Herbaciane rytuały skupienia, zdrowia i braku pośpiechu

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Kiedy to piszę, siedzę przed miską matchy, sproszkowanej japońskiej zielonej herbaty, z której korzysta się podczas tradycyjnych ceremonii, ciesząc się cichymi godzinami poranka.

Herbata jest dla mnie rodzajem medytacji, sposobem bycia obecnym i metodą ćwiczenia uważności. To ścieżka braku pośpiechu, delektowania się życiem.

Osiągam także za jej pomocą skupienie. Jeśli z trudem przychodzi mi skoncentrowanie się na czymś, przystopowanie by zaparzyć trochę herbaty jest świetnym sposobem na powrót do skoncentrowanego stanu.  Najlepsze z moich tekstów powstały przy wsparciu ze strony kubka czy miski herbaty.

Żaden ze mnie herbaciany ekspert, więc ten przewodnik nie nauczy nikogo, jak zaparzyć perfekcyjny napój lub jak spośród wszystkich jej rodzajów wybrać najlepszą. Gdyby porównać mnie z prawdziwymi smakoszami herbat, szybko wyszedłby mój status początkującego w tym temacie. To w porządku – moim celem tu jest po prostu podzielić się kilkoma rytuałami, wykonywanymi na rzecz skupienia, na rzecz braku pośpiechu i na rzecz zdrowia.

Cała trójka pomaga w skupieniu się, zdrowiu i przystopowaniu. Korzystam z tych nazw tylko po to, aby pokazać, jak z nich korzystać, ale tak naprawdę można na nich polegać naprzemiennie.

Rytuał skupienia

Kiedy potrzebuję zająć się czymś priorytetowym, często najpierw poświęcę parę minut na zaparzenie herbaty. To drobny rytuał, który sygnalizuje koniec rozproszenia (tak, wiele rzeczy mnie rozprasza) i wyczyszczenie otoczenia z wszystkiego oprócz tej jednej rzeczy, na której chcę się skupić.

Podgrzewam wodę w czajniku. Korzystałem zarówno z metalowego, jak i z elektrycznego – elektryczny jest równie dobry, choć oczywiście to mniej tradycyjna opcja. Najlepsza woda jest z filtra, ale kranowa u mnie smakuje tak dziewiczo, że zazwyczaj nie robi mi to różnicy.

Bambusową chochelką wsypuję trochę matchy do miseczki – dwie pełne chochelki.  Korzystam z miski stylizowanej na wiejski styl, ponieważ cieszy mnie jej chropowata powierzchnia, wrażenie jej w moich rękach podczas picia.

Napełniam miskę do połowy wrzątkiem i niezręcznie mieszam bambusową miotełką – śmigam nią, aż na górze nie pojawi się lekka zielona pianka.

Przemywam chochlę oraz miotełkę i odkładam je. Delektuję się zapachem herbaty, uroczym kolorem i jej rosołowatym wyglądem.

Pozbywam się wszystkiego z komputera i stolika, zostawiając tylko konieczne rzeczy oraz miskę z matchą. Zatem – zamykam przeglądarkę, z programów otwarty zostaje tylko edytor tekstu, a inne urządzenia wyłączam.

Łykam zielonej herbaty, cieszę się jej gęstością, lekką nutą goryczy (często wynagradza się sobie ją przepysznymi japońskimi słodyczami lub krakersami), słodkawym posmakiem i przyjemnym wrażeniem, jakie zostawia na języku.

Siedzę, oddycham, piszę. Biorę łyczek i wracam do początku.

Rytuał braku pośpiechu

Nowoczesne życie cechuje się tendencją do pośpiechu, skakania od jednego terminu do drugiego, jednego maila do drugiego, aż w efekcie następujące po sobie dni stają się rozmyte. Herbata jest dla mnie perfekcyjnym narzędziem, aby przystopować i wrócić do naturalnego rytmu życia.

Zatem popołudniu, kiedy świat przyspiesza, wciskam pauzę. Podczas gdy woda podgrzewa się, ładuję do małego imbryczka trochę luźnej, liściastej herbaty (sencha lub oolong). Przez chwilę cieszę się widokiem liści, ręcznie zebranych przez rolników z drobnych plantacji w Japonii czy na Tajwanie i oddycham z bliska na nie, aby uwolnić ich aromat.

Wlewam tylko filiżankę wody do imbryczka i obserwuję swój oddech, podczas gdy herbata namaka przez około 30 sekund (wolę ją lżejszą, mniej gorzką). Ta obserwacja oddechu jest krótką medytacją, tak samo jak reszta rytuału.

Wlewam lekki napar do małej filiżanki, gdzieś w połowie wielkości mojej pięści. Delektuję się kolorem, układem, zapachem i próbuję rozpoznać różne aromaty (nie jestem w tym zbyt dobry).

Następnie – łyczek. Pierwszy łyk jest objawieniem – przyśpieszony świat odchodzi na bok i delikatna herbata trafia w język, czyszcząc go swoim ciepłem, smakami, które rozpoczęły swoje życie w rolniczej ziemi, tysiące kilometrów stąd w kraju, który zajmuje się tym od tysiąclecia czy dwóch.

Herbata nie cechuje się siłą, lecz subtelnością. To głównie woda, jedynie z odrobiną esencji liści zaparzonych w tym płynie, tak płochą, że naprawdę muszę zwrócić swoją uwagę, aby w ogóle ją zauważyć.

Chwila w całości zawisa na szepcie miotełki, spowolniona przez wahania uwagi, która zatrzymuje małpi rozgardiasz i zaczyna cieszyć się bezruchem.

Rytuał zdrowia

Moim życiem rządzą cztery płyny: woda, kawa, wino i herbata. Wszystkie mają swe korzyści zdrowotne, ale właśnie herbata najpewniej wychodzi tu lekko na czoło.

Piję wodę w ciągu dnia i nocy – jest to materia życia, która przeze mnie płynie. Kawa to doświadczenie współdzielone z moją żoną Ewą i zawsze sygnalizuje początek dobrego dnia (każdego dnia). Wino to nasz nieodwracalny rytuał, który oznajmia, że dzień jest dobry.

Herbata sygnalizuje brak pośpiechu i skupienie w środku dnia. Dla mnie to także sposób, aby uczynić zadość lekkim napadom głodu, które wcześniej zaspokajałem niezdrowym podjadaniem. Herbatą cieszę moje kubki smakowe, przez co nie rozglądają się za słodyczami, słonymi przekąskami lub tłustościami.

Zatem między obiadem a kolacją często wychylam sobie herbatę. Czy to miskę matchy czy imbryk wielokrotnie zaparzanej liściastej – podczas pracy lub dla relaksu. To zdrowa przekąska, czyniąca moje życie lepszym.

Share on FacebookTweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Google+Share on LinkedIn


8 odpowiedzi na “Herbaciane rytuały skupienia, zdrowia i braku pośpiechu”

  1. niewierzecoczytam napisał(a):

    lol

  2. zakochałamsie napisał(a):

    Wspaniały tekst ,poczułam go

  3. Ewa napisał(a):

    Fajny tekst ;-)

    Ewa
    fanka herbaty

  4. Kinga napisał(a):

    Wspaniały tekst, cieszę się, że na niego trafiłam :)

  5. ania napisał(a):

    Super tekst! Pierwszy raz jestem tutaj i od razu sie zauroczyłam! Właśnie robie herbacianą przerwę!

  6. Neri napisał(a):

    Wręcz czuć klimat całego procesu parzenia, ten aromat i niepowtarzalność chwili, ale użycie porówannia „rosołowaty wygląd” odbiera ochotę na tę herbatę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Terapia ACT | Trening ACT | Czym jest ACT

newsletter | fb | yt

Powrót