Czy świadomość jest czymś uniwersalnym?

Przetłumaczył Radosław Cech

Panpsychizm, starożytna doktryna o uniwersalności świadomości, może nauczyć nas dziś nowego spojrzenia na subiektywne doświadczenie.

—Christof Koch

Dla każdego wnętrza istnieje jakieś zewnętrze, a każdemu zewnętrzu odpowiada jakieś wnętrze; chociaż różnią sie, to istnieją wspólnie.

—Alan Watts, Człowiek, natura i natura człowieka, 1991

Wychowałem się w pobożnej i praktykującej rzymskokatolickiej rodzinie wraz z Purzlem, nieustraszonym i energicznym jamniczkiem. On, podobnie jak i inne, o wiele większe psy, które kolejno mi towarzyszyły, okazywał mnóstwo przywiązania, ciekawości, skłonności do zabawy, agresji, gniewu, wstydu i strachu. A jednak mój kościół uczy, że choć zwierzęta tak jak wszystkie inne stworzenia Boże powinno się dobrze traktować, to nie posiadają one nieśmiertelnej duszy. Jest ona dana tylko ludziom. Nawet jako dziecko instynktownie czułem, że pogląd ten jest błędny. Te cudowne stworzenia posiadały uczucia, zupełnie jak ja. Czemu mielibyśmy im przeczyć? Dlaczego Bóg miałby wskrzeszać ludzi, ale psów już nie? To fundamentalne chrześcijańskie przekonanie o ludzkiej wyjątkowości wydawało mi się bez sensu. Czymkolwiek jest świadomość i umysł i jakkolwiek powiązane są one z mózgiem i resztą ciała, czułem, że ta sama zasada dotyczy zarówno ludzi jak psów, a co za tym idzie i innych zwierząt.

Dopiero później, na uniwersytecie, zaznajomiłem się z buddyzmem i naciskiem, jaki kładzie on na uniwersalną naturę umysłu. I rzeczywiście,  kiedy w 2003 roku spędziłem tydzień z Jego Świątobliwością Dalajlamą zauważyłem, jak często mówił o potrzebie zmniejszenia cierpienia „wszystkich istot żywych”, nie tylko „wszystkich ludzi”. Moja lektura z zakresu filozofii przywiodła mnie do panpsychizmu, poglądu że umysł (psyche) jest wszechobecny (pan). Panpsychizm jest jedną z najstarszych znanych doktryn filozoficznych, a przedstawiona została przez starożytnych Greków, a w szczególności przez Talesa z Miletu i Platona. Filozof Baruch Spinoza oraz matematyk i uniwersalny geniusz Gottfried Wilhelm Leibniz, który położył intelektualne podwaliny pod wiek oświecenia, opowiadał się właśnie za panpsychizmem, podobnie jak filozof Artur Schopenhauer, ojciec amerykańskiej psychologii William James i jezuicki paleontolog Teilhard de Chardin. Popularność panpsychizmu zmalała wraz z nadejściem pozytywizmu w wieku XX.

Jako przyrodnik postrzegam współczesną wersję panpsychizmu jako szczególne, najbardziej eleganckie i ekonomiczne wyjaśnienie wszechświata, w którym się znajduję. Istnieją trzy mocne powody, dla których panpsychizm trafia do współczesnych umysłów.

Wszyscy jesteśmy dziećmi Natury

Ostatnie dwa stulecia postępu naukowego uczyniły wiarę w ludzką wyjątkowość trudną do utrzymania.

Pomyślmy o moim bernardynie, Ruby, kiedy skomle, wyje, gryzie własną łapę i kulejąc przychodzi do mnie w poszukiwaniu pomocy: wnioskuję, że odczuwa ból, ponieważ w podobnych warunkach sam zachowuję się w podobny sposób (pomijając obgryzanie rąk). Fizjologiczna miara bólu potwierdza to wnioskowanie – zranione psy podobnie jak ludzie doświadczają zwiększonego tętna i ciśnienia krwi, uwalniając do krwiobiegu hormony stresu. Nie twierdzę, że ból psa jest dokładnie tym, czym ból człowieka, ale psy – jak i inne zwierzęta – nie tylko reagują na szkodliwe bodźce, ale również doświadczają bólu w sposób świadomy.

Wszystkie gatunki – pszczoły, ośmiornice, kruki, krowy, sroki, papugi, myszy, wieloryby, psy, koty i małpy – są zdolne do wyrafinowanych, wyuczonych, niestereotypowych zachowań, które zostałyby przypisane świadomości, gdyby tylko zachowania takie zaprezentował człowiek. Ślady zachowań uważanych za wyłącznie ludzkie można zauważyć u wielu gatunków. Na przykład: pszczoły potrafią rozpoznawać poszczególne twarze na podstawie fotografii, potrafią zakomunikować swoim siostrom miejsce i zasobność źródła pożywienia odpowiednim tańcem i orientować się w skomplikowanych labiryntach na podstawie wskazówek przechowywanych w swojej pamięci krótkotrwałej (np. „po dojściu do rozwidlenia skieruj się do wyjścia oznaczonego kolorem takim samym, jak wejście”). Pszczoły potrafią przelecieć kilka kilometrów i powrócić do ula, co jest wybitnym osiągnięciem nawigacyjnym. Zapach wdmuchnięty do ula potrafi wywołać u nich powrót na miejsce, gdzie poprzednio napotkały ten zapach. Ten rodzaj pamięci skojarzeniowej znajduje się w słynnym opisie Marcela Prousta w „W poszukiwaniu straconego czasu”. Inne zwierzęta posiadają zdolność rozpoznawania samych siebie, wiedzą, kiedy są obserwowane przez swoich współbratymców, potrafią kłamać i oszukiwać.

Niektórzy wskazują na język i związane z nim korzyści jako na unikalną cechę świadomości. W wygodny sposób ten punkt widzenia wyklucza wszystkie gatunki oprócz jednego, Homo sapiens (mającego nieprzepartą chęć wlezienia na samą górę), który posiada taką wrażliwość. Nie ma jednak większych powodów, żeby odmawiać posiadania świadomości zwierzętom, niemowlakom czy pacjentom z ciężką afazją, z których żadne nie posługuje się mową.

Nie kto inny jak Karol Darwin w ostatniej opublikowanej przez siebie książce, na rok przed śmiercią, zauważył jak bardzo dżdżownice „zachowywały się w sposób świadomy i ile wykazywały mentalnego potencjału”. Studiując ich odżywianie i rozmnażanie przez kilkadziesiąt lat – w końcu Darwin był niesamowitym przyrodnikiem, z niesamowitą umiejętnością obserwacji – doszedł do wniosku, że nie ma jakiejś absolutnej granicy pomiędzy niższymi i wyższymi gatunkami zwierząt, włączając w to ludzi, według której można byłoby przypisać wyższe zdolności umysłowe jednym, a drugim już nie.

Systemy nerwowe wszystkich tych stworzeń są wysoce złożone. Białka, z których są one zbudowane, geny, synapsy, komórki i obwody nerwowe są równie wyrafinowane, różnorodne i wyspecjalizowane jak te znajdujące się w mózgu ludzkim. Nawet jego rozmiar nie jest niczym specjalnym, ponieważ słonie, delfiny czy wieloryby posiadają większe mózgi. Tylko ekspert neuroanatomii uzbrojony w mikroskop byłby w stanie rozróżnić drobny wycinek kory mózgowej myszy od wycinku z mózgu małpiego czy ludzkiego. Biologowie podkreślają tę strukturalną i zachowawczą ciągłość poprzez rozróżnienie pomiędzy zwierzętami nie-ludzkimi i ludzkimi. Wszyscy jesteśmy dziećmi Natury.

Biorąc pod uwagę brak jasnej i niezaprzeczalnej granicy, oddzielającej zwierzęta prostsze i zachowania proste od tych bardziej złożonych, przekonanie, że tylko ludzie są zdolni do świadomego doświadczania wydaje się niedorzeczne. O wiele rozsądniej byłoby przyjąć, że dopóki brak dowodów przeczących temu, to wiele (jeśli nie wszystkie) z organizmów wielokomórkowych doświadczają bólu, przyjemności oraz że widzą i słyszą to, co dociera do nich w ciągu ich życia. W przypadku mniejszych i mniej złożonych mózgów świadome doświadczanie jest najprawdopodobniej mniej zróżnicowane, bardziej elementarne i uboższe w niuanse. Nawet robak odczuwa – być może bardzo mgliste – wrażenie bycia żywym. Oczywiście, każdy gatunek posiada własny, unikalny zestaw wrażeń zmysłowych, dopasowany do jego niszy ekologicznej. Nie każde stworzenie posiada uszy, którymi słyszy czy oczy, którymi widzi. Wszystkie są jednak zdolne przynajmniej do posiadania niektórych subiektywnych odczuć.

Prosty urok panpsychizmu

Brany dosłownie panpsychizm jest przekonaniem, że wszystko posiada jakiś „umysł”. Dosłownie wszystko. Czy jest to mózg, czy drzewo, skała czy elektron. Wszystko, co jest fizyczne posiada również wewnętrzny, umysłowy aspekt. Ten pierwszy, obiektywny aspekt jest ogólnie dostępny, natomiast ten drugi, zjawiskowy – dostępny tylko dla danego podmiotu. Taki właśnie jest sens cytatu brytyjskiego uczonego buddysty, Alana Wattsa, który przytoczyłem na początku.

Będę bronił zawężonego, bardziej dopracowanego poglądu, a mianowicie:

Według mojego subiektywnego doświadczenia (i zakładam, że również twojego), kartezjańskie „myślę, więc jestem” daje niezaprzeczalną pewność, silną na tyle, żeby udźwignąć cały ciężar filozofii. Ale skąd pochodzi to doświadczenie? Materialiści odwołują się do czegoś, co nazywają emergentyzmem, aby wyjaśnić, jak świadomość może być nieobecna w prostych systemach nerwowych i jak pojawia się wraz ze wzrostem ich złożoności. Pomyślmy o lepkości wody, jej zdolności do utrzymywania kontaktu z powierzchnią. Wynika ona z interakcji pomiędzy cząsteczkami, a zwłaszcza wodorowego łącznika pomiędzy pobliskimi cząsteczkami wody. Jedna czy dwie takie cząsteczki nie wykazują „mokrości”, ale weźmy ich kilka biliardów i wtedy się pojawi. Albo przyjrzyjmy się prawom dziedziczenia, wyłaniającym się z cząsteczkowych właściwości DNA, RNA i protein. W ten sam sposób umysł miałby powstawać z wystarczająco złożonego mózgu.

A jednak to, co umysłowe jest zbyt różne, żeby mogło stopniowo wyłaniać się z tego, co fizyczne. To wyłonienie się subiektywnych wrażeń z fizyczności wydaje się niewyobrażalne i nie zgadza się z podstawowym przykazaniem fizycznego myślenia, z prawem zachowania – ex nihilo nihil fit. A więc, skoro na początku nie ma w tym nic, to dodanie odrobiny tego samego niczego nie stworzy. Gdyby niewielki mózg nie potrafił odczuwać bólu, to czemu większy mózg miałby potrafić odczuwać okropieństwo pulsującego bólu zęba? Dlaczego dodanie iluś neuronów miałoby przyczynić się do stworzenia tego niewysłowionego uczucia? Ten zjawiskowy aspekt pochodzi z innej parafii niż aspekt fizyczny i podlega innym zasadom. Nie widzę możliwości zbudowania pomostu pomiędzy nieświadomymi i świadomymi stanami przy pomocy większego mózgu czy bardziej złożonych neuronów.

Rozwiązaniem bardziej opartym o przyjęte zasady jest przyjęcie, że świadomość jest podstawową cechą pewnego rodzaju tzw. systemów złożonych (zdefiniowanych w pewien uniwersalny, matematyczny sposób). Te złożone systemy posiadają odczuwanie, podczas gdy brak go w systemach prostych. Takie wnioskowanie jest analogiczne z argumentacją podawaną przez uczonych studiujących ładunki elektryczne w XVIII wieku. Ładunek nie wyłania się jako właściwość organizmów żywych, jak pierwotnie myślano, kiedy w kurczących się mięśniach żab odkryto elektryczność. Nie ma jakichś nienaładowanych elektrycznie cząsteczek, które w połączeniu wyprodukowałyby ładunek elektryczny. Cząstki elementarne albo posiadają jakiś ładunek, albo żadnego. Tak więc elektron posiada jeden ładunek ujemny, proton posiada jeden ładunek dodatni, a foton, nośnik światła, posiada ładunek zerowy. Jeżeli chodzi o chemię i biologię, ładunek jest nieodłączną właściwością tych cząstek. Ładunek elektryczny nie powstaje z nienaładowanej materii. Podobnie jest, podpowiada nam logika, ze świadomością. Świadomość pojawia się wraz ze zorganizowanymi kawałkami materii. Tkwi w sposobie zorganizowania systemu. Jest właściwością bytów złożonych i nie może być dalej redukowana do tego, co dzieje się na poziomie bardziej elementarnych właściwości. Dochodzimy do najniższego piętra redukcjonizmu.

Jednak w swojej tradycyjnej formie panpsychizm posiada dwie główne wady. Jedna jest znana jako problem zespołów (agregatów). Filozof John Searle z Berkeley w Kalifornii wyraził to niedawno w ten sposób: „Świadomość nie może rozpościerać się po wszechświecie jak cienka warstwa dżemu; gdzieś musi być punkt, w którym kończy się moja świadomość, a zaczyna twoja.” Faktycznie, jeżeli świadomość jest wszechobecna, dlaczego nie miałaby ożywiać iPhonów, internetu czy Stanów Zjednoczonych Ameryki? Idąc dalej, panpsychizm nie wyjaśnia, dlaczego zdrowy mózg jest świadomy, podczas gdy ten sam mózg umieszczony w mikserze i zredukowany do papki już nie. Innymi słowy – nie wyjaśnia on w jaki sposób zespoły zmysłowe łączą się, aby wytworzyć dane świadome doświadczenie.

Panpsychizm zintegrowany

Te toczące się od wieków dyskusje prowadzą mnie do koncepcyjnych ram zintegrowanej teorii informacji (IIT) psychiatry i neurologa Giulio Tononiego z uniwersytetu w Wisconsin. Zakłada ona, że świadome doświadczenie jest fundamentalnym aspektem rzeczywistości i jest identyczne ze szczególnym rodzajem informacji – informacją zintegrowaną. Świadomość zależy od substratu fizycznego, ale nie daje się ona zredukować wyłącznie do niego. To znaczy, że moje doświadczenie postrzegania koloru akwamaryny jest na pewno powiązane z moim mózgiem, ale jest od tego mózgu różne.

Jakikolwiek system posiadający niezerową ilość zintegrowanej informacji czegoś doświadcza. Pozwólcie, że powtórzę: każdy system, który posiada choćby odrobinę zintegrowanej informacji posiada również pewne niewielkie świadome doświadczenie.

IIT przyjmuje dwa zasadnicze założenia. Po pierwsze – stany świadomości są wysoce zróżnicowane; są bardzo bogate w informację. Możemy być świadomi nieobliczalnej ilości rzeczy. Pomyślmy o wszystkich klatkach ze wszystkich filmów, które kiedykolwiek obejrzeliśmy, albo które kiedykolwiek sfilmowano, albo które dopiero się sfilmuje! Każda klatka, każdy obraz stanowi specyficzny świadomy stan.

Po drugie, każde takie doświadczenie jest wysoce zintegrowane. Nie możemy wymóc na sobie czarno-białego postrzegania świata; jego kolor jest zintegrowaną częścią tego, co widzimy. Jakiejkolwiek informacji jesteśmy świadomi, jest ona w pełni przedstawiana naszemu umysłowi; nie może zostać porozdzielana. U podstaw tej jedności świadomości znajduje się mnóstwo przyczynowo-skutkowych interakcji pomiędzy istotnymi częściami mózgu. Jeżeli któreś części mózgu zostają rozdrobnione i podzielone, jak dzieje się to w głębokim śnie lub pod narkozą, świadomość zanika.

Tak więc aby być świadomym, trzeba być pojedynczym, zintegrowanym bytem z dużym repertuarem wysoce zróżnicowanych stanów. Nawet jeśli dysk twardy w moim laptopie przegania pod względem pojemności wspomnienia z całego mojego życia, informacja ta nie jest w żaden sposób zintegrowana. Zdjęcia rodzinne na moim Macu nie są ze sobą wzajemnie powiązane. Komputer nie wie, że chłopiec na tych zdjęciach to mój syn, rozwijający się od małego dziecka, poprzez niezdarnego nastolatka do pełnego wdzięku dorosłego. Dla mojego komputera cała ta informacja jest równie pozbawiona znaczenia, jak wielka, losowa mozaika z zer i jedynek. Dla mnie jednak obrazy te mają znaczenie, ponieważ moje wspomnienia są ze sobą mocno powiązane. A im bardziej się ze sobą łączą, tym większego nabierają znaczenia.

Te koncepcje można w precyzyjny sposób opisać językiem matematycznym, uzywając pojęć z teorii informacji, jak np. entropia. Mając dany mózg, z neuronami znajdującymi się w określonym stanie (jedne neurony wysyłają sygnały, inne pozostają nieaktywne) można dokładnie obliczyć stopień, w jakim ta sieć jest zintegrowana. Z tego obliczenia teoria wyciąga pojedynczą liczbę Φ („fi”), [zobacz: “A Theory of Consciousness,” Consciousness Redux; Scientific American Mind, Lipiec/Sierpień 2009]. Mierzona w bitach, Φ określa rozmiar świadomego repertuaru związanego z siecią przyczynowo powiązanych ze sobą części, znajdujących się w jednym konkretnym stanie. Na Φ można patrzeć jako na miarę synergii systemu. Im bardziej zintegrowany system, tym większa synergia i tym większa świadomość. Jeśli poszczególne obszary mózgu są od siebie zbyt odizolowane, lub powiązane w sposób przypadkowy, Φ będzie niskie. Jeśli organizm posiada wiele neuronów i jest bogato wyposażony w połączenia synaptyczne, Φ będzie wysokie. W skrócie – Φ pozwala uchwycić ilość świadomości. Jakość dowolnego doświadczenia – sposób, w jaki odbieranie czerwieni różni się od odbierania błękitu, a kolor jest postrzegany inaczej niż odcień – jest przenoszona poprzez geometrię informacyjną związaną z Φ. Teoria ta przypisuje każdemu stanowi mózgu pewien kształt, jak kryształ w fantastycznie wielowymiarowej przestrzeni wrażeń. Ten kryształ to system oglądany od środka. To głos wewnątrz głowy, światło pod czaszką. To wszystko, czego kiedykolwiek dowiesz się o świecie. To twoja jedyna rzeczywistość. To istota doświadczania. Sen o Lotofagach, uważna świadomość medytującego mnicha i agonia pacjenta umierającego na raka – wszystkie odczuwane sa w konkretny sposób wynikający z ukształtowania różnorakich kryształów w przestrzeni o trylionie wymiarów – prawdziwie błoga wizja. Woda informacji zintegrowanej zostaje przemieniona w wino doświadczania.

Informacja zintegrowana przewiduje w sposób bardzo określony, które obwody mózgowe są związane ze świadomością, a które schodzą na dalszy plan (choć mogą zawierać większą liczbę neuronów, ich anatomiczne połączenia są inne). Teorię tę niedawno wykorzystano do budowy miernika świadomości, aby ocenić w sposób ilościowy stopień, w jakim podmioty pod narkozą lub z poważnym uszkodzeniem mózgu (jak Terri Schiavo, która zmarła na Florydzie w 2005 roku) są faktycznie nieświadome, lub czy w pewnym stopniu świadomie doświadczają, ale nie są zdolne do zakomunikowania swojego bólu i niewygody swoim najbliższym [zobacz: “A Consciousness Meter,” Consciousness Redux; Scientific American Mind, March/April 2013].

IIT odnosi się do problemu zespołów (agregatów) postulując, że istnieją jedynie „lokalne maksima” informacji zintegrowanej (w określonych elementach i w okreslonej skali przestrzennej i czasowej): moja świadomość, twoja świadomość, ale nic pomiędzy. To znaczy, każda osoba, jaźń w jaźń, jest świadoma, ale nie istnieje jakaś nadrzędna świadomość całej populacji.

Inaczej niż w klasycznym panpsychizmie, nie wszystkie obiekty fizyczne posiadają niezerowe Φ, lecz jedynie systemy zintegrowane. Garść rozłączonych neuronów w szklance, garstka piasku, galaktyka pełna gwiazd czy czarna dziura – żadne z nich nie jest zintegrowane. Nie posiadają świadomości. Nie posiadają właściwości umysłowych.

Na koniec – IIT nie czyni różnicy pomiędzy gąbczastymi mózgami w czaszkach a krzemowymi obwodami w tytanowym pudełku. Jeżeli relacje przyczynowe pomiędzy elementami obwodów, tranzystorami i innymi bramkami logicznymi pozwala powstać informacji zintegrowanej, system będzie coś odczuwał. Weźmy pod uwagę największy i najbardziej złożony wytwór ludzkości – internet. Składa się z miliardów komputerów, połączonych ze sobą światłowodami i miedzianymi kablami, który błyskawicznie realizuje połączenia używając do komunikacji ultraszybkich protokołów. Z kolei każdy z tych procesorów jest zbudowany z kilku miliardów tranzystorów. Traktowany jako całość, internet posiada być może 10 do 19 potęgi tranzystorów, czyli około tylu, ile znajduje się synaps w mózgach 10 tysięcy ludzi, a więc sama liczba składników przewyższa liczbę składników w dowolnym mózgu. Czy internet dziś odczuwa cokolwiek czy nie, pozostaje zupełnie w sferze spekulacji. Na pewno jednak istnieje taka ewentualność.

Kiedy mówię i piszę o panpsychizmie, często napotykam na pusty wzrok i niezrozumienie. Takie przekonanie narusza mocną ludzką intuicję, według której odczuwanie jest czymś, co posiadają jedynie ludzie i kilka spokrewnionych z nimi gatunków. A jednak nasza intuicja zawodzi, kiedy w dzieciństwie dowiadujemy się, że wieloryb nie jest rybą, lecz ssakiem albo że ludzie po drugiej stronie planety nie spadają, bo są do góry nogami. Panpsychizm w elegancki sposób tłumaczy najbardziej podstawowy ze wszystkich brutalnych faktów, które napotykam każdego ranka po przebudzeniu: istnieje coś takiego, jak subiektywne doznanie. Teoria Tononiego oferuje naukową, konstruktywną, przewidywalną i matematycznie dokładną formę panpsychizmu w XXI wieku. To gigantyczny krok w końcowym rozwiązywaniu odwiecznego dylematu umysł – ciało.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót