Złudzenie osobowości

Przetłumaczyła Joanna Dudek

Wielokrotnie w Starym Testamencie słowa „jestem” były używane przez Boga jako implikacja Jego istnienia. Na najbardziej podstawowym poziomie moglibyśmy użyć tych słów dokładnie w tym samym znaczeniu: „istnieję”. W dzisiejszych czasach jednak używamy słowa „jestem” w odmienny sposób. Najczęściej stosujemy to słowo na początku zdania, które ma określać kim naprawdę jesteśmy lub opisywać naszą osobowość: „jestem dobry, jestem pomocna, jestem bezradny, jestem bojaźliwa, jestem pewny siebie, jestem dobrym mówcą, jestem szczera, jestem skromna, jestem kreatywny, jestem nudna, jestem  kujonem, jestem pozytywna, jestem mądra, jestem głupi, nie jestem dość dobry”.

Jednak jak bardzo powinniśmy wierzyć w to, że mamy ustaloną osobowość? Jeśli wierzysz, że jesteś osobą szczerą, założę się że możesz przypomnieć sobie setki momentów, w których skłamałeś. Jeśli wierzysz że jesteś życzliwa, założę się, że możesz sobie przypomnieć przypadki, w których byłaś nieżyczliwa. Jeśli wierzysz, że jesteś ciężko pracującą osobą, to założę się, że możesz przypomnieć sobie wiele momentów, w których byłeś leniwy. Co to mówi o cechach osobowości, które powinny być stabilne w czasie i w różnych zmiennych kontekstach? Chcę tutaj pokazać, że patrzymy na te opisujące nas stwierdzenia tak, jakby były prawdą, jakby były realną częścią nas samych, która trafnie definiuje kim jesteśmy. Widząc nasze cechy jako niezmienne cechy nas samych, nie pozwalamy sobie na wybór własnych działań i zamiast tego działamy w określony, ustalony sposób, bo tak zostaliśmy zaprogramowani.

Te stwierdzenia  zaczynające się od „jestem” są tak dla nas ważne, bo lubimy wkładać siebie i innych w małe pudełeczka, jako że dzięki temu świat staje się bardziej spójnym i uporządkowanym miejscem. Ale według mnie te stwierdzenia to tylko opowieści, które gromadzimy w miarę upływu czasu. Niektóre są pomocne, inne nie. Niektóre będą odzwierciedlać nasze doświadczenia życiowe, a niektóre nie. Co ważne, twierdzę, że zamiast patrzenia na te historie przez pryzmat tego, na ile wydają się nam prawdziwe, powinniśmy zadać sobie pytanie, na ile są nam pomocne w przybliżaniu się ku temu, co dla nas naprawdę ważne. Innymi słowy, powinniśmy dążyć do przyjęcia takie perspektywy, z której możemy wybrać czy traktować te opowieści poważnie lub brać je z przymrużeniem oka. Steven Hayes (jeden z twórców ACT) powiedział kiedyś, że „zabijamy siebie każdego dnia”. Mówiąc to nie miał na myśli fizycznego popełnienia samobójstwa – miał na myśli to, byś traktował opowieści na własny temat lekko i z dystansem tak, by nie mogły cię już dłużej więzić.

Pozwól, że się trochę w to zagłębię. Kiedy słyszę ludzi opisujących kim są, widzę ludzi wierzących w opowieści o nich samych. To nie zawsze jest problem, jako że niektóre historie pomagają nam dobrze funkcjonować. Jeśli mamy przekonanie „jestem życzliwy”, wtedy jest prawdopodobne, że będziemy życzliwi, kiedy nadarzy się taka możliwość. Będziemy żyć zgodnie z naszą opowieścią. Problem z tymi historiami jest taki, że często nie pomagają nam funkcjonować. Co powiesz o następujących stwierdzeniach: „nie jestem osobą pewną siebie”, „jestem egoistyczna”, „mam osobowość depresyjną”,  „mam niską samoocenę”, „nie jestem dobry na rozmowach o pracę”, „nie mam w genach upodobania do ćwiczeń”. Czy te historie pozwalają nam żyć życiem mającym znaczenie czy też stają nam na drodze? Czy zaczynamy żyć również tymi opowieściami? Czy zaczynamy je traktować jako wymówkę dla naszych działań? Czy stają się one naszym więzieniem?

Jeden z moich studentów powiedział mi, że nie może chodzić na zajęcia, bo ma osobowość „depresyjną”. Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie może pływać w basenie, bo ma „niską samoocenę”. Znałem kogoś, kto odrzucił propozycję rozmowy o pracę, bo nie był „dobry w prowadzeniu takich rozmów”. Widziałem rodzica porzucającego dziecko, bo nie był wystarczająco „odpowiedzialny”, by być rodzicem.  Czy widzisz jak te opowieści o nas samych mogą zacząć wpływać na decyzje jakie podejmujemy?

Każde zachowanie pojawia się w specyficznym kontekście. Tylko dlatego, że czułeś się czasem przygnębiony w życiu, nie znaczy że masz taką osobowość depresyjną, która jest i pozostanie niezmienna wraz z upływem czasu. Tylko dlatego, że zachowywałeś się nieodpowiedzialnie, nie czyni cię to nieodpowiedzialnym na zawsze. Tylko dlatego że miałaś szalony czas w swoim życiu, nie czyni Cię szaloną. Twoje zachowanie nie jest zarządzane przez ustalone wewnętrzne charakterystyki, ale przez okoliczności, przez zmienny kontekst w którym funkcjonujesz (lub funkcjonowałeś czy funkcjonowałaś). Przyjmując tę perspektywę, możemy wybierać jak się zachować w poszczególnych sytuacjach, bazując na tym, co jest dla nas ważne, bardziej niż na podstawie opowieści, które wyprodukował nasz umysł. Następnym razem, kiedy będziesz w pubie i zobaczysz kogoś atrakcyjnego po drugiej stronie sali, masz dwie ścieżki do wyboru. Po pierwsze możesz wierzyć w opowieść, że nie jesteś „towarzyską” osobą lub że bycie towarzyskim nie jest częścią twojej osobowości. To oznacza, że najprawdopodobniej nie zagadasz do tej nieznajomej osoby i nie będziesz mieć szansy nawiązać z nią relacji. Lub możesz spojrzeć na własną opowieść jak na to, czym właściwie jest (produktem umysłu, zestawem słów) i podejść do tej osoby mimo własnej opowieści. Nie obiecuję, że to zadziała od razu, jednak jeśli nie spróbujesz…

Wyobraź sobie tę wolność, kiedy możesz zadecydować, czy opowieść o samym sobie będzie ci dyktowała jak żyć. Może Bóg ze Starego Testamentu nie bez powodu używał słowa „jestem” do opisania swojej egzystencji. Może zamiast podążania za opowieściami o samych sobie i z mnóstwem niepomocnego potoku słów, moglibyśmy po prostu użyć słowa „jestem” do opisu swojego istnienia. Może „istnieję” wystarczy…

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót