Kochaj siebie samego? Co do… ?!

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Najstraszniejszą z rzeczy jest zaakceptować siebie w pełni.  ~C.G.Jung

Okazywanie miłości wobec samej siebie, nawet przez krótki czas, jest dotąd najtrudniejszym zadaniem mojego życia. O co chodzi – jestem zawsze w pełni świadoma, kiedy coś pójdzie mi nie tak, kiedy popełnię błąd, zawiodę kogoś, czy działam w sposób, który kończy się skuleniem się ze strachu, przerażeniem i gradientem emocji od lekkiego zawstydzenia po pełen wstyd.

Wiele osób ćwierka ostatnio na temat ważności kwestii kochania siebie, ale jaka miałaby być tego funkcja? Specjalizuję się w dziedzinie psychologii, która nazywa się funkcjonalnym kontekstualizmem. Jest to skomplikowany sposób na powiedzenie tego, że interesują mnie przede wszystkim dwie rzeczy:

  1. Funkcja – jaki jest sens danego działania, co ono daje lub zabiera na dłuższą metę?
  2. Kontekst – w jakich warunkach zachodzi wyższe lub niższe prawdopodobieństwo, abym działała w określony sposób.

Częstokroć argumentem przeciwko miłości do siebie, samoakceptacji i trosce skierowanej do wewnątrz (ta trójka to właściwie to samo) jest, że „nie zasługuję na to”. Każdy z nas może wymyślić mnóstwo powodów, dlaczego nie zasługujemy na własną miłość. Ale może nie powinnam tak uogólniać – ja w każdym razie jestem w stanie wyprodukować długą listę powodów, dla których nie zasługuję na bycie kochaną przez siebie. Słabo idzie mi z oszczędzaniem. Nie jestem wystarczająco dobrą córką. Jestem niewiarygodnie słaba jeśli chodzi o regularne odpowiadanie na e-maile. Angażuję się w więcej rzeczy, niż jestem w stanie zrobić i nieuchronnie zawodzę kogoś, włączając w to siebie. Od trzech lat chciałam założyć bloga, a to dopiero mój pierwszy tekst. To tylko piątka, którą teraz jestem gotowa się podzielić, ale mogłabym napisać wypracowanie i na 50000 słów na temat tego, czemu jestem niewarta miłości. Ale (tym razem) oszczędzę wam tego.

Inną częstą przeszkodą jest obawa przed tym, że jeśli pokochamy siebie, to zaczniemy nadmiernie skupiać się na sobie, swoich potrzebach i swoim ego.

 Miłość własna (…) nie oznacza skupienia tylko na sobie lub narcyzmu czy pogardy dla innych. Oznacza to raczej przywitanie siebie samego jak najbardziej czcigodnego gościa w twym sercu, gościa wartego szacunku, towarzysza wartego miłości. ~Margo Anand

Nie da się kochać siebie bez dozy autentyczności. Kluczem tutaj jest nawiązanie kontaktu z tym, jakie są nasze wartości – jak chcemy odnosić się do siebie, innych i świata jako takiego. Co chcemy zostawić po sobie potomnym?

Musimy zatem spojrzeć na funkcję, jaką pełni działanie. Wprawdzie nasz umysł może nam mówić, że konieczne jest, aby żyć w określony sposób, aby „zasłużyć” na miłość własną, doświadczenie i badania naukowe często wiodą do wniosku, że odcięcie się od niej może tylko pogorszyć sprawę.

Istnieją ważne powody (funkcje) za tym, by uznać miłość własną za użyteczny, przydatny sposób odnoszenia się do samego siebie. Badania psychologiczne, przykładowo te prowadzone przez dr Kristen Neff i dr Brené Brown, pokazują, że jeśli odnosimy się do siebie ze wstydem (np. „Jestem zasadniczo niewarta miłości, ponieważ jestem prokrastynującą, beznadziejną parodią człowieka.”), to wzrasta szansa na to, że zaczniemy angażować się właśnie w te działanie, którego chcemy jak najmniej, w tym wypadku w prokrastynację, czyli odkładanie rzeczy na później. Używamy odkładania jako uzasadnienia dla braku miłości własnej. Tak zaczyna się błędne koło: „Pokocham siebie, kiedy stracę 10 kg, będę w perfekcyjnym związku, napiszę tę książkę, zrobię wszystko na mojej liście zadań…” A lista może się ciągnąć, ciągnąć i ciągnąć.

Co jeśli miłość własna i troska o siebie są tym samym dla rozwoju psychicznego, co białko jest dla rozwoju fizycznego? Co jeśli potrzebujemy napełnić bak zanim pokonamy jakąś odległość lub może nawet zanim będziemy w stanie wykonać pierwszy krok? Nigdy nie oczekiwalibyśmy, aby auto jechało bez paliwa, jednak często oczekujemy tego od siebie.

Co jeśli to, co robiłeś lub robiłaś, nie działa – czy jesteś gotów, gotowa spróbować alternatywy?

Rób najlepsze co możesz, póki nie będziesz wiedzieć, jak robić jeszcze lepiej. Kiedy już dowiesz się – działaj jeszcze lepiej.  ~ Maya Angelou

Spójrzmy zatem na to, jaki kontekst możemy stworzyć, aby nauczyć się i stosować miłość własną.

Sposoby praktykowania miłości do siebie

Większość cieni w życiu jest spowodowane staniem we własnym blasku. ~Ralph Waldo Emerson

Wszyscy jesteśmy obdarzeni w wyjątkowy i ważny sposób. To nasz przywilej, a odkrywanie go przygodą samą w sobie  ~Mary Dunbar

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Jedna odpowiedź do “Kochaj siebie samego? Co do… ?!”

  1. Kleszcz napisał(a):

    WSTĘP DO ARTYKUŁU

    W świecie, w którym trzeba nam osiągnąć coraz więcej, więcej i więcej, miłość własna jest coraz trudniejsza – bowiem reszką „więcej” jest „zawsze za mało”. Łatwo też podpaść sobie samemu i zacząć krytykować się za chęć dogodzenia sobie wśród tej całej nieczułości, ponieważ miłość do siebie często wiąże się z takimi pojęciami jak samolubność, egoizm. W dzisiejszym artykule o pomysłach, jak znaleźć balans w obliczu takich wyzwań i wątpliwości. Zapraszam do czytania i dyskusji.

    –Bartosz Kleszcz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót