Sens życia sprzyja zdrowiu bardziej niż szczęście

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Ludzie, którzy są szczęśliwi, ale mają niewiele poczucia sensu w życiu, mają taki sam schemat ekspresji genetycznej, jak ludzie przechodzący przez przewlekłe przeciwności losu.

W ciągu ostatniej dekady wybuchło szaleństwo na punkcie tematyki szczęścia. W ciągu ostatnich trzech miesięcy opublikowano na Amazon ponad tysiąc książek na ten temat, wliczając w to Szczęśliwe zarabianie, Szczęśliwe pigułki dla każdego oraz dla niezaawansowanych w tej dziedzinie Szczęście dla początkujących.

Wspólnym przekazem takich książek jest to, że szczęście związane jest z całą gamą wskaźników jakości życia, wliczając w to – co najważniejsze – dobre zdrowie. Wiele badań wskazuje na połączenie między zadowolonym umysłem a zdrowym ciałem – wygląda na to, że im bardziej sprzyja ci szczęście, tym lepszym zdrowiem możesz się cieszyć. W metaanalizie (przeglądzie) 150 badań na ten temat naukowcy dochodzą do takiego wniosku: „Wzrost poczucia własnego dobrostanu prowadzi do zdrowego funkcjonowania, a wzrost złego samopoczucia prowadzi do jego obniżenia się.”

Jednakże nowe badanie, niedawno opublikowane w PNAS [szanowane czasopismo naukowe – przyp. tłum.], podważa ten ładniutki schemat. Szczęście może nie być tak dobre dla ciała, jak zdawało się to naukowcom – może nawet być dla niego szkodliwe.

Co to szczęście?

Oczywiście warto najpierw zdefiniować, czym to szczęście jest. Kilka miesięcy temu napisałem artykuł o tytule „W życiu liczy się więcej niż tylko szczęście”, który koncentrował się na psychologicznym badaniu tego, co właściwie ono znaczy dla zwykłych ludzi. Skupiło się ono zwłaszcza na różnicy między poczuciem sensu życia a szczęśliwym życiem.

To w ogóle dziwne, że jest między tym jakakolwiek różnica, jednak badacze analizujący dużą próbę osób na przestrzeni miesiąca odkryli, że szczęście sprzyja samolubnemu „biorącemu” zachowaniu, a silne poczucie sensu w życiu wiąże się natomiast z altruistycznym „dającym” sposobem działania.

„Szczęście bez poczucia sensu życia charakteryzuje się relatywnie płytkim, zaabsorbowanym na sobie samym czy nawet samolubnym życiem, w którym wszystko ma iść jak z płatka, potrzeby i pragnienia są z łatwością zaspokajane, a wyzwań o wyższym stopniu trudności lub wymagających więcej unika się.”, piszą autorzy pracy. „Jeśli można coś wiążącego z tego wyprowadzić, to to, że czyste szczęście łączy się z brakiem pomocy innym.” Jakkolwiek głównym tematem czucia się szczęśliwym lub szczęśliwą jest czucie się dobrze, to już poczucie sensu wywodzi się z wkładu w życie innych osób lub w społeczeństwo. Cytując Roya Baumeistera, jednego z prowadzących to badanie, „Sporą część życia nas jako ludzi zajmuje opieka nad innymi i wpływ na świat wokół. Przepełnia to życie znaczeniem, ale już niekoniecznie czyni nas szczęśliwymi.”

Szczęście a sens życia pod lupą

Nowe badanie z PNAS wskazuje także na różnicę między sensem a szczęściem na poziomie biologicznym. Barbara Fredrickson, naukowiec-psycholog specjalizujący się w kwestii pozytywnych emocji, oraz Steve Cole, badacz w dziedzinie genetyki i psychiatrii, przebadali 80 osób, mierząc kwestionariuszami ich poziom szczęścia oraz poczucia sensu.

Szczęście definiowano, tak jak w poprzednim badaniu, jako czucie się dobrze. Zmierzono jego poziom zadając takie pytania jak „Jak często czujesz się szczęśliwy?”, „Jak często czujesz się pochłonięta życiem?” czy „Jak często czułeś się usatysfakcjonowany?” Wraz z wyższym punktowaniem tych hedonistycznych odpowiedzi wzrastał też ogólny poziom tak rozumianego szczęścia.

Sens definiowano jako skupienie się na czymś, co jest większe od samego siebie. Mierzyli jego poziom zadając takie pytania jak „Jak często czułeś, że życie swój kierunek i sens?”, „Jak często czułaś, że jest coś, co może być Twoim wkładem w społeczeństwo?” czy „Jak często czułeś, że należysz do jakiejś społeczności?” Wraz z wyższym punktowaniem tych eudaimonistycznych odpowiedzi [eudaimonia to antyczny grecki wyraz oznaczający spełnienie i poczucie szczęścia, które przekracza zwykłą przyjemność, a wiąże się raczej z obecnością w działaniu tzw. „cnót” jak mądrość, roztropność, sprawiedliwość – przyp. tłum.] wzrastał też wynik na skali sensu życia.

Po sprawdzeniu obu poziomów u każdego Fredrickson i Cole wraz z podlegającymi im naukowcami sprawdzili ekspresję (czyli sposób wyrażania się) pewnych genów u każdego z uczestników. Tak samo jak w neuronaukach, gdzie korzysta się z funkcjonalnego skanera mózgu, aby określić, jak określone miejsca w mózgu reagują na różne bodźce, tak Cole i Fredrickson sprawdzają, jak ciało na poziomie genów reaguje na uczucia związane ze szczęściem i sensem.

Cole zajmował się już w przeszłości zależnościami między przewlekłymi trudnymi stanami emocjonalnymi a schematami ekspresji genów. Kiedy ludzie czują się samotni, opłakują śmierć ukochanej osoby lub walczą jak lew, by powiązać koniec z końcem, ich ciała przechodzą w tryb radzenia sobie z zagrożeniem. Uruchamia to łańcuch genetyczny związany ze stresem: zwiększenie aktywności genów zapalnych i obniżenie aktywności genów połączonych z reakcjami antywirusowymi.

„Jesteś w posiadaniu systemu odpornościowego, który sięga wzrokiem w przyszłość”, powiedziała mi Fredrickson. „Jeśli twoja historia zmagań z przeciwnościami losu zaczyna tworzyć długie CV, to ciało zaczyna przygotowywać się na infekcje bakteryjne. Dla naszych przodków samotność i trudności były związane z infekcjami powstałymi w wyniku ran od drapieżników oraz walk z przedstawicielami tego samego gatunku.” Z drugiej strony, jeśli wszystko idzie dobrze i utrzymujesz dużo kontaktów z innymi, twój system odpornościowy zmienia swój cel na walkę z wirusami, które o wiele łatwiej złapać mając kontakt z dużą ilością ludzi.

Jaki ma to związek z poczuciem szczęścia?

Cole i Fredrickson odkryli, że szczęśliwi ludzie, którzy jednak nie mają silnego poczucia sensu w swoim życiu – idąc przez życie w atmosferze tymczasowości i braku więzi – przejawiają taki sam schemat ekspresji genetycznej jak ci, którzy reagują i przechodzą przez przewlekłe trudności życiowe. Czyli ciała tych hedonistycznych szczęśliwców przygotowują ich na zagrożenia ze strony bakterii aktywując reakcje zapalne. Przewlekły stan zapalny wiąże się oczywiście z poważnymi schorzeniami jak choroby serca oraz różne odmiany raka.

„Puste pozytywne emocje” – dokładnie takie, jakich ludzie doświadczają podczas epizodów maniakalnych lub sztucznie podwyższonego nastroju wynikłego z alkoholu i narkotyków – „są dla ciebie mniej więcej tak samo dobre jak trudności życiowe”, mówi Fredrickson.

Istotą jest proporcja

Ważne jest pamiętać, że dla wielu ludzi poczucie sensu i szczęścia w życiu nachodzi na siebie – niejedna osoba uzyskuje tak samo wysokie lub niskie wyniki na obu miarach. Ale u wielu innych obserwujemy rozdźwięk – czują, że mimo niskich pokładów szczęścia są w nich kopalnie sensu, albo odwrotnie, że częste czucie się szczęśliwym nie idzie w parze z poczuciem sensowności. Ta ostatnia grupa, która przejawia schemat ekspresji genów związany z przeciwnościami, należy do zatrważających 75% wszystkich uczestników badania. Tylko jedna ćwiartka badanych przejawia coś, co naukowcy nazywają „dominacją eudajmonii” – czyli przewagi poczucia sensu nad poczuciem hedonistycznej radości.

To smutny wniosek z perspektywy naszej naukowej wiedzy na temat korzystnych schematów ekspresji genów związanych z sensem życia. System reagowania stresem u ludzi, których sens i szczęście chadzają parami, działa wiele oszczędniej. Ich ciała nie gotowały się na wojnę z bakteriami, tak jak gdy zostajemy sami lub wpadamy w kłopoty, ale na walkę z wirusami, które możemy otrzymać od innych ludzi.

Przeszłe badania Fredrickson, opisane w dwóch książkach – Pozytywność oraz Miłość 2.0 – pozwoliły stworzyć listę korzyści, jakie niosą pozytywne emocje, odkrywając np. że poszerzają one zdolność osoby do przyjmowania nowej perspektywy i stanowią zderzak wobec przeciwności losu. Zaskakujące zatem, że hedonistyczna radość, związana właśnie z pozytywnymi emocjami i zmysłową przyjemnością, została tak znokautowana przy porównaniach z eudajmonią.

„Nie chodzi o to, że hedonistyczna przyjemność sama w sobie jest problemem”, mówi Fredrickson, „ale o te sytuacje, kiedy nie nadąża za nią sensowne życie. Jest rewelacyjnie, kiedy idą ze sobą ręka w rękę. Ale jeśli jest ci ponadprzeciętnie przyjemnie niż by to miało wynikać z ogólnej jakości życia, to właśnie wtedy włączają się schematy genów odpowiedzialne za mobilizację do stawiania czoła przeciwnościom losu.”

Pojęcia „hedonizm” i „eudajmonia” przywodzą na myśl wielką filozoficzną debatę, kształtującą cywilizację zachodu przez ponad 2000 lat, na temat istoty dobrego życia. Czy szczęście spoczywa w czuciu się dobrze, jak to uważają hedoniści, czy w działaniu i byciu dobrym, w zgodzie z Arystotelesem i jego intelektualnymi antenatami spod znaku etyki cnót? Posiłkując się wynikami tych badań możemy stwierdzić, że samo czucie się dobrze to za mało. Ludzie potrzebują sensu życia, aby w pełni kwitnąć. Cytując Carla Junga „Najmniejsza porcja rzeczy przepełnionych sensem ma wyższą wartość w życiu niż największa ich dawka, ale bez niego.” Mądrość Junga z pewnością można odnieść do naszego ciała, a może nawet i do serca i umysłu.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Jedna odpowiedź do “Sens życia sprzyja zdrowiu bardziej niż szczęście”

  1. sonia sobczyk napisał(a):

    Brawo Kleszczu, coś z sensem o sensie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót