Troska o wewnętrzne dziecko

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

W każdym z nas tkwi dziecko – te, którym kiedyś byliśmy. Ten teraźniejszy ból, który jest najtrudniejszy do niesienia, często towarzyszy nam od dawna – dotykając także to dziecko. A to, jak odnosimy się do tej części nas, jest dobrym wzorem tego, jak możemy poruszać się do przodu w życiu wraz z bólem doświadczanym jako dorośli.

Sedno terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) można sprowadzić do sześciu słów: akceptacja, defuzja, ja, teraz, wartości i działanie. Prawie każda książka o ACT przejdzie przez te 6 procesów.  Możemy też szybko dowiedzieć się, co one oznaczają, myśląc o wewnętrznym dziecku.

Wyobraź sobie siebie jako dziecko i przypomnij sobie też czas, kiedy po raz pierwszy doświadczyłeś lub doświadczyłaś cierpienia, z którym się zmagasz obecnie.

Akceptacja to przyjmowanie historii twego życia taką, jaka jest… mniej więcej jak przytulenie tego dziecka. Troskliwa część nas nie dałaby dziecku po tyłku za to, że czuje strach lub smutek, jednak tak chętnie robimy rzeczy równoważne temu wobec nas samych jako dorosłych.

Defuzja to wyjście z osądzającej wewnętrznej gadaniny… podobnie jak słuchanie dziecka, które opowiada o tym, jak zaczepiają go rówieśnicy w szkole. Instynktownie zdajemy sobie sprawę z tego, że prawdziwą kwestią nie jest logiczne zbicie treści tych zaczepek, a bardziej poradzenie sobie w ich obliczu, tymczasem jako dorośli żyjemy w samym środku takich wewnętrznych kłótni, walcząc z własnymi myślami o to, kto ma rację.

Transcendentna świadomość siebie samego lub samej koncentruje się na niezmiennej świadomości obecnej poza zmiennymi myślami lub emocjami… tak samo jak może nasz zadziwić iskra świadomości gdzieś za oczami dziecka biorącego dotąd wszystko do siebie. Wiedzielibyśmy, aby nie brać tych dziecięcych przekonań na swój temat na serio, jednak jako dorośli także tworzymy własne przekonania o sobie, które nadbudowują ogromne egoistyczne struktury – bronimy ich za wszelką cenę i w pewnym momencie zaczynają kontrolować nasze życie.

Kontakt z chwilą obecna to zdolność do elastycznego skierowania uwagi, spojrzenia na świat ze świeżością i otwartością. Część tego, co zbliża nas do dzieci, to ich zdolność do sprowadzenia nas do tu i teraz – widzimy w ich żywotności i zabawie trochę radości, którą można odnaleźć tu i tam. Ale już jako dorośli tak często odpływamy w świat przymusu i zaabsorbowania samym sobą.

Wartości i zaangażowane działanie to wzięcie w ręce wodzy życia i droga w takim kierunku, na jakim ci zależy… jak tworzenie odpowiedniej przestrzeni, w której to dziecko może się bawić i wzrastać, bezpieczne w wiedzy, że te wszystkie dorosłe rzeczy, o które należy zadbać, są zadbane – bez oczekiwania od wewnętrznego dziecka, aby przestało się bawić i natychmiast dorosło.

Pewna kobieta z jednego forum ACT zmagająca się z depresją napisała ostatnio o jej czasie spędzonym w schronisku dla bezdomnych dzieci. Samotna i opuszczona, opowiedziała historię, jak zmuszano ją do jedzenia rzeczy, o których sama zarządzająca tym schroniskiem wiedziała, że doprowadzą ją do choroby, a gdy zwymiotowała zamknięto ją za karę w szafie na pościel. Jej opowieść była tak smutna, ale była też pełna sądów nad tą małą dziewczynką.

Odpowiedziałem jej korzystając z jej postawy wobec siebie z przeszłości jako z przewodnika. Mimo że treść będzie się różnić między ludźmi, to pytania, które sobie zadawałem są – tak mi się wydaje – ogólnie użyteczne, więc powtórzę je tutaj. Poprosiłem ją, aby pomyślała nad stosunkiem do tej małej dziewczynki wewnątrz niej, a potem spytałem się:

“Czy pozbawiona akceptacji mówisz jej, aby przestała się bać lub nie była “słaba?”
Czy pozbawiona defuzji mówisz jej, żeby zamknęła się i udawała?
Czy pozbawiona transcendentnego poczucia siebie mówisz jej, że może być tak samo marna jak jej traktowanie?
Czy pozbawiona elastycznego kontaktu z chwilą obecną mówisz jej, że będziesz ją ignorować lub patrzeć się na nią jak na zepsutą zabawkę?
Czy pozbawiona wartości mówisz jej, aby dbała o bezpieczeństwo innych zamiast czegoś dokładnie odwrotnego?
Czy pozbawiona zaangażowanego działania mówisz jej, aby sama się za siebie wzięła, mimo że to ona jest tą, która potrzebuje pomocy?”

Kiedy działamy niezdrowo robimy krok z dala od dziecka wewnątrz nas. Gdy karmimy czarne kruki depresji – dziecko wewnątrz jest przerażone. Kiedy nasza wewnętrzna historyjka o odosobnieniu staje się coraz gęstsza – dziecko wewnątrz jest opuszczone. Kiedy gniew kieruje się do wewnątrz – te dziecko jest brane na cel.

Z perspektywy ACT jedynym sposobem na to, by ta część nas, która reprezentuje dziecko, była wysłuchana, szanowana, kochana, zadbana i by miała możliwość zabawy, jest by ta dorosła część nas wybrała żywotną ścieżkę pełną troski i wyrozumiałości wobec siebie samego – taką, która uznaje obecność bólu, jednak idzie wraz z nim w stronę życia, które warto przeżyć. Czasem trudno znaleźć przestrzeń do dbania o to samemu lub sama. Zawsze kiedy to nastąpi – oto alternatywa. Wyobraź siebie jako dziecko i czas, kiedy poczułeś lub poczułaś po raz pierwszy ból, który czujesz teraz.

Zrób to dla tego dziecka.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Jedna odpowiedź do “Troska o wewnętrzne dziecko”

  1. Radek napisał(a):

    Zaskakujące, ile można podpatrzyć u takiego np. czterolatka. A właściwie przypomnieć sobie, bo ta świeżość spojrzenia i otwartość, o której mowa w tekście jest przecież w nas cały czas, tyle, że zagłuszona, zacementowana wieloletnim „doświadczeniem” i myśleniem na skróty. Kiedy czasami wystarczy mi rozsądku, żeby w sytuacji konfliktowej przyhamować, spojrzeć jeszcze raz z dystansu i przyjąć na chwilę punkt widzenia dziecka, okazuje się, że zdroworozsądkowa „racja” niekoniecznie leży po stronie dorosłego. Co ciekawe, kiedy (w sporadycznych przypadkach) stać mnie nawet na szczere przeprosiny i przyznanie mu racji widzę, jak momentalnie wzrasta w nim szacunek do samego siebie, i co ciekawe, do mnie (chociaż przecież nie miałem racji). Dzięki przyjęciu na chwilę jego świeżego, „nietutejszego” jeszcze sposobu patrzenia pękają też czasem moje własne betonowe przekonania, które wrosły we mnie przez lata tak mocno, że na codzień w ogóle ich nie zauważam. I jeszcze jedno – kiedy obaj próbujemy w jakiejś sprawie postawić na swoim, to patrząc uważnie i w miarę obiektywnie dostrzegam nagle dwóch czterolatków, z których jeden jest po prostu większy i silniejszy, a drugi sfrustrowany, bo nie potrafi w emocjach wytłumaczyć temu większemu o co dokładnie chodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót