Bajka o antydepresantach

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

UWAGA. Jeśli obecnie zażywasz antydepresanty, nie rezygnuj z nich raz dwa na własną rękę. Jeśli byłeś lub byłaś na nich przez długi czas, to bardzo prawdopodobne, że rozwinęło się u ciebie psychiczne i fizyczne uzależnienie. Zamiast tego przedyskutuj możliwe opcje z twoim psychiatrą. Czytając dalej jednocześnie akceptujesz, że przeczytałeś lub przeczytałaś to ostrzeżenie.

Bajki to krótkie, fikcyjne historyjki. Innymi słowy – bajki są wymyślone. Ten wpis zatytułowany jest „Bajka o antydepresantach”, ponieważ wiele z tego, co „wiesz” o „antydepresantach”, jest wymyślone. Jeśli wydaje ci się, że niski poziom serotoniny wywołuje depresję – jesteś w błędzie. Jeśli myślisz, że antydepresanty leczą depresję – jesteś w błędzie. I jeśli sądzisz, że antydepresanty na dłuższą metę nie wywołują żadnych szkód – jesteś w błędzie. Zatem uciesz mnie i pozwól mi przez 10 następnych minut opowiedzieć ci historyjkę. Niestety, nie będzie  to fikcja – ta historia będzie prawdziwa.

Od patologii do psychopatologii

Na początku XX wieku medycyna dokonała istotnego postępu. Ściśle mówiąc udało się określić konkretne biologiczne anomalie będące podstawą popularnych chorób. Przykładowo, po odkryciu, że cukrzyca [oryginalna łacińska i angielska nazwa diabetes pochodzi od nadprodukcji moczu – przyp. tłum.] jest spowodowana przez wysoki poziom cukru. Jak tylko wiadomo było, o co chodzi na poziomie biologii, powstało lekarstwo oddziałujące na ten system – insulina obniżająca poziom cukru we krwi. W tym czasie badacze rozwinęli paletę antybiotyków (np. penicylinę), które wycelowano w konkretne biologiczne systemy, lecząc między innymi szkarlatynę, błonicę oraz zapalenie płuc. Póki co wszystko jest dobrze – lekarze mają wyniki sugerujące, jakie drobnoustroje powoduję jakie choroby, a potem rozwijają metody leczenia, aby te drobnoustroje niszczyć.

Następnie wydarzyło się coś zabawnego. Lekarze zauważyli podczas rozwijania tych nowych sposobów leczenia chorób medycznych, że niektóre medykamenty mają interesujące efekty uboczne. Najbardziej zainteresowano się rozwojem Isoniazidu i Iproniazidu. Zaprojektowano je i z sukcesem wykorzystano w leczeniu gruźlicy. Dostrzegli szybko, że po zażyciu pacjenci wydawali się „naenergetyzowani”, a niektórzy z nich, wcześniej przykuci do łóżka, wręcz „tańczyli na korytarzach”.

To skłoniło niektórych doktorów, aby uznać, że te lekarstwa mogą być użyteczne w niwelowaniu objawów zaburzeń psychiatrycznych. W latach 50. XX w. wprowadzono do świata psychiatrii antydepresanty, nie z obietnicą wyleczenia z depresji, ale mając na celu uczynienie jej efektów mniej dolegliwymi. Mimo tego, bez żadnych podstaw do uznania takich środków za długoterminowe rozwiązanie, nie upłynęło wiele czasu zanim antydepresanty zaczęły być reklamowane jako małe magiczne pigułki, które ściszą naszą smutną melodię w głowach (Zobacz „The Antidepressant Era” Davida Healy, by dowiedzieć się więcej na temat tego, jak to się stało.)

Pozwól, że wyłożę to jeszcze raz. Przy medycznych chorobach zaprojektowano lekarstwa, bazując na danych naukowych odnośnie tego, co było tej choroby przyczyną. Przykładowo, wymyślono Isoniazid, aby eliminować drobnoustroje związane z gruźlicą. Jednakże przy zaburzeniach spod znaku depresji mieliśmy lek podany na długo przed tym, jak ktokolwiek miał jakiekolwiek pojęcie na temat tego, co było jej przyczyną. Oczywiście ludzie szybko zaczęli o tę przyczynę pytać, ale odpowiedź nie jest prosta. Co było psychiatrom wiadome, to że antydepresanty miały tendencję do podnoszenia ilości serotoniny w biologicznym obiegu. Zatem odwracając to doszli do wniosku, że niski poziom serotoniny jest powodem depresji. Był to gwizdek do startu dla 50 lat rozwoju wielomiliardowego antydepresyjnego przemysłu.

Serotoninergiczna teoria depresji

Wskutek takich konkluzji innym popularnym terminem opisującym antydepresanty jest selektywny inhibitor zwrotnego wychwytu serotoniny (Selective Serotonin Reuptake Inhibitor; SSRI). Dla zainteresowanych nauką – SSRI działają przez blokowanie wychwytu zwrotnego serotoniny na błonie presynaptycznej neuronu, zwiększając przez to ilość tego neuroprzekaźnika w przestrzeni międzysynaptycznej, który z kolei aktywuje receptor umieszczony na błonie postsynaptycznej. SSRI zwiększają zatem ilość serotoniny w obiegu naszego organizmu!

Tutaj zaczyna być naprawdę ciekawie. Biorąc pod uwagę stan na 2012, nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, że ludzie cierpiący na depresję mają niski poziom serotoniny. Przeczytaj to jeszcze raz. Przez pół wieku karmiliśmy ludzi lekarstwami zaprojektowanymi, aby podnosić niski poziom serotoniny, w celu leczenia depresji, a mimo tego ludzie w depresji nie mają niskiego poziomu serotoniny. I nie bierz mojego słowa za pewnik. Czołowi psychiatrzy świata odrzucali serotoninową teorię depresji przy wielu okazjach na przestrzeni ostatnich 20-30 lat (rzuć okiem na końcówkę tego wpisu). Zastanawiam się, ilu moich znajomych wie o tym. Właściwie to zastanawiam się, ilu lekarzy, którzy przepisują antydepresanty ludziom w depresji wie, że SSRI celują w układ biologiczny, który niczym w danym problemie nie przeszkadza.

Ponadto antydepresanty to nie cukrowe tabletki bez skutków ubocznych. Antydepresanty wprawdzie windują ilość serotoniny w ciele, ale problem w tym, że jak tylko nasze ciało zda sobie sprawę z tego, że jest jej aż tyle, to samo ogranicza aktywność układu serotoninergicznego, próbując wrócić z jej ilością do harmonii – mózg wysyła sygnały każące zmniejszyć jej produkcję. Naukowcy odkryli, że w na przestrzeni czasu owe zmiany zachodzące w ciele są bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, do odwrócenia. Innymi słowy antydepresanty mogą powodować odchylenia od normy przy normalnym biologicznym funkcjonowaniu!

Wyniki badań

Podejrzewam, że w świetle tej wiedzy kilka rzeczy przestaje już zadziwiać.

Po pierwsze, jeśli antydepresanty leczyłyby depresję, to wówczas oczekiwalibyśmy zmniejszenia się ilości osób upośledzonych psychicznie przez to zaburzenie od czasu wprowadzenia Prozacu w 1987. I mimo tego, między 1987 i 2004 ilość osób z taką diagnozą zwiększyła się w USA z 3,3 do 5,7 miliona – co daje 410 nowych osób każdego dnia.

Po drugie, jeśli antydepresanty leczyły depresję, to oczekiwalibyśmy, że ludzie biorący je radziliby sobie znacząco lepiej niż ci przyjmujący cukierki placebo. Badania pokazują coś innego. Mimo że krótkoterminowe zażywanie antydepresantów zdaje się powodować niewiele szkód lub zysków w porównaniu z placebo (choć można doświadczyć fizycznego uzależnienia w ciągu 2 do 4 tygodni), długoterminowe efekty zażywania antydepresantów mogą już być szkodliwe. Jak na ironię, ta sama pigułka, która daje nam nadzieję na lepsze życie może równie dobrze ograniczać to, jak żyjemy! Jednym z głównych przykładów czegoś takiego są ponownie przeanalizowane dane z niesławnego badania STAR D. Jego wyniki pokazały, że uczestnicy biorący antydepresanty mieli współczynnik remisji (wyleczenia) w wysokości 2,7%, co jest wiele gorszym wynikiem niż u osób, którzy doświadczają naturalnego, niemedykalizowanego przebiegu depresji. Inne badania pokazują, że ludzie biorący antydepresanty:

 


Rozwiejmy więc tę bajkę tu i teraz:

  1. Serotonina nie ma nic wspólnego z depresją.
  2. Antydepresanty nie leczą depresji.
  3. Nie wiemy tak naprawdę, co antydepresanty nam robią, ale wczesne oznaki sugerują, że mogą nieodwracalnie zmieniać naszą równowagę biologiczną.
  4. Długotrwałe efekty antydepresantów mogą być szkodliwe.

 

Sprzedaje nam się historyjkę, że naukowcy spędzili wiele lat rozwijając tę małą magiczną pigułkę na szczęście. I ufamy im, ponieważ nie mamy czasu uczyć się wszystkich tych skomplikowanych rzeczy. A zaufani medyczni profesjonaliści, którzy też nie mają czasu przejrzeć tego wszystkiego, zazwyczaj potwierdzają taki stan rzeczy na konferencjach i lunchach opłacanych przez przedsiębiorstwa psychofarmaceutyczne. Jednakże rzeczywiste dowody na użyteczność antydepresantów nie stanowią podparcia dla pewności, którą my, jako społeczeństwo, pokładamy w tych tabletkach. Wierzymy, że SSRI celują w depresję w takim samym stopniu, jak penicylina celuje w infekcję. Interesującą właściwością na temat penicyliny jest jednak to, że jak tylko infekcja zniknie, to leczenie kończy się. Tymczasem ludzie biorący antydepresanty często zażywają je do końca życia.

Wszyscy wiemy, dlaczego tak łatwo polegać nam na antydepresantach – każdy chce być szczęśliwy, a łykanie pigułki jest łatwiejsze niż wizyta u terapeuty i praca nad sobą! Niestety wskutek grania w grę o radość lub raczej jako rezultat wiary w bajkę o antydepresantach jest bardzo możliwe, że ludzie z nich korzystający skończą w wiele gorszym stanie, niż kiedy by ich zupełnie nie brali, patrząc tylko jak mija czas. Myślę, że najwyższy czas, aby ludzie mieli dostęp do tych informacji, zanim podejmą decyzję czy brać antydepresanty czy nie.

Dodatek 1: Daleko mi do bycia ekspertem w tej kwestii. Jednakże jeśli szukasz dalszych informacji, to ta wyjątkowa sytuacja została rewelacyjnie udokumentowana w książce “Anatomia Epidemii” przez Roberta Whitakera, uhonorowanego w 1999 nagrodą Pulitzera za wkład społeczny (zobacz także na wiki).

Dodatek 2: Jeśli obecnie zażywasz antydepresanty, nie rezygnuj z nich raz dwa. Jeśli byłeś lub byłaś na nich przez długi czas, to bardzo prawdopodobne, że rozwinęło się u ciebie psychiczne i fizyczne uzależnienie. Zamiast tego przedyskutuj możliwe opcje z twoim psychiatrą.

Serotoninowa teoria depresji?

„Mimo że często z wielką pewnością siebie oznajmia się, że osoby w depresji cierpią na niedobór serotoniny lub norepinefryny, w rzeczywistości dowody przeczą tym twierdzeniom.” ~ Elliot Valenstein (profesor w dziedzinie neuronauk, University of Michigan)

„Wzrost lub obniżenie się ilości neuroprzekaźnika w systemach serotoninergicznych sam z siebie najpewniej nie przekłada się na związek z depresją.” ~ National Insititute of Mental Health

„(…) nie ma żadnego „prawdziwego” deficytu monoamin” ~ Stephen M. Stahl (Univeristy of California w San Diego, twórca The Neuroscience Education Institute)

“Polujemy na proste i efektowne wyjaśnienia zaburzeń psychiatrycznych i dotąd ich nie odkryliśmy” ~ Kenneth Kendler (profesor w dziedzinie psychiatrii, Virginia Commonwealth University)

Po ponad dekadzie skanów PET mierzących ubytek związków chemicznych „istnieje niewiele przesłanek, aby założyć rzeczywiste deficyty w serotononergicznych, noradreneregicznym czy dopaminergicznym neuroprzekaźnictwie przy patofizjologii depresji.” ~Krishnan and Nestler, AJP

Anglojęzyczne publikacje na ten temat

E.Weel-Baumgarten,“Treatment of depression related to recurrence,” J Clin Psychiatry & Therapeutics 25 (2000):61-66.

D. Goldberg. “The effects of detection and treatment of major depression in primary care.” British Journal of General Practice 48 (1998):1840-44.

C Dewa.“Pattern of antidepressant use and duration of depression-related absence from work.” British Journal of Psychiatry 183 (2003):507-13.

W. Coryell. “Characteristics and significance of untreated major depressive disorder.” American Journal of Psychiatry 152 (1995):1124-29.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


28 odpowiedzi na “Bajka o antydepresantach”

  1. niepokorna napisał(a):

    ;)należy ograniczyć dostęp do internetu, wprowadzić cenzurę! Jakiś „głupi” naczyta się w internecie i chce być mądrzejszy od konowała z dyplomem lekarza, ośmiela się mieć wątpliwosci i zadawać niewygodne pytania.
    Uważam,że głupi i naiwny jest ten kto bezkrytycznie oddaje swoje zdrowie w ręce lekarzy.
    Mówię tak nie tylko na podstawie przeczytanej „Bajki o antydepresantach” ale w oparciu o osobiste doświadczenia i obserwacje.

  2. prawda napisał(a):

    amfetamina i Valium w jedzeniu, od 2 lat, tak nas chcą załatwić „przyjaciele” amerykanie, nie czekajcie, do władz idźcie, rośliny z nas robią niezdolne do niczego bez specyfiku „cudownego”

  3. gosc napisał(a):

    Przeczytałam z zainteresowaniem, zaskoczyło mnie pare spraw. Pozostają jednak kwestie następujące:
    Co w przypadku osób ktore nie mogą normalnie funkcjonować, a tabletki normalizują życie? Co w przypadku osób chorych na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, gdzie z górki leci sie w dołek i wlasciwie nie ma normalności? A leki pomagają. Oczywiście nikt nie mowi ze wyleczą, psychiatrzy uprzedzają ze trzeba brac cale zycie. Niektorzy bez leków nie wg nie wychodzą z domu, bo siedza na dupie bezradni jak male dzieci

  4. Rozwaga napisał(a):

    Prawda jest zawsze gdzieś po środku. Podawanie insuliny w przypadku cukrzycy nie sprawia, że trzustka się „uzdrawia” czy znika insulino-oporność, ale zapewnia lepsze funkcjonowanie organizmu poprzez wspomaganie metabolizmu a jednocześnie powoduje skutki uboczne (jak każdy lek) Jeśli ktoś czuje, że ten antydepresant go uspokaja lub daje mu więcej energii, to dlaczego miałby go nie brać, jeśli jest mu z tym lepiej i daje mu jakąś satysfakcję. Zupełnie inną bajką są firmy farmaceutyczne, które chcą sprzedać więcej i leczyć nawet tych, którzy tego nie potrzebują.

    • Kleszcz napisał(a):

      Interesujący punkt widzenia. Pytanie, które mi się tutaj nasuwa, to gdzie jest ten rozważny punkt? Antydepresanty działają na poziomie placebo (czyli jakąś skuteczność mają, jednocześnie) ich skutki uboczne kumulują się z czasem. Sporo z nich jest opisanych tu w artykułach, ostatnio trafiłem też na nowe badanie odnośnie wpływu antydepresantów na wątrobę: http://ajp.psychiatryonline.org/article.aspx?articleID=1795083

      Wniosek jest taki, że część z nich jest w stanie nawet podczas krótkoterminowego zażywania TRWALE uszkodzić wątrobę. A to tylko jeden ze skutków ubocznych. Sama teoria zaburzeń neuroprzekaźników (że problem psychiczny = za mało lub za dużo danego przekaźnika np. serotoniny) jest obalona, a jednak produkuje się leki, które zmieniają ich poziom w całym organizmie, a nie tylko w jakimś wyspecjalizowanym obwodzie.

      Ani leki ani psychoterapia nie muszą być kompletnie bezpieczne. Należy znać ograniczenia tych metod, aby wyciągnąć jak najwięcej korzyści. Osobiście jestem sporym sceptykiem brania leków (na podstawie badań) i większości rodzajów psychoterapii (brak badań nad większością z nich), ale też nie zamierzam podważać prywatnych doświadczeń osób, które po skorzystaniu poczuły się lepiej i zyskały energię do działania.

  5. gosc napisał(a):

    co to za wymysly

  6. Anonim napisał(a):

    Prawda jest taka, że antydepresanty rzeczywiście wpływają na depresję. Dzieje się tak, ponieważ antydepresanty wpływają na ilość serotoniny w mózgu.To z kolei wpływa na poziom ich metabolitów w tym n-acetyloserotoniny (http://en.wikipedia.org/wiki/N-Acetylserotonin). Najnowsza teoria depresji mówi o tym, że jest ona wynikiem obniżonej plastyczności oraz neurogenezy mózgu na co wskazywało by zmniejszenie wielkości hipokampu, pogorszenie pamięci itp. Aktualnie testują nowy lek na depresję który ma zupełnie inny mechanizm działania (NSI-189). Substancja ta bezpośrednio wpływa na neurogenezę w hipokampie podobno u szczurów którym podawano ten związek przez miesiąc hipokampu urósł objętościowo o 20% (u ludzi też zaobserwowano wpływ na neurogenezę).

  7. Anonim napisał(a):

    Tu nie chodzi już o samą serotonię. Lecz o fakt, że metabolit serotoniny działa na receptory TrkB których naturalnym agonistą jest czynnik wzrostowy pochodzenia mózgowego (BDNF). Teorię obniżonej plastyczności mózgu potwierdzałby fakt, że ludzie biorący 7,8-dihydroksyflawon (agonista receptora TrkB działający doustnie) opisują znaczne zmniejszenie lęku, negatywnego myślenia oraz tego co można umieścić pod etykietą „depresja”. W dodatku sam zaobserwowałem coś podobnego przy rosyjskim leku semax zwiększający stężenie BDNF oraz NGF.

    • Bartosz Kleszcz napisał(a):

      Nie mam wiedzy, aby zweryfikować te dane. Proszę zatem wysłać jakieś publikacje, to może poszerzę swoją wiedzę w wolnym czasie.

      Z tego co Pan pisze wynika, że (1) to wciąż teoria w przygotowaniu, (2) zatem nie ma jeszcze określonych danych potwierdzających skuteczność i bezpieczeństwo leków bazujących na tym (jeśli jakieś leki są), (3) że jeśli leki bazują na zmianie ilości serotoniny w organizmie (bo skądś te metabolity muszą się brać), to stosują się tutaj wszystkie wady tego rozwiązanie opisane w artykule, do którego linkowałem, (4) że bazuje Pan na swoich jednostkowych obserwacjach i o ile nie pracuje Pan w laboratorium, to są to obserwacje obciążone sporym błędem – określone efekty może mieć zupełnie inny czynnik niż wymienione przez Pana.

  8. Andrzej napisał(a):

    Gadasz bzdury kolego .
    12 lat biorę citalopram i wszystko gra ,ważne by nie przerywać bo wracając trzeba zwiększać dawki by osiągnąć ten sam efekt . Nie mam pojęcia jak to działa ale po prostu działa .

  9. gość napisał(a):

    Bardzo subiektywny artykuł. Rozważając (uogólniam) depresję endogenną czyli warunkowaną genetycznie nie ma podstawy żeby odrzucać roli antydepresantów działających na dostępność tych trzech głównych neuroprzekaźników, bo części osób one pomagają. Na ekspresję BDNF jest oddzielna grupa genów, na enzymy warunkujące ilość neuroprzekaźników jest oddzielna grupa genów, ogólnie w genetyczne podłoże depresji jest zaangażowane ok. 5000 genów, z czego ilość najbardziej decydujących to ok. 150. Ogólnie mówiąc 3 wspomniane neuroprzekaźniki wg mojego doświadczenia są odpowiedzialne za tymczasową i krótkotrwałą pracę mózgu (napęd, pamięć, myślenie), natomiast BDNF umożliwia szybsze tworzenie nowych połączeń między neuronami (intuicyjnie rozwój funkcji mózgu cegiełka po cegiełce). Jeśli depresja rzeczywiście jest dyktowana genami to warto próbować dojść które to. Możliwe, że patenty na poszczególne antydepresanty wygasają i biedne koncerny farmaceutyczne starają się o grosika do puszki na następnych patentach. Sam leczę się na pewien typ depresji metodą prób i błędów (na prawdę niebezpieczne bez przewrażliwienia na każdy najmniejszy objaw) i jak na razie zrezygnowałem z wenlafaksyny (tonący za brzytwę będzie się chwytał), ale wszystko uzgadniam i konsultuję z lekarzem i korzystam z jego doświadczenia. PS. Przy długotrwałym leczeniu jakimikolwiek antydepresantami warto robić co kilka miesięcy badania wątroby, bo najgorsze to zrezygnować z leczenia depresji przez zagrożenie życia zw. z np. ostrą polekową niewydolnością wątroby.

  10. Era napisał(a):

    Zgadzam się, ze leki antydepresyjne powodują bardzo dużo szkód. Nie wiemy jak działają. Gdy mówiłam o skutkach odstawiennych lekarzom to nie wierzyli. Do tego zanik libido. A libido to pęd życia.

  11. Barbara napisał(a):

    Bardzo mądry artykuł. Niestety, mądry Polak po szkodzie. Po 15-tu latach „leczenia” stopniowo odstawiłam citalopram. Minęło pół roku, a ja nadal czuję się jak zoombie. Teraz dopiero widzę co te leki ze mnie zrobiły. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek dojdę do siebie. Masakra!!!!

  12. Ewa napisał(a):

    Czytam moi drodzy wasze wypowiedzi,bardzo mądre stwierdzenia ,ostrzeżenia i porady.
    16-cie lat temu byłam na skraju rozpaczy i myślami samobójczymi,szukałam pomocy u różnych ludzi,nie znalazłam.W swojej udręce i biedzie zwróciłam się o pomoc do Boga.Wzięłam do ręki Biblię,przeprosiłam Jezusa za swoje grzechy, powierzyłam Mu swoje życie i doznałam uzdrowienia.
    Życzę Wam kochani,którzy cierpicie na chorobę duszy,spotkania z żywym Bogiem.On odpowie każdemu wołającemu szczerze ,udzieli pomocy.

  13. ........ napisał(a):

    Masakra. Czuje że ktoś mnie tym faszeruje. Zamiast życia czuje wieczne mdłości i pieczenie. Współczuje ludziom którzy bez przyczyny stwierdzonej zażywają to. Apteki nie mają co robić z nadmiarem leków to rozrzucają je gdzie się da. Stąd się biorą zatrucia. Szpitale są przepełnione. I na świecie coraz więcej osób uzależnionych od narkotyków i psychotropów. Lekarze sami zapomnieli jak sie leczy bo współpracują z farmaceutami i trzeba wypróbować nowy lek na rynku. Ciekawe ile jeszcze odmian antybiotyków znajdą? Ciekawe czy skuteczne?

  14. Balbi napisał(a):

    Przeczytałam wszystkie komentarze.

  15. Balbi napisał(a):

    Na podstawie swojego 27-letniego doświadczenia..bo tyle lat cierpię na depresję i lęk napadowy nieracjonalny!.. mogę oświadczyć że antydepresanty mnie nie wyleczyły a co do stosowania ich!?..w większości czułam się źle.Nigdy nie wiedzialam czy to skutki uboczne czy mój stan dawał mi tak do wiwatu..Mogę stwierdzić że co 2-3 lata sięgam po antydepresanty i za każdym razem mój stan się pogarsza na początku ze względu na skutki uboczne które trzeba przetrwać…Ja się zastanawiam?…pi co mi taki lek który doprowadza mnie do myślenia że nie chce mi się żyć,lęk i niepokój siega zenitu!…męczę się niesamowicie a lekarze każą brać większe dawki…Próbuje i czuję że zaraz wyzionę ducha wiec po 2 miesięcznej próbie odrzucam całkowicie i po woli dochodzę do siebie.Ratuje się od 20-lat afobsmem również uzależniającym w najniższej dawce ale to mi pomaga Bywa że nie pomaga afobam więc wtedy stawiam czoło swoim napadom lęku ponieważ nie mam wyjścia
    Nie biorę 2 czy 3 tabletki tylko mówię sobie ,,umieraj,,mam dosyc!jestem zawsze zmęczona i zrezygnowana i tu zaczyna się leczenie.Godzisz się ze śmiercią bo już mas dosyć i nagle kiedy mówisz dość!!!!..wysyłasz swojemu mózgowi że już nie ma niebezpieczeństwa bo ty się poddałeś i nagle olśnienie!…cały strach,niepokój odszedł,poleciał,nie ma go!,To jest ta terapia którą trzeba stosować Nie ma lepszego leku na depresję,depresję lękowa…Po za tym kontakt z ludźmi podobnymi do nas bo tacy Cię zrozumieją!..Za dużo pisania jak na te 27-lat życiu w ciągłym strachu że umrę…Mam 53-lata i wiem że od tego się nie umiera!..Prochy nic nie dadzą!…trzeba zrozumieć jak to działa i pogodzić się z tymi uciążliwymi wadami!.Zawsze jest raz lepiej…raz gorzej…wspomagam się czasem afobamem i już nie słucham lekarzy ani psychologów ponieważ nie wyleczyli mnie z tej przypadłości.Czasem się śmiałam bo jak brałam antydepresant to było tak samo jak nie brałam…czyli raz lepiej raz gorzej…więc po co się truć i szkodzić sobie?!…Jeszcze raz!…trzeba to najpierw zrozumieć!…potem wiedzieć jak walczyć z tym…A potem przyzwyczaić się że co jakiś czas będzie okropnie…Czasem mogą to być 2-3 dni i trzeba podjąć działania…ale potrzebna jest rodzina lub przyjaciele by móc wyrzucić z siebie obawy które powodują nasz stan..życzę wiary w siebie ,zdrowia,walczcie,kupujcie i czytajcie książki…Z nich dowiecie się najwięcej,,jak pokonać depresję,jak pokonać lęk…jak nauczyć się spokoju…jak żyć szczęśliwie..itp.
    antydepresantów…powodzenia!

    • Anonim napisał(a):

      Balbi,to chciałam wiedzieć.

    • Beata napisał(a):

      Wszystko prawie pasuje do mnie bbralam antyd.kilka lat i afobam bbylam uzalezniona od tych lekow oodstawilam afobam myslalam.ze dducha wyzione …z antydeprsantow zeszlam ale coz mecze sie z lękami z funkcjonowaniem itd.nie wiem co bylo lepsze???

  16. Balbi napisał(a):

    Bez antydepresantów!…

    • Emerytka napisał(a):

      Dziękuję za opis Twojej nieustającej walki z depresją. Mam za sobą 20 lat tej przypadłości w tym 14 lat na antydepresantach. Zrozpaczona w 2010r zrezygnowałam z prochów (stopniowo przez 2 tygodnie)i wówczas stało się to co opisałaś. Przeżyłam 5 i pół roku bez depresji.
      Wróciła w grudniu 2015 roku i trwa do dzisiaj oczywiście bez leków.
      Chwilami ogarniało mnie zwątpienie i myśl nawet o elektrowstrząsach.
      Wspiera mnie rodzina. Opiniują, że nawet w najtrudniejszych chwilach funkcjonuję lepiej bez psychotropów niż na lekach.
      Twój opis umocnił mnie i już po jednej dobie czuję się lepiej o 25 %. Dziękuję Ci Balbi.

  17. Anna napisał(a):

    No właśnie….antydepresanty działają tylko wtedy gdy je bierzemy (o ile w ogóle) – takie słowa ostatnio usłyszałam od psychiatry..gdy chciałam się skonsultować czy brać czy nie..

  18. Na skraju drogi napisał(a):

    Opinie różne, jak różni są ludzie. Ja z moja depresją ciągnącą sie od młodych lat, kiedy nawet nie wiedziałem z czym mam do czynienia ( nawet byla próba samobójcza), lękami przed życiem z hipoteką wartości ok. 400 tys jak nie wiecej, i właśnie dopada mnie teraz tak gwałtownie że mamm wrażenie zaciskającej się na piersi metalowej obręży duszacej tak mocno że brak mi tchu. Czuje sie tak fatalnie ze wplywa to negatywnie na moje kontakty z ludzmi, z rodzina, ktora nawet nie chce mnie wspierac, kpi ze mnie i wysmiewa. Kazdego poranka coraz dluzej wyleguje sie w lozku. Mam srodki na sen Senzop, i gdyby nie te tabletki to skonalbym z rozpaczu o braku snu. Doszlo do tego ze chcialem zamknac sie w szpitalnym oodziale zamknietym. W ostatniej chwili ucieklem stamtad. Wyleguje sie bo mam 2 tygodnie urlopu. Zona jezdzi do pracy a corka jeszcze jest na kolonii (lipiec). Powiem Wam, ze nawet nie mam z kim porozmawiac bo brakuje mi przyjaciol i znajomych. Doszlo do tego ze zaczynam sie zaniedbywac – przychodzi wieczor i pobieżna toaleta oby szybko do łóżka bo juz zazylem Senzop i moge sie wyspac. Przychodzi poranek a ja zamiast wstac biore jeszcze jedną pigulke i znowu do wyra. W perspektywie mam powrot do pracy w ktorej nie bardzo sobie radze a nade mna hipoteka. Co robic? Mam powazne problemy z pamiecia, lękiem przed przyszłością a także ludźmi. Czuje się osaczony ze wszystkich stron. Już nawet ciężko mi się modlić. Wołam zrozpaczony pomóżcie!

  19. Emerytka napisał(a):

    Zachęcam każdego dnia jajko rano, warzywny sok,chodzić po mieszkaniu co najmniej 10 minut a jak się nieco poprawi wyjść z domu by skorzystać ze słońca. Banany mają potas to nasz przyjaciel.

    Dzisiaj nie mam depresji.

  20. 222222 napisał(a):

    Ten artykuł to skończona ignorancja i dyletanctwo. Ktoś mówi, że rzucił antydepresanty i czuje się jak zombie… właśnie po to brał antydepresanty by tak się nie czuć, rzucił to i się tak czuje. One nie leczą tylko niwelują skutki choroby, którą mamy:) Z tym libido to cholera wie jak jest.

  21. Emerytka napisał(a):

    Poczekaj, poczekaj aż Twój organizm uodporni się na antydepresanty i będziesz ze zniszczona wątrobą,indagowana:zastosujemy elektrowstrząsy? a później jak i one nie pomogą lobotomię. Tak tworzy się zombi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót