Zepsute mózgi i geny nie wyjaśniają problemów w naszych społeczeństwach

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

W epoce, w której wszystkie problemy sprowadza się do biologii, powinniśmy na chwilę przystopować. Opowieść o zepsutych genach i mózgu jest nieprawdziwa, przynajmniej jeśli chodzi o interpretację dostępnych danych, a jeśli już mówić w kontekście zdrowia o genach i mózgu, to raczej o uwarunkowaniach, które są dla nich toksyczne. Nie jesteś zepsutym człowiekiem. W związku z tym potrzebujema nauki zorientowanej na leczenie, a nie takiej, która zwiększa tolerancję w życiu na społeczne i środowiskowe toksyny.

Problemy psychiczne a biologia

Nie jestem wrogiem medycyny. Jestem natomiast przeciwnikiem popularnego obecnie podejścia do medycyny. Nie byłbym przeciw traktowaniu problemów psychicznych jako chorób, gdyby doprowadziło to do identyfikacji konkretnych psychicznych jednostek chorobowych – ale tak się nie stało. Klasyfikacja objawowa zaburzeń psychicznych jest eleganckim sposobem na powiedzenie, że zebraliśmy do jednego worka kilka oznak, jakie obserwujemy u ludzi, oraz rzeczy, które pojawiają się w ich relacjach na temat wewnętrznych przeżyć. Historycznie takie podejście umożliwiło rozpoznanie wielu schorzeń, zwłaszcza w medycynie zakaźnej – zidentyfikowaliśmy, zaczęliśmy leczyć i dramatycznie obniżyliśmy częstość występowania żółtaczki, odry i wielu innych chorób zakaźnych.

Jednakże jestem przekonany, że to takie samo podejście jest niewłaściwe dla problemów psychicznych, przynajmniej w wielu (jeśli nie wszystkich) przypadkach. Chorobowy model problemów psychicznych z całą pewnością nie zasługuje na hegemonię, jaką posiada DSM, psychiatryczna biblia diagnostyczna. [W Europie, w tym w Polsce, DSM stosowane jest przede wszystkim do badań naukowych, a w szpitalach stosuje się bardzo podobny ICD – przyp. tłum.] W życiu. To wykluczone, jeśli spojrzymy na historię tego zagadnienia. Rzetelne posortowanie nie równa się rozpoznaniu choroby. Wciąż nie mamy ani jednego czułego i konkretnego biologicznego wyznacznika żadnego z najpopularniejszych psychiatrycznych syndromów.

Nawet namierzenie takiego wyznacznika nie oznacza, że rozpoznaliśmy źródło problemu, który może wynikać z patoanatomii, patofizjologii lub z następstw jakiejś innej przyczyny. Przykładowo, jeśli wsadzę do butów setki ludzi kamień i sprawię, że będą tak chodzić przez rok, to po tym czasie zaobserwowałbym deformacje kości, blizny itd. Bardzo ładne, klarowne biologiczne wskaźniki. Wciąż jednak zbierając je nie znalazłbym przyczyny, którą byłby kamień oraz pozostawienie go w bucie.  Tak samo w psychiatrii – ciągle nie mamy nawet rzetelnych biologicznych wskaźników, nie mówiąc już o modelu schorzenia. Depresja nie jest chorobą. To syndrom – zbiór oznak nieznanego pochodzenia. Nie mówię, że nie jest to problem. Tylko to, że nie udało się ich zidentyfikować choroby u źródła tak zebranych objawów.

Problemy psychiczne a świat wokół

Nie jestem nawet przekonany, czy chorobowy model zaburzeń psychicznych pasuje dla obecnych objawów wielu dolegliwości psychicznych, które przeżerają większość z funduszy systemu ochrony zdrowia. Szpitale i gabinety są pełne ludzi doświadczających następstw różnych problemów behawioralnych. Żyjemy w toksycznym środowisku. Jemy za dużo i niewłaściwie. Palimy za dużo. Pijemy za dużo. Stresujemy się milionem rzeczy, które przed chwilą wymyśliliśmy (prestiż, status, dokonania). Za mało się ruszamy. Nasz sen jest rozregulowany. Częstokroć nasze stosunki społeczne okryte są zbyt cienką warstwą takich, które rzeczywiście coś dla nas znaczą. I po zebraniu tego wszystkiego razem mamy rzeczy, które sprawiają, że czujemy się chorzy.

Czy taka choroba jest problemem fizycznym? Oczywiście. Spójrzcie tylko, z jakich powodów przychodzi nam umierać… Rak, choroby serca, układu oddechowego, cukrzyca, otyłość i wiele odrażających następstw zwyczajów dietetycznych krążących wokół przetworzonego pseudojedzenia. Umieramy przez niewyciągnięty kamień w bucie. Czy leki statynowe obniżą cholesterol? Tak. Czy inhibitory pompy protonowej zmniejszą dolegliwości choroby refluksowej przełyku? Tak. Czy leki obniżające ciśnienie obniżą ciśnienie? Jasne. Ale są to głównie metody sprawiania, abyśmy mogli tolerować życie z kamieniem w bucie.

Czy to problemy genetyczne?  Cóż, nie ma innej odpowiedzi na to pytanie niż takiej, że jest to problem epigenetyczny – środowiska wpływającego na ekspresję konkretnych genów. Weźmy taką otyłość. Rzuć okiem na mapę na dole strony w linku, która przechodzi przez slajdy pokazujące procentową ilość osób z BMI powyżej 30 w USA na przestrzeni lat. Dwadzieścia lat temu było pięć stanów z otyłością poniżej 10%, a najbardziej otyłe stany miały od 15 do 19% otyłych mieszkańców. Obecnie takie stany jak Missisipi odznaczają się 34%, a najchudsze stany wskaźnikami na poziomie 20-24%. Otyłość podwajająca się w przeciągu 20 lat?! Żaden stan nie jest aktualnie na poziomie najtłustszego stanu przed dwóch dziesięcioleci! Szok? Mam nadzieję.

A jak ze zdrowiem psychicznym? W 1987 w całym USA było zaledwie 16000 dzieci z orzeczeniem niepełnosprawności z powodu zaburzenia psychicznego. W 2007 było ich więcej niż 561000 – to trzydziestopięciokrotny wzrost. Chciałbym też zwrócić uwagę, że to interesująca ilość, bo nie jest to wyłącznie wskaźnik zapadalności na takie zaburzenie, ale także wskaźnik przewlekłości. Nie ma siły, aby dostać takie orzeczenie w USA bez nawrotów większej depresji. Ktoś musi najpierw na nią zapaść, a potem pozostać chorym, bardzo chorym przez długi, długi czas. Popadamy w chorobę i zostajemy w chorobie. A te wszystkie cudowne lekarstwa? Jeśli są tak niewiarygodnie efektywne, to dlaczego te statystki eksplodują zarówno przy przewlekłości problemów somatycznych i psychicznych? Czemu nie opadają?

Geny? Zepsute mózgi? To po prostu niemożliwe – chyba że jest coś w warunkach, w jakich żyjemy, co uruchamia konkretne schematy ekspresji genetycznej i/lub psuje mózg. Pule genetyczne zwyczajnie nie zmieniają się tak szybko – 20 lat to za mało. Mamy za to kamień w bucie. W istocie jestem pewien, że jest to cała kopalnia kamieni. Firmy farmaceutyczne są oczywiście bardzo szczęśliwe, ponieważ mogą pomóc nam dobrać lekarstwa zwiększające naszą tolerancję. Skorzystajmy znów z przykładu z kamieniem – załóżmy, że przepisałem cierpiącym na ból stóp oxycontin. Gwarantuję, że odpowiednia doza oxy zmniejszyłaby ból, zwiększyła zakres ruchu i poprawiłaby jakość życia lepiej niż placebo. Ale jeśli ktoś chodziłby tak latami dzięki „pomocy” tych leków, jaki byłby tego efekt? Stopy byłyby zniekształcone i przekręcone. Zmieniłby się sposób chodzenia. Wpłynęłoby to na kolana i biodra. Ostatecznie kamień w bucie doprowadziłby do inwalidztwa.

Diagnoza i odpowiedź

Wydaje mi się, że uczestniczymy właśnie w czymś takim. Nie we wszystkich wypadkach, ale przy wielu, wielu z nich. Co jest naszym kamieniem w bucie? Myślę, że jest ich wiele, ale kilka z nich szczególnie mnie interesuje. Traktowanie problemów ze zdrowym życiem jak problemów medycznych, do rozwiązania za pomocą tabletki. Ogólnoświatowy program szerokiego uśmiechu, gdzie brak czucia dobrych emocji i myślenia dobrych myśli jest traktowany  jak choroba – wysyłający ludzi na taśmę produkcyjną, z której zszedłszy mają znów czuć się „dobrze”. Wielkie koncerny farmaceutyczne z radością wejdą do tej gry. Społeczny nacisk i stygmatyzacja nie grania w grę czucia się dobrze (zwłaszcza wobec samego siebie) szerzy się w najlepsze. Trujące nas hurtem i uzależniające korporacyjne jedzenie. Globalizacja tych wszystkich toksyn – społecznych, związanych z jedzeniem i stylem życia – szerzy się na wszędzie tam, gdzie docierają współczesne środki przekazu oraz przemysł. Na pewno jest ich więcej, ale te powyżej są przedmiotem mojego zainteresowania.

Nie mówię tutaj, że nie ma dla lekarstw żadnej roli do spełnienia, ale obecny sposób korzystania z nich (i nie chodzi tylko o leki psychiatryczne, ale ogólnie) jest czymś bardzo martwiącym. Nie zatrzyma tej fali nic mniejszego niż potężna inicjatywa społeczna każdego z nas. Przy obecnym tempie wzrostu wielu z tych problemów koszt ochrony zdrowia wypatroszy fundusze służb zdrowia krajów rozwijających się. Oczywiście nie rzucam tego problemu na karb koncernów farmaceutycznych. Oni tylko korzystają z owoców szerszego, globalnego problemu.

Jeśli chodzi o mnie, to ćwiczę jogę sześć razy w tygodniu. Odżywiam się dobrze, bardzo dobrze. Podejmuję starania, aby mieć okazję do dobrego, regularnego snu. Utrzymuję niezłe kontakty każdego dnia z osobami, które są sensem mojego życia. Oraz, na koniec, głoszę dobrą nowinę zdrowego życia każdemu, kto ma ochotę słuchać.

P.S. Mała wzmianka dla ludzi aktualnie na dowolnego rodzaju lekach. Nie przestawajcie ich brać tylko temu, że jakiś szaleniec mojego rodzaju mówi takie rzeczy. Sam spędziłem ostatni rok powoli, bardzo powoli, redukując dawki inhibitorów pompy protonowej, schodząc stopniowo o 1/8 dawki na przestrzeni dwunastu miesięcy, łącząc to ze zmianami w diecie i ćwiczeniami. Warto prześledzić pod okiem dobrego lekarza, czy są zdrowe alternatywy dla lekarstw, które zażywasz. Nawet jeśli są, krocz przez zmiany delikatnie, powoli i pod okiem profesjonalisty. Może się okazać, że będziesz musiał lub musiała takiego profesjonalistę najpierw gdzieś upolować. Istnieją także lekarstwa, dla których właściwe jest zażywanie ich przez krótki czas lub nawet przez całe życie. Ale nie wychodź z założenia, że jest to prawdziwe dla wszystkich leków.

Zdrowe życie to dobra medycyna: jedz dobrze, śpij dobrze, ruszaj się, miej kontakt ze znajomymi i im lepiej będziesz sobie radził w tych sferach, tym wyższa szansa na ograniczenie lub nawet usunięcie z życia niektórych z medycznych sposobów radzenia sobie z dbaniem o siebie. Jeśli nasze uwarunkowania są tym, co niszczy zdrowie, to mogą być też tym, co leczy. Musimy wyjąć kamień z buta. Zatem ponad wszystko, jesteśmy sami odpowiedzialni za troskę o siebie, za dbanie o zdrowe życie i za obniżenie ilości toksyn życiowych tam, gdzie to tylko możliwe. Żyj dobrze.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót