniem było entuzjastyczne przyjęcie tzw. prawa przyciągania. Zatem kiedy usłyszała o biedzie, natychmiast doszła do wniosku, że (a) rzeczywiście klepałem biedę, ale oprócz tego, że (b) miałem negatywne myśli, które utrzymają mnie w tej biedzie po wsze czasy.

Przez resztę drogi byłem świadkiem monologu (pełnego dobrych intencji) o tym, jak powinienem zastąpić moje myśli o biedzie myślami o bogactwie.

„Nasze umysły mają określone wibracje, neurony i te rzeczy.”, powiedziała. „Temu kiedy biorę w swoje ręce gitarę, mogę zagrać od razu G. I tak samo jest z negatywnymi myślami. Jeśli nastawisz się na wibracje o negatywnych wynikach, oto co przyciągniesz. Podobne przyciąga podobne, prawda? Tak działa wszechświat – udowodniono to, to nauka.”

Mówiła, że zmienianie jej myśli było początkowo trudne, zważywszy na to, jak przyzwyczajona była do myślenia o sobie jak o niezasługującej na nic. Ale zacisnęła zęby i obecnie idzie jej wiele lepiej. Nie zapomniała dodać, że nie siedziała z założonymi rękami – nadzwoniła się, narobiła kontaktów, jakie były jej potrzebne do odniesienia sukcesu. Ale nic z tego nie wydarzyłoby się, gdyby najpierw nie skierowała swoich myśli w tym kierunku.

Pogratulowałem jej. I jestem naprawdę, naprawdę szczęśliwy z jej sukcesu. A oprócz tego w pewnym konflikcie. Dla mnie prawo przyciągania jest wątpliwe, nawet groźne, jednakże mam też sporo współczucia dla tych, którzy decydują się w nie wierzyć – ponieważ ich punkt wyjścia na wiele sposobów przypomina mój i wielu moich znajomych. Wszyscy szukamy szczęścia, a ci, którzy czują się niespełnieni i sfrustrowania zdają się spędzać solidny kawał czasu węsząc za systemem poglądów, który nie zawiedzie, który zaspokoi nasze pragnienie pewności i sukcesu. Zatem nie jest to tak naprawdę niczym dziwnym, że w pewnej małej miejscowości zmagający się z życiem autor tekstów wierzący w uważność, medytację i psychologię behawioralną może znaleźć wspólne pole ze zmagającą się artystką, która wierzy, że wszechświat jest wielką anteną, gotową wysyłać pozytywne lub złe wibracje w twoim kierunku, w zależności od tego, jakie masz myśli.

Gdyby moja koleżanka byłaby gotowa na rozmowę, która nie tyle by potwierdziła jej sposób myślenia, a otworzyła na podważenie tych zasad… Cóż, trudno mi to sobie wyobrazić, ale oto kilka argumentów z mojej strony.

Moje problemy z prawem przyciągania

To nie nauka i nawet nie stało to obok nauki. Kiedy powiedziała mi, że prawo to zostało potwierdzone przez naukę, powtarzała tylko to, co powiedziano jej w książkach i filmowych bujdach jak „Sekret”. Jednakże podobno naukowa podstawa dla prawa przyciągania, podsumowana w zwrocie „podobne przyciąga podobne”, nie jest czymś, co znajdziemy w naukowych książkach – ani jako ogólny pomysł na to, jak ma się wszechświat, ani jako podsumowanie obserwacji w jakiejś konkretnej dziedzinie wiedzy, ani na 100% wyrażone w matematycznych wzorach, jakie znajdziemy od wieków w fizyce, chemii lub innych twardych naukach. Możesz za to z większą łatwością znaleźć bardzo prozaiczne przykłady przeciwieństw przyciągających się: gaz wypełniający próżnię lub przepływ napięcia między obiektami o przeciwnych potencjałach elektrycznych.

Nawet mechanika kwantowa, która jest dogodnie tajemnicza i przez to jest potencjalnym źródłem „dowodu” tak naprawdę nie jest żadnym dowodem. Mechanika kwantowa mówi tylko o rozmaitych subatomowych cząsteczkach zachowujących się tak a tak, z których zachowanie każdej wymaga nadwerężających mózg kalkulacji, aby w ogóle móc je opisać. Ta gałąź fizyki nie zajmuje stanowiska w kwestii tego, czy myśli mogą wpływać na przyszłość, z prostego powodu, że nie zajmuje się takimi rzeczami. Każdy, kto mówi inaczej, wciska kit. Możesz lubić smak tego konkretnego rodzaju kitu, ale to wciąż kit.

Obwinia niewinnych. Być może słyszałeś lub słyszałaś już o Louise Hay, założycielce Hay House, która osiągnęła spory sukces wydając książki na tematy New Age i samopomocowe. Hay jest wielką zwolenniczką prawa przyciągania w swych książkach. I nie obawia się wyciągać z niego logicznych wniosków – czyli tego, że jeśli nasze myśli kontrolują nasze przeznaczenie, to ktokolwiek cierpiący na coś strasznego – ludzie umierający na raka, AIDS, Żydzi pomordowani w holokauście – mogą winić tylko siebie. Oto fragment z jednego wywiadu:

Kiedy spytałem jej, czy skoro myśli ludzi odpowiadają za ich stan, to czy ofiary ludobójstwa mogą się same winić za swoją śmierć, odpowiedziała: „Pewnie nie powiedziałabym im tego. Nie chodzę wokół sprawiając, że inni czują się źle. Nie to jest moim celem.” Naciskałem: czy wierzyła w to, że mogą się sami za to winić? „Tak, myślę, ze jest sporo karmicznych rzeczy, które mają miejsce, związanych z przeszłym życiem.” Zatem, spytałem, w takich sytuacjach jak holokaust, ofiarami mogliby być ci nieszczęśnicy, który zasłużyli na to, co otrzymali, ponieważ wpłynęło na to ich zachowanie w przeszłym życiu? „Tak, to może działać w ten sposób”, Hay odpowiedziała. „Ale to tylko moja opinia.”

Możesz wierzyć w prawo przyciągania, ale zaznaczać, że nie zgadzasz się z tym okrutnym nonsensem – że Hay przeciąga strunę. No dobrze – ale powiedz mi, gdzie jest granica, gdzie powinno się powiedzieć stop? Gdzie wpływ prawa przyciągania się zaczyna, a gdzie kończy? Na chłopski rozum – czemu działa (jeśli działa) tylko dla uprzywilejowanych ekonomicznie ludzi zachodu, którzy chcą trochę więcej pieniędzy lub romansów, ale nie dla afgańskich uczennic, które nie chciałyby być zastrzelone z karabinu maszynowego przez ekstremistów (wiadomość sprzed roku, której wciąż nie mogę zapomnieć) albo dla dzieci umierających z głodu w Afryce, które chciałyby coś, cokolwiek do jedzenia? Dlaczego prawo jest zarezerwowane tylko dla tych w krajach rozwiniętych, z wystarczającą ilością materialnych dóbr, aby kupować książki samopomocowe i iPody i jakiekolwiek jedzenie, jakie przyjdzie nam do głowy, niezależnie od tego, czy jest na nie sezon, czy nie?

Jest niemożliwe, aby pokazać przyczynę i efekt – innymi słowy, że prawo ma jakikolwiek wpływ. Moja koleżanka-muzyk nie siedziała tylko na pupie myśląc swoje myśli, ale także dzwoniła i podjęła inne działania, które miały na celu podreperowanie biznesu. Jej działanie wskazuje na to, że miała świadomość, że potrzebuje czegoś więcej niż zaorania swojego umysłu na nowo – jednakże rozmawiając ze mną naciskała, że to wszechświat odpowiadał na jej życzenia tylko temu, że szczerze tego pragnęła. Ale jak mogłaby wiedzieć? Gdzie jest grupa kontrolna, kontrprzykład, próba podważenia? Bez wątpienia jeśli spytałbym jej, to zaczęłaby wspominać także o mało prawdopodobnych wydarzenia, przypadkach, które jej pomogły, ale czy jest to dowód na cokolwiek innego niż na to, że przypadki rzeczywiście się zdarzają? Pomyśl sam lub sama o sytuacjach, kiedy miałeś lub miałaś totalnie zrezygnowane myśli, ale dobre rzeczy wydarzyły się i tak. Pomyśl o tych sytuacjach, w których byłeś przekonany, przekonana o sukcesie, a mimo tego nie wyszło nic. Gdzie się wówczas podziewało prawo przyciągania?

Zachęca do kontrolowania jako strategii radzenia sobie z myślami, która prowadzi do zwiększenia się ludzkiego cierpienia. Nadając tyle władzy myślom prawo nie tyle podważa, co potwierdza starożytną i szkodliwą tendencję w większości kultur, wedle których naturalne emocje jak lęk, złość, strach i rozpacz są szkodliwe, a zatem że należy się ich pozbywać. I mimo tej tendencji ogromna ilość badań, większość z ostatnich 20 lat, pokazuje, że próby kontrolowania myśli i uczuć zwykle kończą się gorzej niż lepiej. Osoba pełna lęku, która nie może znieść lękowej myśli, staje się jeszcze bardziej przepełniona lękiem, a osoba w depresji próbująca uciec samokrytycznym myślom tworzy ich tylko więcej. To jeden z powodów, dla których Terapia Akceptacji i Zaangażowania, moja terapia z wyboru, odznacza się takim mottem: zamiast prowadzić nas głębiej w walkę z naszymi doświadczeniami, prowadzi drogą z dala od tego pola bitwy.

Prawdziwe przyciąganie

Istnieje prosta odpowiedź na to, czemu prawo przyciągania jest tak popularne wśród klasy walczącej. Nie wiąże się to z zapewnieniem sukcesu, a z samą psychologią.

Badania z ostatnich 20 lat wykonane przez wielu różnych naukowców z wielu różnych dziedzin doprowadziły do tego samego wniosku: naturą ludzkiego poznania jest, abyśmy my (a raczej nasze umysły) składali świat w „sensowną całość” – tak silną, że nawet najsprytniejsi z nas zwyczajowo zaburzają lub ignorują dowody, aby mieć tylko spójne „wyjaśnienie” tego, czemu rzeczy dzieją się tak, jak się dzieją. Drugą stroną tego jest to, że obawiamy się wszystkiego, czego nie da się wyjaśnić – przypadków losowości, dwuznaczności, niepewności i tak dalej. Najbardziej prawdopodobnym powodem takiego stanu rzeczy jest to, że człowiek – najlepszy z logików wśród zwierząt – ewoluował bojąc się niepewności, ponieważ ta zagrażała przetrwaniu.

Błędy poznawcze tego rodzaju wyjaśniają wiele – przykładowo czemu często obwinia się ofiarę (aby uniknąć strasznego wniosku, że złe rzeczy wydarzają się także dobrym ludziom, a przez to że i mogą zdarzyć się nam) lub czemu tak trudno nam przyznać rację, kiedy popełnimy błąd (bycie „w błędzie” jest strasznie karzące dla umysłu, który potrzebuje mieć cały czas rację, aby przetrwać).

Błędy poznawcze wyjaśniają także powab prawa przyciągania. Prawo te daje nam do rąk wielki scenariusz, w którym nareszcie wszystko ma sens. Jeśli ponieśliśmy porażkę, to temu, że myśleliśmy złe myśli. Jeśli inni ponoszą porażkę lub odnoszą sukces – także to można odnieść do ich myśli. Nie musimy się już martwić losowością lub niepewnością – każdy zawsze dostaje dokładnie to, na co „zasługuje”, nawet jeśli nie wiedzą o tym lub jeśli nie jesteśmy w stanie namierzyć, jakie dokładnie myśli mieli. No i ostatecznie tak naprawdę nie potrzebujemy znać ich myśli – możemy określić, czy były pozytywne czy negatywne po tym, co zdarza się tej osobie: taka wsteczna karma.

Jednakże prawdziwe zbawienie oferowane przez wiarę w przyciąganie ma charakter osobisty. Być może kiedyś baliśmy się porażki, ale prawo zapewnia nas, że jeśli tylko będziemy myśleć pozytywnie, to nie możemy przegrać. Sukces jest gwarantowany, nawet jeśli konkretne jego cechy i czas przybycia są niejasne. Nagle ogarnia nas pewność – możemy zatelefonować, możemy podjąć te odważne kroki, które odkładaliśmy ze strachu, nie obawiając się policzka od losu. Wreszcie możemy iść do przodu.

Życie poza prawem przyciągania

Czyż sukces mojej koleżanki nie jest silnym argumentem na rzecz tego aspektu prawa? Nawet jeśli jest to tylko efekt placebo, czyż nie jest to dobre, że mogła się tak nastawić na wszystkie rzeczy, które musiała wykonać? Czyż nie jest to dość podobne do tego, co oferuje terapia poznawczo-behawioralna (trzeźwa, szanowana psychoterapia należąca do głównego nurtu, daleka od majaczeń „Sekretu”) klientom z depresją i lękiem? Czyli podważać niedziałające negatywne myśli i zastępować je bardziej racjonalnymi i pozytywnymi?

W rzeczy samej porównanie z taką terapią jest trafne. Ale, mając za perspektywę Terapię Akceptacji i Zaangażowania, nie zgadzam się z tym, że taka sztuczna pewność jest czymś, czego trzeba, aby nas dokądś ruszyć. Zamiast próbować zwalczyć nasze negatywne myśli – zadanie ostatecznie niemożliwe – możemy zwyczajnie traktować je jak to, czym są: jak myśli. Widząc je w ten sposób ich zagrożenie gaśnie – możemy wówczas podejmować decyzje, które lepiej odzwierciedlają charakter naszego serca, naszej całej osoby. Tak wygląda ścieżka nieoceniającej uważności, czy to wedle Terapii Akceptacji i Zaangażowania, czy inspirowana np. wieloma rodzajami medytacji buddyjskich. To wiele bardziej troskliwa, elastyczna i naukowo uzasadniona metoda radzenia sobie niż próba uwierzenia w nieistniejące prawo natury.

Mądrość Dr. Seussa

Moja koleżanka nie przeżywa ostatnimi czasy wiele lęku – zamiast tego zbiera owoce pełnego zaangażowania życia: uczy jogi, pisze piosenki, cieszy się nowym związkiem itd. Dzieją się jej dobre rzeczy i przyczyniła się do tego stanu. I może jakieś dziwne i cudowne przypadki pomogły jej w tym, nawet jeśli w nie nie wierzę. Mogę być przeciwny prawu przyciągania, ale jestem fanem intuicji, przypadku, tajemnicy i tych wszystkich zjawisk, których nie umiemy wyjaśnić. Wszechświat jest ogromny i nie musimy redukować go do pojedynczego przepisu, aby się nim cieszyć.

Kiedy zatrzymałem się wczoraj obok świetlicy, rzuciłem okiem przez szybę do pokoju z wielkim pianinem, gdzie nasza muzyk uczyła innych jogi. Był już sam koniec i pożegnała się cytatem, nie od jakiegoś guru, ale od Dr. Seussa:

Masz w butach dwie stopy
Możesz iść wszędzie
wedle ochoty

No, to jest dobre.