Co sprawia, że lęk staje się problemem?

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Spędzam całkiem sporo czasu zastanawiając się nad tym, co zmienia zwykły lęk i strach w miażdżący życie problem. Jeśli wsłuchasz się w media i w zachodnie odpowiedzi na to, co oznacza być zdrowym, to odpowiedź będzie jasna: że za dużo lęku to problem i że lęk sam w sobie jest potężną przeszkodą do pełnej żywotności. Wprawdzie wiem, że trudno określić, gdzie zaczyna się „za dużo”, ale ta idea jest tak zakorzeniona u nas, że zaczyna być uważana za sensowną.

Intensywny lęk i inne rodzaje ludzkiego bólu i niedogodności są uznawane jako dobre usprawiedliwienia tego czy tamtego – a zwłaszcza dla nierobienia tego czy tamtego. Spójrz sam lub sama. Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się powiedzieć coś w rodzaju „Nie mogę iść lub zrobić ______ [wstaw coś, co jest dla ciebie ważne lub co chciałbyś, chciałabyś robić] ponieważ będę mieć / czuć / myśleć _____ [wstaw myśl lub uczucie, którego nie lubisz myśleć lub czuć]”. Jak tylko zaczynamy tak funkcjonować, zaczynają się dziać dwie rzeczy zmieniające normalny, nieszkodliwy lęk w walkę.

Pierwsza rzecz to tendencja do układania historii na temat naszego doświadczenia w taki sposób, aby można było na ich podstawie konstruować usprawiedliwienia. Jeśli robimy to często, to te historyjki mogą być źródłem poważnego dyskomfortu, oddzielającego nas od tego, co żywotne i ważne. Może to dziać się na wiele sposobów. Przykładowo „Nie mogę latać samolotem, ponieważ mogłabym mieć napad lęku.” „Nie będę okazywać miłości wobec kogoś, na kim mi głęboko zależy, ponieważ aż para mi z uszu leci, tak jestem zła” albo „Nie wyjdę do kina czy na kolację ze znajomymi, ponieważ czuję się przybity, pusty i niegodny zainteresowania.”

Jak tylko coś takiego zacznie mieć regularnie miejsce, takie usprawiedliwiające historyjki spajają się z nami i zaczynają być naszym naturalnym sposobem funkcjonowania. I jeśli się im bliżej przyjrzysz, to zobaczysz, że aby robić to, co chcesz robić, będziesz najpierw musieć angażować się w walkę z dyskomfortem, który zdaje się oddzielać ciebie od zaangażowania w życie na zewnątrz twojego ciała. To z kolei może prowadzić do wielu działań mających na celu wykarczowanie go z teraźniejszości, a lista możliwych sposobów dążenia ku temu rozwija się jak dywan.

Jeśli będziesz bezkrytycznie regulować swój dyskomfort jak popadnie, to możesz trafić w miejsca w życiu, z którymi najchętniej nigdy byś nie miał lub nie miała nic wspólnego. Jeśli będziesz czuć wściekłość, to okaże się, że będziesz musiał lub musiała najpierw zacząć tym „zarządzać”, aby móc okazywać miłość, troskę i docenienie tym, na których ci zależy. Wskutek tego będziesz spędzać coraz więcej czasu w wewnętrznym zmaganiu, próbując tłamsić czy odrelaksowywać uczucia złości, wówczas okazje, aby okazać miłość (nawet w obecności tych wściekłych uczuć) będą mijać bezpowrotnie jedna po drugiej. Być może przyjdą inne… być może nie. Jeśli będziesz odczuwać lęk, będziesz musiał lub musiała najpierw się uspokoić, aby wykonywać pewne rzeczy. Tak samo z atakami paniki, zamartwianiem się, zdenerwowaniem i podobnymi. To jedne z wielu przykładów historyjek, które nauczyliśmy się opowiadać o nas, naszym życiu i doświadczeniu – wiele z nich łączy przyjemne myślenie i dobre czucie się z dobrym życiem, a niekomfortowe myśli i uczucia z nicnierobieniem i rezygnacją z życia do czasu, aż nie miną. To pułapka!

Myśli i uczucia są zmienne. Mają same z siebie tendencję do tego, aby pojawiać się i znikać. Cóż, wiem doskonalne, że gdybym czekał, aby czuć się „dobrze”, zanim zacząłbym czytać bajkę mojej sześcioletniej córce, to wtedy oboje czekalibyśmy bardzo bardzo długo (a ona nie usłyszałaby niczego przed zaśnięciem). Co gorsza spędzałbym mnóstwo czasu próbując trzymać moje myśli i uczucia pod butem, co jest zwyczajnie męczące. Wiem z pierwszej ręki, że czas i energia poświęcona staraniom, aby czuć się lepiej, jest czasem i energią poświęconym za oddalanie się od życia lepiej.

Nikt oczywiście nie prosi o nieprzyjemne myśli i uczucia, które nasz umysł i ciało wystrzeliwują w naszym kierunku raz na jakiś czas. Lęk zdarza się. To nie jest wybór. Mamy za to możliwość wyboru w tym, jak zareagujemy na to, co pojawia się między naszymi uszami i pod skórą. To kluczowy moment tego tekstu.

Istnieje pełno badań pokazujących, że intensywny lęk i strach nie prowadzą niezmiennie ku zaprzepaszczonemu życiu. Ty i ja jesteśmy tak okablowani, aby mieć w swoim menu możliwość doświadczania intensywnych emocji – dobrych, złych, a czasem też brzydkich. Łatwo jest także zacząć myśleć, że jesteśmy sami na tej ścieżce przez emocjonalny ból. Jednak miliony ludzi na całym świecie (od zarania dziejów) doświadczało i wciąż doświadcza ciężkiego bólu i emocjonalnych trudności dzień w dzień. Jednakże z jakiegoś powodu wielu z tych ludzi udaje się znaleźć sposób na to, by prowadzić dobre życie razem z tymi niewygodami i z bardzo bolesną przeszłością. Robią to bez siłowania się z nimi, bez tonięcia pod ich ciężarem i bez wyrzekania się bólu życia. Nie dają tylko przyzwolenia, aby te utrudnienia powtarzane ochryple przez pamiętliwy umysł i uporczywe ciało stanęły między nimi i tym, co chcą robić.

Zastanawiałem się, jaki jest sekret tych ludzi, co pozwala im tak funkcjonować. Myślę, że sekret mnicha brzmi tak: nie rzucają się na przynętę – na haczyk zarzucany przez umysł, który kusi „rozwiąż swój ból, zmagaj się z nim, zarządzaj nim, kontroluj go, a wówczas będziesz żyć szczęśliwie i w lepszy sposób.” Zamiast tego nauczyli się stąpać lekko w obecności tych myśli oraz skupiać się na podróży razem z nieprzyjemnymi wrażeniami w takim kierunku, na jakim im zależy (np. „Mogę latać samolotem razem z moim pełnym lęku umysłem i ciałem” jeśli okażę gotowość oraz wybiorę właśnie to). I zauważają, że ich umysł będzie dalej robił to, co robią wszystkie umysły – płynąć nieskończoną rzeką myśli w postaci historii na swój temat, ocen, sądów, myśli na temat myśli, myśli łączących ból z działaniem lub jego brakiem i tak dalej. To ten sekret. Zauważają ten cały proces bez tonięcia w tym.

Potężnym sposobem na przerwanie kulturowego programowania oraz tańczenia do melodii naszych zdartych płyt w głowie jest ćwiczenie się w samym zauważaniu, jak wygląda nasze życie emocjonalne takie, jakim rzeczywiście jest, w przeciwieństwie do tego, co na ten temat mówi nasz umysł i nasze stare programowanie – opisując je jako złe, okropne, straszliwe, nieakceptowalne, groźne. To jest coś, czego wszyscy możemy się nauczyć – wiele artykułów na Zacznij Żyć poświęconych jest właśnie temu.

Już w tej chwili możesz zacząć ćwiczyć się w rozpoznawaniu starych historyjek, a wcześniej spytać się: „czy jeśli będę robić to, co zawsze robiłem lub robiłam, to czy wciąż będę dostawać to, co zawsze dostawałem lub dostawałam?” Jeśli odpowiedź jest twierdząca (spójrz tu na swoje doświadczenie, a nie na umysł, ponieważ ten będzie ci mówił, że może, być może właśnie teraz lub już niedługo, to samo doprowadzi do zupełnie nowych rezultatów i wreszcie ostatecznie poradzisz sobie ze wszystkimi niewygodami na dobre), to być może nadszedł najwyższy czas na to, aby zrobić coś innego niż to, co robiłeś lub robiłaś dotychczas. Bardzo prawdopodobne, że zastopowanie na chwilkę i samo zauważanie twoich myśli i reakcji na nie będzie już czymś nowym. To dobry początek podróży ze świata lęku w stronę życia bogatszego w… życie.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót