Kiedy posiadanie racji jest błędem

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

“Mam rację.”

Nigdy dotąd nie wymyślono słów, które smakowałyby tak dobrze jak te. „Kocham cię?” „Otrzymujesz podwyżkę?” “Niewinny?” Nie, dzięki, chcę mieć RACJĘ. Chcę jej tak bardzo, że nasza rozmowa musi się teraz skończyć, ponieważ nic, co możesz jeszcze powiedzieć, nie będzie już mieć znaczenia. Mieć rację tak bardzo, że przez ciało aż przepływa ciepłe uczucie bycia tym wybranym sprawiedliwym, a w miejscu ust formuje się arogancki uśmiech mówiący „Mam cię! Wiesz, że mam rację.”

Racja jest tym, o co naprawdę chodzi w życiu.

Kłamstwo. Lub nie? Jak pokażę poniżej, może rzeczy nie muszą być prawdziwe ALBO nieprawdziwe. Być może, za sprawą iluzji będących wytworem naszego języka i myśli, tracimy z oczu fakt, że „właściwe, niewłaściwe, prawdziwe i fałszywe” nie istnieją tak naprawdę poza naszymi umysłami. Może nasze pojmowanie rzeczywistości oraz tego, co jest właściwe, jest niczym więcej niż tylko… pewną ideą. Taki rodzaj filozofowania sprawia czasem, że ludziom zaczyna się robić niedobrze, mnie także. Zatem zróbmy krok do tyłu i przyjrzyjmy się, co na ten temat ma do powiedzenia nauka.

Trująca mikstura

Jako współczesny behawiorysta przedmiotem mojej nauki jest coś nazywającego się Teorią Ram Relacyjnych (Relational Frame Theory), bardzo dobrze udowodniona teoria behawioralna wyjaśniająca, jak ludzie uczą się myśleć i korzystać z języka (w tym artykule słowo „język” jest używane naprzemiennie z myśleniem i poznawaniem, odnosząc się do języka jako ogólnego zachowania, a nie np. do porównywania języka angielskiego i hiszpańskiego). Jedną z rzeczy, która pokazuje ta teoria, jest to, że posiadanie „racji” jest czymś, co wpisane jest nieodłącznie we włókna języka. Dzieje się tak poprzez kilka podstawowych procesów uczenia się, które mają miejsce za naszego dzieciństwa podczas przyswajania sobie zdolności mówienia.

Część nr 1. Aby wydajnie korzystać ze słów i myśli, konieczne jest traktowanie ich, jakby były identyczne z tym, co opisują. Kiedy dziecko nauczy się, że to kudłate zwierzę z wydłużonym nosem nazywa się „pies”, to z czasem zacznie reagować tak samo na słowo „pies” i na konkretnego psa. Jeśli dziecko zostanie ugryzione przez psa i kilka dni później usłyszy za sobą „Hej, spójrz na tego wielkiego psa!”, to jest spora szansa na to, że zacznie szukać schronienia nie potrzebując widzieć nawet jego cienia. Nasze słowa stają się czymś więcej niż dźwiękami naszych gardeł i znakami w kształcie liter na papierze – uczymy się traktować ja tak, jakby były rzeczami, które one opisują. W pewnym sensie uczymy się traktować je tak, jakby były „prawdziwe”. W wieku, kiedy język w pełni się rozwinął, powyższy proces dzieje się tak niepostrzeżenie i bez oporów, że w ogóle zapominamy, że używamy słów i myśli, nie dostrzegając na co dzień większości z nich.

Część nr 2. Sposób, w jaki mówimy, musi być spójny, aby dobrze nazywać otaczające nas rzeczy, rozmawiać o nich z innymi, przyporządkowywać je do różnych kategorii, oceniać je i porównywać. Uczymy się już jako dzieci, że nie możemy mówić o psie, że to „pies”, obrócić się na pięcie i nagle zacząć mówić na niego „krzesło”.  Język nie działaby dobrze, gdybyśmy tak robili. Zatem aby upewnić się, że takie rzeczy nie mają miejsca, mówimy dzieciom „nie mów tak, tak jest źle” w czasie, kiedy uczą się tych zdolności, a na dorosłych korzystających z języka w taki sposób mamy słowo „kłamcy” i karzemy ich za takie użycie języka.

Wreszcie jest też w tych procesach uczenia się ukryta Część nr 3. To założenie wyłaniające się podczas uczenia się Części 1 i 2, zasilające zjawisko „posiadania racji” [zauważcie, jak w języku polskim konwencja językowa sprawia, że rację traktuje się jako coś, co można mieć, jakby to było coś fizycznego – przyp. tłum.]. Chodzi w tej części o założenie na temat istnienia rzeczywistości jako takiej. Kiedy zakładamy, że coś jest „prawdziwe” lub „rzeczywiste”, to zazwyczaj mamy na myśli, że nasze myśli i słowa trafnie opisują tę „rzeczywistość” – rzeczywisty świat, stabilnie istniejący poza nami. To założenie na temat oddzielnej od nas, zewnętrznej rzeczywistości jest podstawą dla roszczeń na temat tego, czy „mam rację”. Ponieważ jeśli rzeczywistość jest stabilna i istnieje poza nami, to oznacza to, że mogę nauczyć się mówić o niej w precyzyjny sposób, a jak tylko się tego nauczę, to nikt nie wejdzie mi już w słowo… nikt już nie będzie mógł mnie i mojego zdania podważyć!

Oto kompletny przepis na wyjątkową dla ludzi zdolność, aby mieć…. aaaaach (śpiew chórów) RACJĘ. Jak tylko nauczymy się porządnie mówić, to niepostrzeżenie wychodzimy poza sam świat konkretnych myśli. To co myślę staje się czymś więcej niż samą myślą, staje się PRAWDZIWE (Część 1). Słowa, które opuszczają moje usta, nie są tylko zbiorem dźwięków, są RZECZYWISTOŚCIĄ (Części 1 i 3). Są idealną reprezentacją prawdziwego obrazu wszechświata (Część 3), co oznacza, że nie da się ich podważyć (Część 2) – zamiast tego mój rozmówca powinien w ogóle przyjąć to jako przywilej, że decyduję się dzielić z kimś nimi. Wreszcie, będę bronić tych myśli i słów aż do dnia śmierci (Część 2), ponieważ… mam rację.

Myśli i człowiek

Oto receptura na stworzenie zupełnie inne od jakichkolwiek na tej planecie, mogące mówić i kształtować środowisko wokół siebie na zadziwiające sposoby. Jednakże owocem tego jest jednocześnie takie stworzenie, które będzie walczyć z innymi za pomocą słów i pięści, nawet z najbliższymi, ponieważ tak im zależy na tym, aby „mieć rację”, i tak się boją tego, że ktoś inny uzna, że jej nie ma lub, jeszcze gorzej, że nazwie go kłamcą. Stworzenie to zakuje w kajdany i będzie brutalnie traktować całe społeczeństwa podobnych przecież do siebie osób, ponieważ tak powinno być. Otrzymujemy stworzenie, które przejmie kontrolę nad samolotem i wleci nim w budynek pełen podobnych stworzeń, ponieważ oni „nie mają racji” i trzeba było ich za to ukarać.

Dla ludzi język jest naszym najlepszym narzędziem i największym wrogiem. Działa rewelacyjnie, ale by wszystko szło dobrze musimy traktować nasze myśli jak rzeczywistość i dbać o ich spójność. Przez to nieświadomie zapominamy, jak odkładać to narzędzie na bok, kiedy przestaje dobrze działać. Zamiast tego żyjemy pod dyktando tego, co nasze myśli uważają za „prawdziwe” lub „rzeczywiste”. Robimy rzeczy, które nie działają, szkodzą, krzywdzą psychicznie lub fizycznie, ponieważ według naszych myśli jest to „właściwa” rzecz i nie ma innej drogi. Narzędzie staje się panem i wbija nami gwoździe.

Ujeżdżanie języka

Jeśli jest to nasz krzyż, który przyszło nam nosić jako ludziom, to w jaki sposób możemy prowadzić takie życie, które uniknie negatywnych skutków potrzeby posiadania racji? Możemy zacząć od jednej z obserwacji, którą zawdzięczamy Teorii Ram Relacyjnych. Zwróciłem już uwagę, że takie rzeczy dzieją się, kiedy „zapominamy”, że nasze myśli są tylko myślami, wskutek czego tracimy możliwość elastycznego korzystania z języka, tego miecza obusiecznego. Wiedza ta wskazuje też na drogę do wolności. Aby odłożyć na bok te narzędzie wtedy, kiedy nie działa dobrze, musimy nauczyć się zauważać, kiedy z niego korzystamy. Musimy zauważyć, że właśnie myślimy i że myśli, które mamy w danej chwili, nie są rzeczami, które one opisują – są one niczym więcej niż właśnie myślami. Musimy nauczyć się zauważać i obserwować niektóre z założeń, które nauczono nas uznawać za najbardziej podstawowe. Być może nawet te tyczące się tego, czym jest rzeczywistość.

Kiedy zakładamy, że istnieje stabilna, obiektywna rzeczywistość na zewnątrz nas – wyprowadzamy kolejne założenie. Jeśli naprawdę istnieje „rzeczywistość”, która jest stabilna i istnieje na zewnątrz nas, to nigdy nie możemy z nią nawiązać bezpośredniego kontaktu. Możemy tylko mieć kontakt z tym, co nasze zmysły – wzrok, słuch, dotyk, powonienie i smak – nam mówią. Poza tym aby mogła istnieć stabilna i zewnętrzna rzeczywistość, musiałoby oznaczać, że istnieje jakaś tajemnicza część nas, która jest od tej rzeczywistości oddzielna. To już mistycyzm i moment, w którym można się zaplątać w nienaukowych wyjaśnieniach jak duch, dusza lub ego.

Zatem rzeczywistość jest założeniem. I jak zamierzam to wyjaśnić, jest to założenie, które nie jest nam koniecznie potrzebne.

Pragmatyczne podejście

W ramach nauk behawioralnych korzysta się z alternatywnej filozofii, która jest niesamowicie użyteczna, kiedy zastosuje się ją ogólnie do życia. Jest to filozofia pragmatyczna. Pragmatyczne filozoficzne podejście oznacza, że odkładamy na bok nasze mniemania o zewnętrznej „rzeczywistości” (skoro i tak nie możemy jej dowieść lub obalić) oraz rozumiemy „prawdę” zwyczajnie jako cokolwiek, co działa na rzecz prowadzenia cię w stronę wybranego celu lub kierunku. Wiedzę uznaje się za nic więcej, jak tylko zbiór myśli i sposobów porozumiewania się na temat tego, co efektywnie pozwala nam realizować określone cele. Myśl, idea lub teoria są prawdziwe nie temu, że są odwzorowaniem jakiejś „rzeczywistości”, ale ponieważ działają. William James, pragmatyczny filozof i psycholog (uważany za jednego z „ojców psychologii”) wyjaśnił to tak: „Prawdziwość jakiejś myśli nie jest jej stałą cechą. Prawda przydarza się myślom. Jeśli coś staje się prawdziwe, staje się takie w określonych okolicznościach.”

Kiedy mówimy, że teoria na temat okrągłej ziemi jest „prawdziwa”, to jest taka w takim sensie, że pomaga nam to w nawigacji, przewidywaniu pogody, rozumieniu grawitacji i trzęsień ziemi itd. Kiedy mówimy, że teoria ewolucji jest „prawdziwa”, to mamy na myśli, że jest użyteczna, pozwalając nam dobrze rozumieć biologię i manipulować nią w sposób poprawiający jakość życia ludzi.

Nie jest wcale konieczne, aby iść krok dalej i mówić, że te rzeczy są prawdziwe, ponieważ odtwarzają obraz “rzeczywistości”. To tylko przyspawa nas do tych teorii i sprawia, że w przyszłości trudniej będzie nam je korygować, aby działały jeszcze lepiej. Pragmatyczne podejście uwalnia nas od bycia niewolnikami własnych myśli, wierzeń i indywidualnie skonstruowanych obrazów rzeczywistości, ułatwiając nawiązywanie kontaktu z bezpośrednim doświadczeniem i tym, co najlepiej działa w danej chwili, na rzecz wybranego przez nas kierunku w życiu.

Oto przykład tego, jak można zastosować to w życiu. Powiedzmy, że pewna osoba, której cele i kierunki w życiu wiążą się z troską o dobrobyt rodziny, postanowiła uciąć kontakt z własnym synem po odkryciu, że jest homoseksualistą. Stało się to, ponieważ jego wizja na temat tego, co jest właściwe (heteroseksualność)  i niewłaściwe (homoseksualność) jest czymś więcej niż myślami, jest brana za rzeczywistość. Taka osoba traktuje swoje myśli jako trafny opis jedynej prawdziwej „rzeczywistości”. Są tym „jak powinno być”. Mąż lub żona tej osoby może widzieć wyraźnie cierpienie, jakie wynika z takiej postawy, i wykłócać się „Nie masz racji!” lub „Nie ma nic złego w byciu homoseksualistą!” Niezależnie od tego, jaka jest twoja opinia w tej kwestii, to obie strony sportu popełniają błąd skupiania się na tym, co jest prawdziwe lub nieprawdziwe, właściwe lub niewłaściwe, zamiast skupić się na tym, co działa. Jeśli ta osoba podchodziłaby do życia korzystając z pragmatycznego podejścia do prawdy, zamiast tego spytałaby się „Czy te myśli i przekonania działają dla mnie w tej chwili dobrze i pomagają realizować cel dbania i troszczenia się o rodzinę?” Odpowiedź byłaby negatywna, natomiast jego myśli na temat zaakceptowania orientacji syna byłyby wedle tego podejścia „prawdziwe”. Taka osoba ma do wyboru „mieć rację” i mieć beznadziejne życie lub przestać walczyć o rację i działać na rzecz tego, na czym jej zależy.

Jeśli takie użycie słowa „prawdziwy” jest dla ciebie wciąż nieintuicyjne, to pomyśl o przypadku homeopatii. Homeopatia opiera się na czystym efekcie placebo i w czasach, kiedy ją wprowadzono, samo stosowanie medycyny było groźne dla zdrowia, zatem homeopatię można uznać za prawdziwą w tym sensie, że stosowanie jej nie było obarczone żadnym ryzykiem, a często pomagało w realizowaniu pożądanego celu – zdrowia. Obecnie dostępne jest wiele prawdziwych lekarstw skuteczniejszych i nieraz tańszych niż środki homeopatyczne, zatem w dzisiejszych czasach teoria o skuteczności homeopatii nie jest już prawdziwa, ponieważ skuteczniej jest dbać o zdrowie polegając na owocach współczesnej myśli naukowej. Wszystko zależy od tego, co chcemy osiągnąć i jakie są okoliczności.

Pragmatyzm na co dzień

Oczywiście jedną z moich myśli jest to, że przyjęcie takiej filozofii jest niesamowicie trudne. Kiedy staniemy się już dorośli, to tak gubimy się we własnych myślach i ideach nt. rzeczywistości, że wyjście poza to jest czymś, co da się robić tylko na jakiś czas i ze sporym wysiłkiem.

Ale tylko dlatego, że coś jest trudne, nie oznacza, że nie warto o to walczyć.

To coś, co możesz ćwiczyć na co dzień, kiedykolwiek odkrywasz, że poświęcasz coś bardzo ważnego dla siebie na rzecz posiadania „racji” lub uniknięcia bycia „w błędzie”. Dobrym początkiem takiej praktyki będzie wyczulenie się na momenty, w których zaczynasz czuć potężne przypływy złości, nienawiści, poczucia wyższości, zasługiwania na coś, niesprawiedliwości, chęci mszczenia się na innych lub na sobie – wszystkie poglądy biorące swój początek z idei „właściwego” i „niewłaściwego”. Zauważ najpierw, że – w tej chwili – myślisz, oraz że te myśli, których doświadczasz, nie muszą być określane jako prawdziwe lub nieprawdziwe, ale można je zwyczajnie obserwować jako doświadczenie, które właśnie ci się przydarza. Zauważ tę chwilkę, w której twój umysł będzie starał się zachować spójność i będzie bronił twych myśli za pomocą takich rzeczy jak „ale ja mam rację” lub „ale to rzeczywiście PRAWDA!” Zauważ, że to po prostu więcej myśli, więcej doświadczeń, które można obserwować i że nie trzeba ich słuchać lub wdawać się w sprzeczki z nimi. Ostatecznie, spytaj siebie: „Niezależnie od tego, czy te myśli są ‘prawdziwe’ lub ‘fałszywe’, czy działają w tym sensie, że pomagają mi iść w tym życiowym kierunku, który mnie interesuje?” Jeśli odpowiedź jest negatywna, to nie korzystaj z nich.

Zakończę ten artykuł  powiedzeniem pochodzącym z buddyzmu Zen, ukazującym nasze wielkie pragnienie, aby wszystko było wedle naszego światopoglądu, oraz zarazem wskazującym na naszą zdolność, aby na jakiś czas zrezygnować z naszego najbardziej użytecznego narzędzia, kiedy przestaje działać.

„Sekretem Zenu są dwa słowa: nie zawsze.”

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót