Czy stawanie się coraz sprytniejszymi wychodzi nam na dobre?

Przetłumaczył Radosław Cech

Być sprytnym = mieć rację. Być nieszczęśliwym = mieć rację. Nasz współczesny dylemat.

Intelektualnie jesteśmy trochę do przodu. Emocjonalnie wręcz przeciwnie. Być może fakty te wynikają z tej samej przyczyny?

Gdyby każdy żyjący na tej planecie stał się nagle dwa razy sprytniejszy, nasz wskaźnik inteligencji zupełnie by się nie zmienił. Wskaźniki te w ciągły sposób są dostosowywane tak, aby nasze IQ opisywało zawsze tę samą cechę w odniesieniu do aktualnej populacji.

Opinia, że obecne pokolenie jest mniej inteligentne od poprzednich mogłaby się wydawać rozsądna, ale w rzeczywistości współczesne wskaźniki podciągane są zawsze w górę, nigdy w dół. Dzieciaki potrafią dziś myśleć bardziej abstrakcyjnie i zaczynają to robić wcześniej. Istnieje nawet pojęcie „efektu Flynna” – od nazwiska badacza, który spopularyzował to odkrycie. Mniej więcej co trzy lata średnie IQ podskakuje o kolejny punkt. Śmiejemy się z mieszkańców „Lake Woebegone”, którzy są pewni, że ich dzieci są ponad przeciętną, ale gdybyśmy przestali dostosowywać normy, któregoś dnia mogłoby się tak właśnie okazać.

Wiele mówi się o przyczynach, dla których jesteśmy coraz bardziej inteligentni (przynajmniej w pewnym sensie), ale wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobnym powodem jest wystawienie dzieci na nieprzerwany strumień informacji słownej i wizualnej. Mam 61 lat. Pamiętam, kiedy rodzice kupili swój pierwszy telewizor. Pamiętam, że w telewizji były trzy kanały i niewiele wartościowych programów, które byłyby dla mnie interesujące. Po szkole i w weekendy zwykle znikałem w kalifornijskich kanionach El Cajon, gdzie bawiliśmy się z kumplami. Niezliczone godziny upływały nam na wędrówkach, budowaniu kryjówek, strzelaniu z wiatrówki i tropieniu grzechotników. Moi najlepsi przyjaciele Joe, Tom, Mike i George byli dosyć rozmowni, ale konwersacja płynęła nam powoli, z względnie długimi przerwami, a lista tematów była w pewnym stopniu ograniczona.

Dziś jest inaczej. Dziś do mojego czteroletniego syna w ciągu dnia dociera więcej słów i obrazów, niż docierało do mnie w ciągu tygodnia.

Kiedy tak siedzę tu pisząc ten blog, w tle nadaje MSNBC News, kanał RSS przepływa przez mój ekran, a w sąsiednim pokoju słyszę jak grają Backyardigans. To przeciętny dom. Jeśli tylko ktoś jest w domu, włączony jest telewizor… a ja często w tym samym czasie czytam gazetę i zerkam na ekran laptopa.

Komputery. SMS-y. Facebook. iPpody. Żyjemy w erze technologicznej, z którą ludzkość nigdy dotąd się nie spotkała.

Z każdym słowem które do nas dociera, z każdym obrazem, stajemy się odrobinę inteligentniejsi. Wiemy więcej. Więcej widzieliśmy. Potrafimy myśleć nieco bardziej abstrakcyjnie. Współczesne dziecko zapytane o podobieństwo między psem a królikiem prawdopodobnie odpowiedziałoby, że oba są ssakami. Sto lat temu dziecko odparłoby, że psy zjadają króliki.

To prawda, że cały ten potok medialny może nie wyglądać na wyrafinowaną formę nauczania. Spora część tego co oglądamy to kulturalne dno. Ale jeszcze chwilka i po raz kolejny trzeba będzie dostosować testy inteligencji, żebyśmy nie wyszli na zbytnich spryciarzy. Kolejny raz.

Dosyć niezależnie od formalnych mierników inteligencji wzrasta również nasza wiedza społeczna. Pamiętam, jak w szóstej klasie doznałem szoku po zapoznaniu się z elementarną „życiową prawdą” dzięki moim kumplom. Dziś stacje nadawcze mają dylemat, czy w porządku jest puścić reklamy gejowskich randek „Man Crunch” w czasie przerwy meczu. Dzieci, jak to się mówi, dorastają dziś szybko. Wcześniej uczą się o wojnie, przemocy i seksualności.

Ale mądrość emocjonalna i społeczna to zupełnie inna sprawa. Wydaje się, że trudniej dziś ludziom okazywać innym szacunek i uprzejmość. Trudniej wydaje się zrozumieć innych. Trudniej poczuć więzi, być częścią większej grupy czy okazywać troskę. Nasi politycy przeszli na szorstką retorykę i utknęli w martwym punkcie. Nasza ekonomia wydaje się być rządzona wyłącznie chciwością i własnym interesem. Możemy być poruszeni przez trzęsienie ziemi na Haiti – więcej słów i niewiarygodnych obrazów – ale dawno już zapomnieliśmy o ofiarach tsunami w rejonie Oceanu Indyjskiego, gdzie w uboższych krajach do dziś ludzie zmagają się z jego skutkami. Nawet najostrożniejsze kroki w kierunku zapobiegania zmianom klimatycznym wywołują krzyki o nieuchronnym zaszkodzeniu własnym interesom. W tym samym czasie powodzie zabijają tysiące ludzi, będąc skutkiem podwyższonej wilgotności w atmosferze, wynikającej ze zwiększonego parowania, którego związku z naszym sposobem gospodarowania próbujemy nie dostrzegać. Nawet wskaźnik przestępstw na tle nienawiści wydaje się wzrastać zamiast maleć, a niektóre z cięższych problemów ze zdrowiem umysłowym stają się coraz bardziej poważne.

Być może jesteśmy sprytniejsi. Ale nasza inteligencja emocjonalna i społeczna wydaje się cofać. A co, jeśli te dwa silne trendy wynikają z jednej rzeczy: ze strumienia słów i obrazów, którym zalewa nas technologia we współczesnym świecie?

Włącz po prostu telewizję i obejrzyj kilka programów. Od czasu do czasu zadawaj sobie pytanie – o co chodzi ludziom w tej grze? Zastanów się, jaki cel kryje się za słowami i obrazami.

Oto, co widzę.

Ludzie grają o posiadanie racji, o atrakcyjny wygląd i o dobrą historię, którą mogą opowiedzieć innym. Ta gra odbywa się wewnątrz i na zewnątrz. Naszym politykom chodzi o to, kto ma rację, a zwłaszcza kto jej nie ma; czy to dziwne, że tę samą grę uprawiamy ze swoim partnerem? Żyjemy oglądając wciąż obrazki z atrakcyjnymi ludźmi. Czy szokuje fakt, że pochłaniają nas programy o przeróbkach urody, w których szepcze się nam, że my też możemy tak wyglądać, jeśli tylko Oprah da nam szansę? Siła i forma przekazu jest ważniejsza od jego zawartości. Cóż więc, jeśli Blago sprzedawał miejsca w Senacie: tworzy interesującą opowieść. I co z tego, że tanio się sprzedajemy, jeżeli możemy dzięki temu wytłumaczyć znajomym kto jest winny, jeśli tylko możemy usłyszeć ich aplauz i aprobatę. Możemy być nieszczęśliwi, to dopiero historia. Ach, jacy jesteśmy wyjątkowi.

Tego rodzaju trendy wyłaniają się z niestrawnej zupy symboli i obrazów. Posiadanie racji to wyznacznik naszych argumentów; atrakcyjny wygląd to wyznacznik naszej powierzchowności; dobra historia do opowiedzenia to coś, z czego żyją i na czym umierają twórcy tych obrazów. Ale czy ludzkość może rozwijać się wewnętrznie dzięki posiadaniu racji, wyglądaniu atrakcyjnie i opowiedzeniu ciekawej historyjki?

Zastanawiam się. Skoro wszyscy stajemy się coraz bardziej sprytni, a jednocześnie trudniej nam być zdrowym, kompletnym, skupionym i utrzymując więzi z innymi – zastanawiam się tylko: czy stawanie się coraz sprytniejszym wychodzi nam na dobre?

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót