Coś więcej niż McUważność

Przetłumaczył Radosław Cech

Ostatnio medytacja uważnej świadomości (mindfulness) stała się nagle częścią głównego nurtu, pojawiając się w szkołach, korporacjach, więzieniach i instytucjach rządowych (z amerykańską armią włącznie). Miliony ludzi doświadczają namacalnych korzyści z praktyki uważnej świadomości: mniejszego stresu, lepszej koncentracji, być może również trochę większej empatii. Bez dwóch zdań jest to ważny krok naprzód, z którego należy się cieszyć, jednak jest i druga strona medalu.

Rewolucja uważnej świadomości wydaje się oferować uniwersalne panaceum na prawie wszystkie bolączki dnia codziennego. Do ostatnio wydanych książek możemy zaliczyć: Uważne Wychowanie, Uważne Jedzenie, Uważne nauczanie, Uważną politykę, Uważną Terapię, Uważne Przywództwo, Uważny Naród, Uważną Rekonwalescencję, Potęgę Uważnego Uczenia Się, Uważny Mózg, Uważną Drogę Poprzez Depresję i Uważną Drogę Do Samoakceptacji. Niemal codziennie media podają wyniki badań naukowych, stwierdzających liczne korzyści zdrowotne wynikające z medytacji uważnej świadomości i w jaki sposób ta prosta praktyka może wpływać na neurologiczne zmiany w mózgu.

Kwitnąca popularność uważnej świadomości zamieniła ją również w dochodowy przemysł chałupniczy. Bystrzy konsultanci biznesowi wciskając trening uważnej świadomości obiecują, że poprawi on wydajność pracy, zredukuje nieobecności pracowników i ulepszy ich tzw. „umiejętności miękkie” (czyli radzenie sobie na płaszczyźnie osobistej i interpersonalnej), które mają kluczowe znaczenie dla sukcesu zawodowego. Niektórzy zapewniają nawet, że trening uważnej świadomości może zadziałać jak „innowacja”, reformując nawet najbardziej dysfunkcyjne firmy w przyjazne, bardziej wyrozumiałe i znośne organizacje. Jak dotąd nie opublikowano jednak żadnych badań, które by tę tezę potwierdzały.

W swoich staraniach o wyrobienie dobrej marki, zwolennicy uważnej świadomości przedstawiają swój program jako „zainspirowany buddyzmem”. Jest w tym pewnego rodzaju moda i styl – mówienie początkującym, że uważna świadomość wywodzi się z buddyzmu – tradycji znanej z pradawnych i wypróbowanych technik medytacyjnych. Często jednak ci sami konsultanci zapewniają jednocześnie firmowych sponsorów, że w przypadku świadomej uważności, którą promują, wszelka przynależność i powiązania z buddyzmem zostały odrzucone.

Odłączenie uważnej świadomości z jej etycznego i religijnego kontekstu buddyzmu jest zrozumiałe jako korzystny ruch, aby tego rodzaju trening wdrożyć jako produkt rynkowy. Ale pośpiech związany z zeświecczeniem i utowarowieniem uważnej świadomości jako techniki, którą mozna sprzedawać może prowadzić do niefortunnego zniekształcenia tej wiekowej praktyki, której cel znacznie wykraczał poza zapobieganie bólowi głowy, redukowanie ciśnienie krwi czy pomaganie kierownikom w byciu bardziej skoncentrowanymi i produktywnymi.

Podczas gdy okrojona, zeświecczona technika – którą niektórzy krytycy przezywają „McUważność” – może być lepiej strawna dla świata korporacji, pozbawianie uważnej świadomości jej oryginalnego kontekstu , w którym pełniła rolę uwalniającą i transformującą, jak również pozbycie się jej fundamentu etycznego i społecznego można porównać do podpisania cyrografu. Zamiast poprzez uważną świadomość prowadzić jednostki i organizacje ku ocknięciu się z niezdrowej zachłanności, złej woli i ze złudzeń, zwykle przerabia się ją w banalną, terapeutyczną, samopomocową technikę, która w rzeczywistości może wzmacniać te zapędy.

Większość naukowych i popularnonaukowych opisów krążących w mediach przedstawia uważną świadomość w kontekście redukcji stresu i poprawy koncentracji. Te korzyści (na poziomie ludzkiej wydajności) przedstawiane są jako nieodłączne od uważnej świadomości i jako jej główna zaleta dla współczesnych korporacji. Ale uważna świadomość – jako rozumiana i praktykowana w buddyjskiej tradycji – nie jest jedynie etycznie obojętną techniką redukowania stresu i polepszania koncentracji. Jest raczej szczególnym rodzajem uwagi, zależnym i pozostajacym pod wpływem wielu innych czynników: natury naszych myśli, mowy i działań, sposobu utrzymywania się i naszych starań, aby unikać szkodliwych i niezręcznych zachowań oraz rozwijać te, które sprzyjają działaniom mądrym, społecznej harmonii i współczuciu.

Dlatego własnie buddyści odróżniają Właściwą Uważną Świadomość (samma sati) od Wypaczonej Uważnej Świadomości (miccha sati). Różnica nie polega na moralizowaniu, jest to raczej kwestia tego, czy jakość naszej świadomości charakteryzuje się zdrowymi pobudkami i pozytywnymi wartościami mentalnymi, które prowadzą do rozwoju i optymalnej kondycji swojej oraz innych ludzi.

Według Kanonu Palijskiego (najstarszych zapisanych nauk buddyjskich) nawet osoba popełniająca ohydną zbrodnię z premedytacją może używać uważnej świadomości – w jej wypaczonym wydaniu. Jasne jest, że uwaga i silna koncentracja terrorysty, zabójcy z ukrycia czy kryminalisty w garniturze nie są tym samym rodzajem uważnej świadomości co ten rozwijany przez Dalai Lamę i innych adeptów buddyzmu. Właściwa Uważna Świadomość kierowana jest pobudkami i motywacją związaną z powściągliwością, zdrowym stanem umysłu i etycznym zachowaniem – celami obejmującymi i jednocześnie przekraczającymi zwykłą redukcję stresu czy polepszenie koncentracji.

Innym, dosyć powszechnym błędnym przekonaniem jest to, że medytacja uważnej świadomości jest naszą sprawą wewnetrzną, prywatną. Sprzedaje się ją często jako metodę osobistej samorealizacji, wytchnienie od prób i udręk, jakim poddaje nas mordercze życie w korporacji. Takie zindywidualizowane i skierowane na klienta podejście może być efektywne w kontekście samozachowawczości i osobistego rozwoju, ale zasadniczo nie wpływa w żaden sposób na przyczyny grupowych i organizacyjnych bolączek.

Kiedy praktyka świadomej uważności zostaje w ten sposób zaszufladkowana, zanikają wzajemne związki pomiędzy osobistymi pobudkami. Następuje rozłączenie osobistej, jednostkowej przemiany od przemiany społecznej i organizacyjnej, uwzględniającej przyczyny i uwarunkowania cierpienia w szerszym, środowiskowym aspekcie. Takie „zawładnięcie” uważnej świadomości prowadzi do jej instrumentalnego traktowania, przeorientowując praktykę na zaspokojenie potrzeb rynku, zamiast kierować ją w stronę krytycznej refleksji nad naszym zbiorowym cierpieniem (czy też społecznym „dukkha”).

Budda podkreślał, że jego nauki koncentrują się wokół zrozumienia i zakończenia dukkha („cierpienia”, w szeroko pojętym sensie). Co więc z tak pojmowanym cierpieniem spowodowanym przez sposób, w jaki działają poszczególne instytucje?

Wielu zwolenników korporacji wysuwa argument, że właściwa przemiana zaczyna się od jednostki: kiedy pojedynczy umysł staje się bardziej skoncentrowany i spokojny, przemiana społeczna i organizacyjna następuje samoczynnie, w sposób naturalny. Kłopot w tym, że współcześnie trzy szkodliwe rodzaje pobudek uwypuklone w buddyzmie, tj. zachłanność, zła wola i złudzenia nie są ograniczone jedynie do pojedynczych umysłów, ale zostały zinstytucjonalizowane i działają na poziomie przekraczającym osobistą kontrolę.

Do chwili obecnej ruch promujący uważną świadomość unikał wszelkich poważniejszych przemyśleń na temat przyczyny stresu rozpowszechniającego się we współczesnych instytucjach biznesowych. Zamiast tego korporacje próbują się „przewieźć” na uważnej świadomości, bo w sposób wygodny przenosi ciężar odpowiedzialności na pojedynczych pracowników: stres został ograniczony do rangi osobistego problemu, a uważna świadomość ma być tym właściwym lekarstwem, które pomoże pracownikom pracować wydajniej i spokojniej w szkodliwym środowisku. Przybrana w płaszczyk troski i człowieczeństwa uważna świadomość została przekształcona w wentyl bezpieczeństwa, jako sposób na odreagowanie – w technikę radzenia sobie i przystosowania się do stresu i trudności korporacyjnego życia.

W rezultacie powstała rozdrobniona i wysoce sprywatyzowana wersja praktyki uważnej świadomości, którą można łatwo dokoptować i ograniczyć do czegoś, co Jeremy Carrette i Richard King w książce „Duchowość na sprzedaż: ciche przejęcie władzy przez religię” opisują jako orientację „akomodacjonistyczną”. Trening uważnej świadomości zyskał szeroki poklask, bo zawiera modne metody tłumienia pracowniczych niepokojów, promując ciche przyzwolenie na to, co jest, jest też wykorzystywany jako narzędzie utrzymywania uwagi na celach instytucyjnych.

Pod wieloma względami korporacyjny trening uważnej świadomości – wraz z obietnicą, że spokojniejsi, odstresowani ludzie będą bardziej wydajni – przypomina obecnie zdyskredytowany ruch szkoły human relations oraz ruchy promujące trening wrażliwości, popularne w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Programy te krytykowano za manipulację przy pomocy technik poradniczych, jak np. „aktywne słuchanie”, wdrażanych jako sposób uspokajania pracowników poprzez wywoływanie wrażenia, że ich skargi są wysłuchiwane, podczas gdy warunki pracy pozostawały bez zmian. Metody te nazywano „krowią psychologią”, ze względu na to, że zadowolone i uległe krowy dają więcej mleka.

Mnich Bodhi, szczery zachodni buddysta, ostrzegł: „bez ostrej krytyki społecznej praktyki buddyjskie mogą zostać łatwo wykorzystane do usprawiedliwienia i ustatecznienia obecnej sytuacji, wzmacniając konsumencki kapitalizm”. Niestety, bardziej etyczny i odpowiedzialny społecznie aspekt uważnej świadomości jest obecnie postrzegany prze wielu praktykujących jako problem nieistotny lub jako niepotrzebne upolitycznienie czyjejś własnej drogi osobistej przemiany.

Można mieć nadzieję, że ruch uważnej świadomości nie pójdzie w ślady większości korporacyjnych trendów – niepohamowany entuzjazm, bezkrytyczna akceptacja obecnej sytuacji, na końcu zaś rozczarowanie. Aby stać się prawdziwie pozytywną siłą dla osobistej i społecznej przemiany, musi on odzyskać etyczny fundament i dążyć do bardziej wzniosłych celów, które uwzględniają dobro wszystkich istot żywych.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót