W twoim lustrze

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Ostatnio, między zapakowywaniem jednego prezentu, a rozpakowywaniem drugiego, krojeniem warzyw i gonieniem za dziećmi w te i we wte, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. „Co z tego,” możesz pomyśleć. Większość z nas ogląda się w nim przynajmniej kilka razy dziennie. Tym razem jednak spojrzałam w lustro i wydarzyło się coś rewelacyjnego.

Myłam zęby, myśląc o dniu przede mną, sprawdzaniu Facebooka, przypominając sobie o czymś, czego zapomniałam kupić, zauważając przy okazji, że moje ciało domaga się już kawy – i nagle, jak już miałam splunąć pastą, złapałam swoje odbicie kątem oka. I wtedy się to wydarzyło – ujrzałam się. Nagle Facebook, obowiązki i kawa odleciały i stałam tak bez nich.

Cóż, nie jestem w stanie dowiedzieć się dokładnie, jak to wygląda u ciebie, ale zazwyczaj, kiedy patrzę w lustro, moje Ja jest na ostatnim miejscu. Zamiast niego czasem dostrzegam skórę, która jest stara – skóra pokryta drobnymi, dziwnymi wybrzuszeniami czy schodzącymi się zmarszczkami. Czasem dostrzegam zmęczone oczy – ograniczone od góry ciężkimi powiekami, a od spodu ciemnym cieniem. Czasem robię krok do tyłu i widzę ciało, które puchnie lub zwisa w niewłaściwych miejscach. Rzadko kiedy zdarzy mi się naprawić to, co nadaje się do naprawy, czy wzruszyć ramionami wobec tego, czego nie zmienię – zwykle odwracam się na pięcie i wchodzę tak w nowy dzień. Może kolejnym razem ucieszę się na widok bardziej rozpogodzonych oczu lub dżinsów sprawiających, że mój brzuch wygląda płasko. Lub może znów zobaczę starość, zmęczenie, tłuszcz czy obwis.

Ale w kolejnym tygodniu to, co stanęło na progu moich oczu, było czymś więcej niż jakąś częścią ciała lub oceną ich – czy są wystarczająco dobre, czy nie. Ujrzałam coś i zawahałam się odrobinę, jak gdyby było tam coś, co rozpoznawałam już, ale nie mogąc w pełni ująć. Wdech… Wydech… Patrząc się sobie prosto w oczy zrobiłam kilka kroków do tyłu, aby odbić większość ciała. Oglądałam, jak moja klatka piersiowa rozszerza się i zmniejsza w odbiciu wraz z każdym oddechem, jak czułam każdy oddech w ciele. Obserwowałam, jak moja dłoń dotyka twarzy i czułam nacisk opuszków.

I podczas gdy łączyłam to, co widzę na zewnątrz, z tym co czułam wewnątrz, zdałam sobie nagle sprawę z innych momentów w życiu, w którym tak się widziałam. Jako dziecko, zachwycona odbiciem podczas lekcji tańca. Jako nastolatka, uświadamiając sobie nagle, że to zmieniające się ciało należy do mnie. Widzenie siebie w lustrze podczas pierwszego porodu. Ostatni rzut oka na lustro przed spotkaniem z moim mężczyzną. Jakaś lekcja jogi. Przemawianie przed publicznością na warsztacie. Kilka nieruchomych chwil po mojej pierwszej sesji akupunktury. I powoli oczy te, patrzące na każdą z tych chwil, napełniły się łzami. I jedyną myślą, jaką miałam, było nagłe “O tak… Oto kim jestem.”

I tak niespodziewanie, jak się zaczęło, tak się skończyło. Wyplułam pastę, przemyłam usta, wycisnęłam pryszcza z czoła i wyszłam. Czekały na mnie warzywa do pokrojenia, piekarnik do włączenia, zadania do wykonania i kawa do zaparzenia. Nie widziałam już tego dnia swego odbicia. Widziałam coś wiele bardziej zadziwiającego. Widziałam innych. Poświęciłam trochę więcej czasu, aby pogłaskać własne dzieci i powiedzieć im, że je kocham. Spojrzałam prosto w oczy mężowi, kiedy dziękował mi za kawę. Złożyłam życzenia noworoczne pani ze spożywczego i poczułam, jak cieszy mnie jej życzliwa twarz, życząc jest jak najszczerzej, aby nadchodzący rok był wspaniały. Śmiałam się z nieznajomym na parkingu, gdy deszcz złapał nas bez parasoli.

Ostatnimi czasy psychologowie badający Teorię Ram Relacyjnych (Relational Frame Theory) biorą na warsztat połączenie między tym, jak odnosimy się do siebie oraz do innych. Teoria Ram Relacyjnych zakłada, że pojęcie Ja oraz pojęcie innej osoby są wzajemnie od siebie zależne i pozostaje połączone na przestrzeni życia. Niezależnie czy chcemy tego czy nie, określamy siebie w odniesieniu do innych osób – grup, do których należymy, naszych ról w nich, naszych stosunków z konkretnymi osobami, w jaki sposób jesteśmy do nich podobni, a w jaki inni. Z racji tego połączenia między tym, jak ujmujemy siebie, a tym, jak ujmujemy innych, trudno powstrzymać się przed traktowaniem siebie w taki sposób, w jaki traktujemy pozostałe osoby.

Co jeśli dostrzeżenie siebie, pasty do zębów, zmarszczek, wybrzuszeń i tego wszystkiego jest czymś na rzecz prawdziwego dostrzeżenia moich dzieci, męża, pani ze sklepu lub przemokłego, zapominalskiego nieznajomego z parkingu? Co jeśli naprawdę dostrzegłam ich otwierając się najpierw na to, by przejrzeć się w ich oczach? Co jeśli nie jesteś w stanie w pełni okazać empatii wobec drugiej osoby, póki nie nauczysz się otwierać na najtrudniejsze z twoich doświadczeń? Co jeśli nie jesteś w stanie oceniać nikogo bez egzekwowania tych samych sądów wobec siebie? Co jeśli nie jesteś w stanie odmówić komuś lub grupie ludzi człowieczeństwa bez poświęcenia części siebie? W skrócie – co jeśli miłość do siebie jest jedyną drogą, aby naprawdę kochać innych, a kochanie innych jedyną drogą, aby naprawdę kochać siebie?

Nie jestem wielką fanką postanowień noworocznych, ale tego roku świat wręcz sam jedno zostawił przed moimi drzwiami. Zapraszam cię, byś się do mnie dołączył lub dołączyła. Wchodząc w ten nowy rok poświęćmy kilka chwil każdego dnia, aby uznać siebie – aby naprawdę dojrzeć w nas samych więcej niż ciało czy role społeczne lub stosunki międzyludzkie. I w ten sposób aby otworzyć oczy na pięknych ludzi wypełniających nasze życie.

Dowiedz się więcej o Teorii Ram Relacyjnych: publikacja naukowa na temat uczenia się relacji Ja-Inni (po angielsku).

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót