Zaznacz stronę
Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Minimalizm daje się powolutku zdobywać na popularności, a w miarę tego tym popularniejsze staje się jego krytykowanie.

Zastrzeżenia ma prawie każdy, kto nie uważa się za minimalistę czy minimalistkę. Za częścią powodów stoi sam fakt, że to modne, a ludzie mają tendencję do atakowania wszystkiego, co akurat znajdziemy na afiszach. Wydaje mi się jednak, że większym powodem jest to, że ludzie czują się zagrożeni, kiedy mają poczucie, że ich styl życia jest pod obstrzałem. A tym właśnie jest centralna idea minimalizmu – krytyką zachodniego stylu życia.

W minimalizmie nie chodzi o bycie cool czy hipsterem (choć niektórym może się tak wydawać). Chodzi w nim o to, aby ponownie przemyśleć swoje życie. To głos sprzeciwu wobec mody na nadmierną konsumpcję i traktowaniu jej jako podstawowej miary naszego życia. To krytyka dzisiejszego statusu quo posiadania zbyt wiele, bezmyślnych zakupów gadżetów, wielkich aut, ubrań i luksusowych artykułów.

Taka krytyka zagraża światopoglądom wielu osób i wywołuje u nich reakcje obronne. Weźmy jeden z przykładów (a jest ich wiele): „Nie jestem minimalistą, kupuję po prostu to, co mi pasuje.” Brzmi dobrze, ale jeśli minimalizm pyta „Czy to naprawdę potrzebne?”, to o co pyta taki człowiek? Cóż, każdy może uznać wszystko za pasujące – nowe BMW pasuje mi bardzo dobrze, prawda? Takie podejście to zwyczajne utrzymywanie statusu quo.

I to tylko jeden przykład z wielu. Podobnie kiedy mówię ludziom, że jestem weganinem – z miejsca bronią powodów, dla których jedzą mięso. W sumie myślę, że to dobra rzecz – przynajmniej myślą o tym, często po raz pierwszy w życiu.

Tak szczerze mówiąc nie mam nic przeciw krytyce mojego podejścia. Wręcz przeciwnie, witam ją z szeroko otwartymi ramionami. Uśmiecham się za każdym razem, kiedy ktoś rozpoczyna swoją argumentację. Minimalizm nie jest dla mnie pustym szpanem, a zwyczajnie zaproszeniem do (długo spóźnionej) dyskusji. I coś takiego działa: ludzie mówią o tym, z obu stron rodzą się argumenty, świetna rzecz. Krytyków pytam tylko o rozważenie jednej kwestii: czy bronią za wszelką cenę swej pozycji, czy może ich krytyka płynie z uczciwego punktu widzenia za pomocą racjonalnych wątpliwości.