Poprawne „nicnierobienie”: jak zmniejszyć stres

Przetłumaczył Radosław Cech

Większość z nas narzeka na „stres”, ale nasze rozumienie kwestii skąd się właściwie on bierze bywa powierzchowne. Jak każde złożone doświadczenie psychologiczne stres posiada wiele źródeł i przyczyn. Jedną z nich jest fakt, że tak naprawdę nie potrafimy oddać się „nicnierobieniu”, tak jakbyśmy utracili swój „jałowy” bieg i zostali skazani na nieprzerwany ruch i działanie przez cały czas.

Nawet, kiedy decydujemy się na „wyluzowanie” nadal robimy to w sposób czynny, wciąż próbując i próbując się „wyluzować”. Idziemy do kawiarni, zabieramy ze sobą komputer, pijemy, piszemy maile, patrzymy przez okno, fantazjujemy, zadręczamy się czymś, martwimy, śnimy na jawie, planujemy wakacje, rozmawiamy przez telefon, wysyłamy maile… To właśnie nasze „wyluzowanie”.

To nie „stres” jest problemem

Kiedy ludzie mówią „stres”, zwykle odnoszą się do zewnętrznych czynników. „Moja praca jest taka stresująca”. „Stresują mnie moje dzieci”.

W rzeczywistości to MY jesteśmy tymi, którzy się stresują. Częścią tego procesu jest wiara pokładana we własny umysł, który powtarza nam, że bez przerwy powinniśmy się czymś zajmować.

Sprawiaj wrażenie zajętego, szef nadchodzi

To ty jesteś szefem. A dokładniej: jest taka część umysłu nazywana (przez praktykujących Voice Dialogue) „wewnętrznym popychaczem”, który popycha nas w stronę nieustannego działania. Nawet gdy przychodzi czas na relaks, „popychacz” nieprzerwanie pracuje, tworząc kolejne listy rzeczy do zrobienia. Kiedy nie wywiązujemy się ze wszystkich tych rzeczy na liście, „popychacz” nasyła na nas naszego „wewnętrznego krytyka”, który bierze się do roboty i zaczyna częstować nas porcją nieprzyjemnych myśli, żeby nas zmotywować. Nieważne, co akurat robimy – możemy być właśnie na wakacjach, wtedy wiadomość brzmi: „wakacjuj mocniej!”. Pracuj ciężej, baw się mocniej. Jedz mocniej, żyj mocniej, umieraj mocniej… Co właściwie złego w robieniu rzeczy „delikatniej”? Co złego w prawdziwym, totalnym nierobieniu niczego?

„Nicnierobienie” nie jest takie proste

Jednym z powodów, dla których odrzucamy „nicnierobienie” jest fakt, że nie jest ono łatwe. Pragniemy wytchnienia od swojego „stresu”, ale nie chcemy dostrzec tego, co robi z nam nasz własny umysł. Zmniejszenie tempa i przyjrzenie się własnemu myśleniu, emocjom oraz sprowadzenie się do teraźniejszej chwili może być niewygodne. Zwłaszcza, jeśli naszym zwyczajem od dłuższego czasu był nieprzerwany bieg, niezwalnianie i nieprzyglądanie się bliżej własnemu doświadczaniu teraźniejszości. I znów – kiedy już mamy zwolnić, jesteśmy przekonani, że potrzeba do tego alkoholu, kawałka plaży, gapienia się na fale i planowania kolejnych wakacji. Czy można w ten sposób naprawdę zwolnić?

„Stres” to życie

Kiedy tęsknimy za przerwą od „stresu”, odrzucamy część własnego życia. To, na czym nam zależy jest właśnie tym, co „powoduje” nasz „stres”. Gdyby nam na tym nie zależało, nie stresowalibyśmy się wcale. A więc częścią problemu zrozumienia stresu jest to, jak głęboki jest nasz brak zrozumienia wynikający z naszych przyzwyczajeń. Istnieje wiele technik „redukcji stresu” i większość z nich jest dosyć dobra na krótką metę. Jednak na dłuższą metę potrzebujemy fundamentalnie odmiennego podejścia. Nie chodzi o relaksację – to może robić każdy, zanim zapadnie w sen (lub będzie się w nieskończoność rozpraszać). To zrelaksowanie się w tej konkretnej chwili, pozostając przy tym uważnym, jest obudzeniem się do życia – nie unikanie go. „Stres” rozpływa się, podczas gdy wszystkie „stresogenne” doświadczenia (lub doświadczenia, które do tej pory braliśmy za swój „stres”) pozostają bez zmian. Nadal cierpimy, ale teraz potrafimy być przy tym zadowoleni i nie tkwimy już w stanie wiecznego uczucia stresu.

Dostrój się, włącz się, wejdź do środka

Aby dobrze nic nierobić, należy dostroić się do czegoś innego niż własny umysł. To, co nie jest naszym umysłem, to ciało. Nasze 5 zmysłów to nasz nauczyciel uważnej świadomości i prawdziwego odstresowania się, prawdziwego „niedziałania”. Możemy dostroić się do nich, włączyć je, zwiększyć głośność, kontrast i jasność i być w pełni obecnym. W ten sposób wpadamy w teraźniejszy moment i stajemy się o wiele bardziej obecni we własnym  życiu, pełniej je przeżywając. Kofeina nam w tym nie pomoże (choć może pomóc nam nie zapaść w sen podczas medytacji) Inne substancje również nam w tym nie pomogą. Picie alkoholu, mailowanie, fantazjowanie, rozwiązywanie sudoku, telefonowanie – żadna z tych rzeczy, choć jak najbardziej w porządku, kiedy stosowane w odpowiednim kontekście, nie pomoże nam we właściwym „nicnierobieniu”. Jeżeli poważnie podchodzimy do sprawy własnego zdrowia, biorąc odpowiedzialność za własne życie, opanowanie tego paradoksu „stresu” jest konieczne. Nabywamy tej umiejętności poprzez naukę nie robienia niczego i pełne wejście we własne życie.

 

Jak reagujesz na stres?

Jakie są twoje doświadczenia w nierobienu niczego („nicnierobienu”)?

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót