Gniew jest darem

Napisał Bartosz Kleszcz

Moja koleżanka została kilka dni temu pobita przez swoją matkę, kiedy dostała potężnego ataku paniki (zdarzają się one ok. 25% ludzi w ciągu życia). Po obudzeniu się rano wciąż bolała ją twarz i gardło, to nie było lekkie plaśnięcie. Matka obawiała się, że sąsiedzi zobaczą, że coś jest psychicznie nie tak w ich rodzinie, więc wolała wytrząsnąć z niej problem siłą, co jak się okazuje ma wiele lepsze przyzwolenie w głowach niektórych osób niż tzw. „choroby psychiczne”.

Gdyby zacząć tutaj teoretyzować, to można by się zastanowić, na ile ochrona własnej samooceny jako matki potrafi spowodować, że człowiek, byle tylko poczuć się lepiej i by poczuć się niezagrożonym w swojej głowie, sprawia cierpienie innym – tym, którzy mają bezczelność zakłócać kojący sen o byciu dobrym człowiekiem. To jedno z niebezpieczeństw inwestowania we własną samoocenę – w pogoni za czuciem się dobrze szukamy sztywnego rozumienia siebie np. to, że jestem dobrą matką, oznacza, że moje dzieci nie mają problemów i że inni też widzą, że ich nie ma, więc jeśli jest jakiś problem, to trzeba go schować i wtedy będę mogła dalej myśleć o sobie jako o dobrym człowieku. Ta mama prawdopodobnie nie miała kontaktu z marketingiem i jest to wyraz tego, jak kształtowało ją otoczenie i jakie decyzje podejmowała, ale ruch psychologiczny oparty na inwestowaniu w samoocenę był popularny w USA w latach 70. i 80., wychowując wielu narcyzów zaabsorbowanych tym, aby być we wszystkim powyżej przeciętnej. Wciąż takie podejście popularne jest w różnych pseudopsychologicznych coachingach, wykładach i warsztatach spod znaku „zmień swoje myśli na lepsze, rozwijaj osobowość i dowartościuj się”.  Mieliśmy o tym szerszy artykuł, zatem jeśli interesują cię różne sposoby podchodzenia do tego zagadnienia, to zapraszam do czytania.

Są też inne destrukcyjne sposoby podchodzenia do gniewu. Radek, także publikujący na ZŻ, w odpowiedzi na sam tytuł „gniew jest darem” wysłał mi zdjęcia bijących się wzajemnie ludzi na ukraińskiej ulicy. Nie trzeba szukać za wschodnią granicą – polskie domy są pełne słownej lub fizycznej przemocy, gotującej się nienawiści, to aktualny problem. Niedawno bliski mi człowiek, na pytanie czemu jest tak nieprzyjemny dla swojej żony (a naprawdę potrafi być na różne sposoby), odpowiedział „tak wygląda życie”. W takim systemie myślenia gniew staje się usankcjonowany. Woda jest mokra, ogień pali, obrażam swoją żonę, koty mają ogon  – bo po prostu „tak jest, tak to wygląda, życie” i przecież nie ma powodu, aby zastanowić się szerzej nad sytuacją, w której te dwie osoby się znalazły, ani by na nią zareagować.

Destrukcyjny gniew może być także skierowany do wewnątrz. Poczucie winy, nienawiść za to, jak się wygląda, co się zrobiło, czego się nie zrobiło, żal do świata, ludzi, siebie. Nie jest łatwo stworzyć z tego coś budującego i żyć z palącym ciężarem własnych myśli, a dobre rady często tylko wzmacniają system myślenia, w którym autentycznie cierpiąca osoba jest tą złą, psującą nastrój i jeszcze na dodatek niekompetentną w życiu, skoro potrzebuje tak prostych rad i zapewnień, a usłyszawszy je niczego nie zmienia na tzw. „lepiej”.

Różne twarze świata

Dlaczego zatem „gniew jest darem”? Trafiłem niedawno na utwór, którego nie słuchałem od dawna.

Warto posłuchać razem z tekstem, ponieważ szybko robi się on dość niewyraźny, a dla osób nie mówiących po angielsku: utwór opowiada o chłopaku, który ściera się ze społecznym systemem sprawiania, aby wszystko wyglądało pięknie i cacy. Życie jest trudne. Możemy starać się, aby było lepiej, ale nikt nie dał nam instrukcji obsługi, więc porażki są nieuchronne. Są jednak osoby, które wierzą, że taką instrukcję mają: znajomi widzą, że nie uśmiecha się tyle, ile powinien, więc natarczywie proponują, (widząc i czując tylko swoje uwarunkowanie) aby porozmawiać o problemie, bo wtedy będzie lepiej, bo poczujesz się lepiej. Mama widzi, że chłopak jest zamyślony, więc (widząc tylko swoje myśli i nie mogąc uwierzyć, że ktoś w tym systemie wytwarzania szczęścia może być nieszczęśliwy) oskarża syna o to, że się naćpał. Rodzice chcą wysłać go wreszcie na leczenie, ponieważ sami doskonale wiedzą, co dla niego najlepsze i w ich systemie jego niezadowolenie jest chorobą, którą należy leczyć. Oto najlepszy fragment utworu:

(…) Postanowiliśmy zatem, że będzie w twoim najlepszym interesie, jeśli trafisz gdzieś, gdzie będziesz mógł uzyskać pomoc, jakiej potrzebujesz.” A ja na to: “chwila, o czym wy mówicie, MY postanowiliśmy? W MOIM najlepszym interesie? Jakim cudem wiecie, co jest w MOIM najlepszym interesie? Jak możecie mówić, jaki jest MÓJ najlepszy interes? Co próbujecie powiedzieć? Że JA jestem szalony? Kiedy przecież chodziłem do WASZYCH szkół, do WASZYCH kościołów, poszedłem do WASZYCH zinstytucjonalizowanych ośrodków nauczania? Zatem jak możecie mówić, że to JA jestem szalony?”

To przepotężny utwór, który pokazuje, jak łatwo uczynić z człowieka problem, kiedy tylko nie jest tak biały, z tego samego kontynentu, kraju, miasta czy dzielnicy, tak-samo-seksualny, tak samo ubierający się, słuchający tej samej muzyki, wstający do tych samych hymnów i uśmiechający się w tych samych sytuacjach, w których powinno się być zadowolonym, a w zmianie tego stanu stosuje się nacisk społeczny jak krytykę czy szpital. Ten, kto obejrzał „Lot nad kukułczym gniazdem”, od razu zrozumie, o co chodzi.

Jedną z wiadomości, która wżarła mi się w umysł chyba już bezpowrotnie, była informacja o śmierci Whitney Houston w wieku 48 lat, która zarobiła w życiu niesamowitą ilość pieniędzy, nagrała jeden z najpiękniejszych utworów pop, który na stałe wszedł do klasyki gatunku, zdobywając przy okazji międzynarodowe uznanie i będąc jedyną osobą w historii, która miała 7 kolejnych singli na pierwszym miejscu listy Billboardu. Jednocześnie w jej martwym ciele znaleziono tablicę Mendelejewa: od dawna sunęła przez życie na lekach antylękowych, była też pełna innych narkotyków, a jej życie prywatne od lat przypominało raczej strzępy. Jak to? To czy pieniądze, biały uśmiech i uznanie nie zapewnią szczęścia? Przecież tego mnie uczono… Osiągnę to i już potem będzie dobrze, tak?

Cyprian Kamil Norwid, korzystając z zakurzonej nieco dziewiętnastowiecznej polszczyzny,  ironicznie pisze o takim nastawieniu w wierszu „Święty spokój”:

1

Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur
Nie-porozpychanych nozdrzem konia;
Jeszcze tylko kilka stromych gór,
A potem – już słońce i harmonia!…
– Jeszcze tylko z hełmu kilka piór
W wiatru odrzuconych próżnię;
Jeszcze tylko jeden pękły grot –
Błyskawica jedna – jeden grzmot –
A potem – już nie!…

2

Tak samo i w życiu: czasów wir
Jezdnego na hipogryfie ima;
Gruby mu rozrywać każe kir,
Trumny przeskakiwać, których nie ma.
– Za czarnością trumien świata m i r,
Wynagradzający słusznie;
I wciąż tylko jeden jeszcze trud –
Wysilenie jedno – jeden cud –
A potem – już nie!…

Oczywiście nie ma nic per se złego w osiąganiu celów, zarabianiu pieniędzy, myciu zębów i cieszeniu się owocami sławy. Jednocześnie we wszystkich chyba społeczeństwach na całym świecie funkcjonują bardzo silne przekonania na temat tego, jak trzeba żyć, jakie cele osiągnąć, aby po nich wszystko było już po prostu świetnie, jakie drogi i drabiny prowadzą do szczęścia, a jakie nie – właściwa kariera, właściwe małżeństwo, właściwy dochód, właściwe wakacje, właściwe dzieci, właściwy rozwój osobisty, właściwy czas wolny, właściwa siłownia, właściwy wygląd, właściwe myśli, emocje i czucie się. Przychodzimy na świat i odkrywamy, że zorganizowano dla nas rzeczywistość, do której mamy się dopasować.

Wspólną cechą takich organizujących przekonań jest brak czułości na wyjątkowość i różnorodność ludzi, którzy w danych sytuacjach odkrywają dopiero siebie i to ich wrażenia, odczucia, przemyślenia na dany temat określają, jak się w nich odnajdzie – czy będzie lekarzem czy muzykiem, hetero- czy homoseksualny, czy będzie mieć 0 dzieci czy 5, będzie czytać Naj czy Joyce’a, w chwili wolnej grać przez sieć w League of Legends lub rozlewać zupy bezdomnym. I bardzo łatwo wobec takich ludzi przyjąć postawę „ja wiem lepiej” oraz „to, co nasze jest najlepsze jest, bo nasze jest”. Przykładem będzie odpowiedź w dyskusji, jaką prowadziłem nad krytycznym stosunkiem do psychoterapii z autorką bloga PsychoKit – na podobne stanowisko jak wyżej odpowiedziała tak:

w społeczeństwie mamy prawa i obowiązki! Przed socjalizacją czyli nauką obowiązków, ról oraz przed konsekwencjami swoich czynów nie da się uciec na bezludną wyspę, nawet w terapii. Ponadto, istnieją- w naszym ludzkim „okablowaniu”, w naszej naturze i kulturze (jakby to staroświecko nie brzmiało) uniwersalia. Na antropologicznej liście  (Donald E. Brown za Steven Pinker „Tabula Rasa”) są między innymi takie pojęcia jak: kazirodztwo, lęk przed obcymi, dziedziczenie, gościnność, empatia, „Ja obarczone odpowiedzialnością”, obraz Ja, dalecy i bliscy krewni, matka, małżeństwo, gwałt, faworyzowanie grupy własnej, sankcje za przestępstwo wobec zbiorowości, żałoba, religia, własność, zasada wzajemności, odróżnianie dobra od zła. Brzmi znajomo?  Nie pływamy w bezpłciowej plazmie moralnej neutralności, nie wszystkie rozwiązania są równorzędne. Doskonale to widać, i ścieranie ich i wybór.

Nie skupię się tutaj zbytnio na fakcie, że w ostatnich dwóch zdaniach autorka cytatu założyła, że alternatywą wobec obiektywnych praw i obowiązków jest zupełne zatarcie się etyki, ale ogólnie brzmi to na pierwszy rzut oka mądrze. Przecież raczej powinno się nie gwałcić niż gwałcić, raczej szanować własność niż nie, odróżniać dobro od zła, a każdy, kto nie jest w ONR, też przytaknie, że gościnność i empatia to świetne cechy.

Jednocześnie jeśli przyjrzymy się temu i popytamy różnych ludzi, to pojawi się konsternacja, co właściwie takie slogany jak „matka”, „religia”, „dalecy i bliscy krewni” oznaczają – czy należy być posłusznym matce (i przy okazji ojcu), jak w wielu domach, gdzie od wieków planuje się małżeństwa z góry, a rodzice mają ostatnie zdanie? Czy każdy powinien być członkiem państwowej religii, płacić dziesięcinę, czy powinno się zabijać za przejście na inną wiarę oraz szerzyć ją siłą, w imię wyższego celu? Czy można gwałcić ludzi innego wyznania? Czy karać śmiercią lub obcinaniem rąk za kradzieże, gwałty, pedofilię? Czy warto okazać empatię także skazanemu? Czy karać więzieniem i śmiercią za homoseksualizm i/lub zmuszać do terapii, która ich naprostuje na bycie hetero? Czy pozwalać na śluby homoseksualne? Czy kobieta jest równa mężczyźnie, czy czarny jest równy białemu, czy Żyd lub Polak jest równy Niemcowi? Czy są kultury wyższe i niższe, czy moja zbiorowość jest ważniejsza od czyjejś? To wszystko kwestie, które są kwestią ustaleń między ludźmi i na które w ciągu ostatniego tysiąca lat w różnych miejscach naszej ziemi odpowiadano i wciąż odpowiada się bardzo różnie nawet w ramach tego samego kraju, a dyskusja na część z nich wciąż się toczy i będzie na nowo określana na długo po tym, kiedy już umrzemy.

A jak długo nosić żałobę po rodzinie? Wyobrażam sobie, że koleżanka z pierwszego akapitu będzie nosić żałobę po mamie trochę krócej niż gdyby ta zapewniła jej pełne miłości dzieciństwo. Kto ma za nas odróżnić dobro od zła, zastępując nasze myślenie myśleniem tej osoby? Kwestie etyczne i społeczne, tematy „jak żyć” są bardzo prawdziwe i aktualne, a my jesteśmy osobami, które to społeczeństwo tworzą – każda osoba składa się na jego obraz. I każda jedna osoba, patrząc na takie slogany jak małżeństwo, rodzina, dobro, zło, pieniądze, sława, kariera, spojrzy na nie jak w lustro, widząc swoje odbicie, swoje własne zasady, swoją własną historię. Moralność nie jest ani neutralna, ani czyjaś, ani gdzieś tam – jest nasza i wewnętrzna. I tutaj właśnie na scenę wchodzi gniew.

Gniew i działanie

Pytanie nr 1: czy byłeś kiedy zły, byłaś kiedyś taka? Krew gotowała się w tobie, miałeś lub miałaś ochotę palić, niszczyć i nabijać na pal? Myślę, że bardzo trudno znaleźć człowieka, który nigdy nie przeszedł przez taki stan. Jest to nasza wspólna cecha, ponieważ jako ludzie obdarzeni jesteśmy pełną paletą emocji, od tych najmilszych do tych najcięższych.

Pytanie nr 2: czy zawsze działasz na podstawie swoich myśli i emocji? Czy kiedyś zdarzyło ci się być zdenerwowanym, ale jednak nie poszedł za tym stek wyzwisk i festiwal uderzania pięściami po najbliższych obiektach nieożywionych? A może czułaś się smutna lub pełna lęku, a mimo tego nie leżałaś przez cały dzień w łóżku lub podjęłaś ryzyko, licząc że przyjdzie z tego coś dobrego? Miałeś lub miałaś ochotę wyjść, a jednak tak się nie stało? Chociaż jeden raz?

Świetnie, to ciekawe spostrzeżenie. Mamy emocje i jednocześnie jesteśmy w stanie odpowiadać na nie w różny sposób – możemy być wściekli i kląć oraz bić lub być wściekli i nie kląć ani nie bić, a nawet być wściekli i zachować się z empatią (jeśli sądzisz, że jest taka potrzeba).

Brzmi to w takiej postaci wręcz prostacko prosto, jest zarazem kluczem do rozważenia wartości gniewu w życiu. Przypomnijmy sobie czarnych bohaterów pierwszej części artykułu: agresywna fizycznie matka, obrażający mąż, zanurzony w wewnętrznej nienawiści człowiek nie tylko czują gniew toczący się przez ich arterie, ale także reagują na niego biciem swoich dzieci, słownym znęcaniem się i nakręcającą emocje wycieczką do środka umysłu. Przyzwyczailiśmy się traktować psychiczne stany jako wymówki dla działania, jednak mam nadzieję, że jest już jasne, że:

To klucz podczas dobrej psychoterapii, kiedy oczywiście nie jesteśmy w stanie sprawić, żeby nie czuć gniewu, bo normalne życie ma więcej niż wiele sytuacji, w których jest on naturalną reakcją (czy wiesz, że Dalajlama ma bardzo częste przypływy wściekłości?), ale jednocześnie człowiek jest w stanie nauczyć się różnie reagować na niego. To tworzy trochę przestrzeni, w której jest możliwe odrobinę więcej niż tylko krzywdzić innych na autopilocie (chyba że właśnie takiej zimnej krwi chcesz – mam nadzieję, że nie). Do czego można zatem wykorzystać własny gniew?

Dar

Bohater wspomnianego wyżej utworu Suicidal Tendencies siedzi na łóżku i jest głęboko pogrążony w swoich myślach, bo coś nie gra. To dobry trop. Gdyby wywinąć na drugą stronę nasze emocje (wszystkie, bez wyjątku) jak koszulę, to ich podszewką byłoby coś, na czym nam głęboko zależy.

Kiedy przepełnia nas radość, to choćby była to jakaś mała pierdoła, to ta radość jest autentyczna i wskazuje na coś ogólnego, co cenisz.

Przyjemne wyjście na obiad z kolegą czy koleżanką może wskazywać na to, że spontaniczne wypady, kontakt ze znajomymi czy eksperymenty kulinarne to twoja rzecz i że warto zrobić dla nich więcej miejsca w życiu. Właśnie dlatego tak życiodajne jest próbowanie nowych rzeczy i wychodzenie ze strefy komfortu – można mieć różne wyobrażenia na temat tego, co nam się spodoba, a co nie, ale rzeczywiste doświadczenie jest czymś zdecydowanie więcej niż myśleniem na temat przeżycia tego.

A co z gniewem? Tak samo. Po drugiej stronie smutku, lęku i gniewu też jest jakaś wartość, od której jesteśmy w danej chwili oddaleni. Wściekasz się w związku. Jeśli tylko nie potraktujesz samego gniewu jako czegoś do natychmiastowego usunięcia, to możesz odkryć, że pod zazwyczaj nieprzyjemnym uczuciem jest coś, z czego możesz czerpać wiedzę o sobie. Na jaki temat jest twój gniew? Czy chodzi o oddalenie, brak czułości, wierności? Czy to znaczy, że cenisz bliskość, wzajemne dzielenie się uczuciem i zaufanie? Takie spojrzenie na sprawę pozwoli tobie działać efektywniej – walczyć o zaistnienie tych wartości między wami lub z bólem skończyć związek, skoro ta osoba nie jest tą, z którą jesteś szczęśliwy lub szczęśliwa – efektywniej niż zmieniając się w lodówkę, odcinając się (jako próba zmanipulowania), krzycząc w wyładowaniu, obrażając lub znęcając się. Nigdy też nie będziesz potrzebował lub potrzebowała się chronić przed krzywdą, bólem, niepewnością, uciekając od przyszłych związków w powierzchowność czy pracę, ponieważ w takiej perspektywie emocje przestają być problemem do rozwiązania, a stają się nieodłącznym towarzyszem pełnego życia i odkrywania, kim się jest.

Jednym z bardzo kuszących przekłamań pop-psychologicznego marketingu jest to, że ostatecznym celem nauki obserwacji gniewu jest jego stłamszenie, pozbycie się go. Taka jest też często nasza nadzieja – usuniemy gniew i będziemy wtedy lepszymi ludźmi. Tak może być, kto tak naprawdę wie do końca, ale jednak często przyczyna jest na zewnątrz. Czy jeśli zobaczysz, że polityk znów cię oszukał i nic go za to nie spotyka, podatki są podnoszone i jednocześnie skorumpowani urzędnicy wypłacają sobie milionowe pensje, ktoś mówi o moralności i cnocie ubóstwa, a potem odjeżdża Maybachem, w pracy szef lub szefowa traktuje cię jak szmatę, a nieludzkie terminy cię mordują kawałek po kawałku, twój partner lub partnerka uznali na pewnym etapie waszej znajomości, że już nie muszą się starać, jakiś bezkarny lekarz przez zaniedbanie naraził twoje życie lub członka twojej rodziny, a idąc ulicą widzisz, jak niewinny człowiek jest obkładany i okradany, to czy najlepszą reakcją będzie intensywna relaksacja?

Intensywne relaksowanie się stygmatyzuje samą naturalną emocję i czyni nas niemalże winnymi, ponieważ to my się wściekamy i to my próbujemy się zmienić w reakcji na niegodziwy świat wokół, zamiast samemu spożytkować energię na zewnątrz na rzecz konstruktywnej zmiany. Dużo mówi się o ludziach-symbolach jak Gandhi, Jezus i Martin Luther King, jednak mało kto widzi, że za nimi stały tysiące ludzi zaangażowanych w ten wielki pokojowy projekt. Dobrze za to widać to u nas na przykładzie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w której Owsiak jest na samym czubku ogromnej społecznej akcji. Gdyby każda zaangażowana osoba zamiast tego uczyła się siedzieć na tyłku i obserwować swoje emocje po to, by tłamsić ten potężny gniew, wynikły z usankcjonowanej przez wieki nierówności, to nikt by o Gandhim, Jezusie i Kingu oraz o ich przesłaniu nigdy nie usłyszał. Nie trzeba też do wielkich osiągnięć i pięknego działania szczególnych warunków – jedne z najpiękniejszych aktów humanitaryzmu w historii miały miejsce w najgorszych warunkach, jakie człowiekowi zgotował człowiek, w obozach koncentracyjnych.

Prawdziwa zdolność do obserwacji, zwana popularnie uważnością, mindfulness czy medytacją, nigdy nie jest tłamszeniem sił życiowych, nigdy nie jest wewnętrzną walką, a przez skupienie na własnym stanie tu i teraz pozwala się lepiej zrozumieć i ostatecznie wiedzie na zewnątrz, do świata. Oto przepiękny cytat, który znalazłem ostatnio na ten temat, autorstwa Susan Piver:

W praktyce uważności żadna ilość dowodów naukowych ani marketingowo rozmieszczonych piersi nie pomoże ci wyjść naprzeciw radościom i rozpaczom twego życia. Prawda jest taka, że celem uważności nie jest pokój, błogość czy transcendencja. Nie czyni cię ona spokojnym czy spokojną na stałe, ani nie znieczula cię na ból, ani nawet nie daje ci wystrzałowego biustu, co mnie osobiście smuci. Zamiast tego pokazuje ci, gdzie twoje serce jest twarde. Przypomina ci o twoich marzeniach. Wskazuje, gdzie się boisz. Uwalnia wszystkie łzy, które trzymałaś lub trzymałeś w ukryciu i wskutek tego łamie ci serce, otwierając je na drogocenność życia, wyjątkowość twego geniuszu i twą niezmierzoną zdolność do kochania. Osiąga coś o oczko wyżej niż bycie jednocześnie prezesem i supermodelką – pokazuje ci, jak być tym, kim tak naprawdę jesteś, a ty odkrywasz delikatność, autentyczność i nieustraszenie.

Dlatego właśnie gniew jest darem. Jest przejawem twoich sił życiowych, twojej zdolności do widzenia pełnej palety barw i malowania nimi wielkiego dzieła. Nie temu, że ktoś powiedział ci w domu, telewizji lub w magazynie, że tak właśnie dzieło życia ma wyglądać, ale temu, że doświadczasz go, czyniąc je czymś intymnym, prawdziwym i być może odmiennym od tego, co uważają na ten temat inni. Każdy współczesny konserwatyzm kiedyś był buntem.

Taki gniew zawsze wiedzie na zewnątrz i służy do budowania. Czego budowania? Jest to odpowiedź, na którą się nie odpowiada, ale trzeba przeżyć.

Chcę wiedzieć więcej

Mieliśmy wieki temu na Zacznij Żyć Tu i Teraz artykuł o wartości i przyjemności, i cierpienia, a także tego, co czai się po ich drugiej stronie – możesz go przeczytać tutaj, jest to dobre uzupełnienie powyższego tematu. Natomiast w archiwum tematycznym znajdziesz dużo tekstów na temat nauki obserwacji, akceptacji i gotowości do przeżycia w kategoriach „Życie tu i teraz oraz medytacja” oraz „Trudne myśli i emocje”.

Prowadzę także na żywo i online naukowo udowodnioną psychoterapię wedle powyższych zasad, gdzie uczę, jak nie traktować wewnętrznych przeżyć jako wroga i jak podejść do nich użytecznie, motywując do działania wedle własnych przekonań – dlatego nazywa się ona Terapią Akceptacji i Zaangażowania. Zapraszam cię, jeśli zmagasz się z bezproduktywnym gniewem, smutkiem i lękiem oraz szukasz swojej drogi w życiu. Ten artykuł ułatwi ci podjęcie decyzji.

Solidne książki na ten temat to „Pułapka szczęścia” Russa Harrisa oraz G. Eifert, M. McKay, J. Forsyth „O złości inaczej”.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Jedna odpowiedź do “Gniew jest darem”

  1. Kleszcz napisał(a):

    WPROWADZENIE DO ARTYKUŁU Z FACEBOOKA

    Solidna porcja artykułów i książek psychologicznych na całym świecie tyczy się tego, jak wreszcie przestać być sobą i zacząć być kimś innym – bardziej uładzonym, z lepiej wyprasowanym garniturem i jeszcze lepiej wyprasowaną psychiką, bardziej pasującą do tego, czego uczy nas na temat „właściwego sposobu życia” społeczeństwo. Nawet artykuły na temat akceptacji mogą być czytane w ten sposób, z nadzieją, że jak już będzie się akceptować swoje myśli i emocje, to nagle magicznie znikną, a my nie będziemy musieli już nigdy czuć bólu utraty rodziców czy martwić się o zdrowie dzieci. Bo przecież ktoś gdzieś kiedyś powiedział, że zdrowe życie nie zawiera żadnego z tych elementów.

    Jedną ze stygmatyzowanych społecznie emocji jego gniew. Ilekroć przepełnia nas wściekłość, to łatwo wejść na tor myślenia, w którym samo przeżycie gniewu czyni nasze życie jakiegoś rodzaju błędem do naprawienia, równaniem matematycznym ze złą odpowiedzią. Dzieje się tak w wyniku kilku krążących mitów i niedopatrzeń. W dzisiejszym artykule piszę zarówno o metodach społecznego nacisku, o tłamszeniu samego siebie w imię fałszywych ideałów oraz o tych mitach właśnie.

    Ten tekst powstał w wyniku wielkiego gniewu wobec siebie, dzięki któremu przypomniałem sobie, że wciąż żyję.

    Co ty myślisz o różnych rodzajach gniewu? Jak widzisz rolę człowieka i jego myśli i emocji w społeczeństwie? Czy kiedyś z twego gniewu wyszło coś dobrego? Zapraszam do dyskusji.

    –Bartosz Kleszcz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót