Zaznacz stronę
Przetłumaczył Bartosz Kleszcz

Strach przed niepewną przyszłością: może powstrzymać nas od robienia świetnych rzeczy i utrzymać w kontakcie z tym, co sprawia cierpienie.

Przykładowo: możesz trzymać się starych śmieci w imię komfortu i bezpieczeństwa, nawet jeśli trzymanie się tych śmieci ma jako swój skutek lęk i kosztuje mnóstwo pieniędzy.

Oraz: możesz zostać w pracy, której nie cierpisz, ponieważ obawiasz się dać nura w nieznane, ponieważ boisz się porażki.

Także: możesz nie wybrać się do kraju, który wydaje się być bardzo odmienny, ponieważ nie masz pojęcia, co się stanie – tracąc wspaniałe, zmieniające życie doświadczenia.

A to tylko początek tego, jak niepewna przyszłość wpływa na nasze życie.

Jak być na pokojowej stopie z niepewnością? Jak pozbyć się strachu przed przyszłością? To świetne pytanie, ponieważ każdy z nas musi stawić mu czoła. Każdy z nas.

Co się dzieje

Skąd bierze się ten strach przed niepewnością i przyszłością? Wydaje się to być naiwnym pytaniem, ale jeśli się nad tym pomyśli, to nie znajdzie się niczego strasznego sztywno wbudowanego w przyszłość, nawet jeśli nie wiesz, co się stanie. Nie będzie to ani bardziej bolesne, ani katastrofalne niż teraźniejszość przed naszymi oczami – wydaje się taka tylko.

Pomyśl tylko: szansa na wypadek samochodowy nie jest wyższa jutro niż dziś. Szansa na coś złego nie jest wyższa w przyszłym tygodniu niż była w tym. Prawdopodobieństwo na coś ekstra także jest tak samo wysokie w przyszłym miesiącu, jak było w tym.

Czemu więc jest to tak straszne? Czemu niewiedza jest straszna? Jeśli rzucisz kostką i nie wiesz, jaki będzie wynik – czy to będzie straszne? Nie, to nie „niewiedza” jest problemem… to możliwość, że to, co wypadnie na kostce, sprowadzi nam ból, cierpienie, stratę.

I ten wyobrażony ból nie jest natury fizycznej (przez większą część czasu nie obawiamy się fizycznych uszkodzeń)… to ból straty i zmiany. Czujemy się komfortowo w tym kokonie, który wybudowaliśmy wokół siebie – w rutynie, w posiadaniu, znanych już osobach, miejscach znajomych i bezpiecznych. Utrata tego przytulnego środowiska oraz podróż do miejsca, gdzie jesteśmy wrażliwi i możemy ponieść porażkę, gdzie możemy nie sprostać wyzwaniu, jest bolesna i straszna.

Zaciskamy pięści, przywiązując się do tego wygodnego poglądu na to, jakimi powinny być rzeczy – a one oczywiście ulegną zmianie i poczujemy ból z nią związany.

Zmiana sama w sobie nie jest problemem – to walka ze zmianą, strach przed nią, brak gotowości do niej.

Jak stawać się ekspertem w niepewności

Zatem widzimy, że odpowiedzią na to jest stanie się dobrym w zmianie. Jeśli jest się dobrym w radzeniu sobie z nowymi rzeczami, z nadchodzącą nowością niezależnie jak odmienną od stanu obecnego, wówczas nie odczuwa się strachu. Wówczas zmiana sama w sobie staje się bezpieczna.

Jeśli zaczniemy odczuwać komfort w obliczu zmian – strach ulatuje. Możemy wówczas objąć ją w pełni, wydobyć z niej radość. Możesz ją ujrzeć w tych, których nazywamy „odważnymi” – poszukują nowych doświadczeń, ponieważ wiedzą, że dobrze na tym wyjdą i że świat ich może zachwycić. (Zauważ, że różnią się oni od „poszukiwaczy przygód”, którzy zmienili ekscytację we własny rodzaj bezpieczeństwa – kiedy ekscytacja ulatuje, czują ból i utratę związaną ze zmianą.)

Jak więc stawać się ekspertem w zmianie? Kilka opcji działa dla mnie (wciąż się uczę):

    • Spróbuj czegoś nowego, ale niewielkiego i bezpiecznego. Nowość może wiązać się z lękiem, ponieważ boimy się upadku prosto na twarz. Ale jeśli jest to coś niewielkiego – nauka żonglowania woreczkami z kaszą we własnym pokoju, nauka balansowania na linie zawieszonej blisko ziemi, przesłuchanie audycji poświęconej nauce języka, na przykład – strach ma mniejsze oczy. Nie ma rzeczywistego ryzyka zranienia się. A im więcej tego robimy, mały krok po małym kroku, tym więcej pewności siebie zyskamy w tym, że nowość nie jest bolesna.

 

    • Kiedy pokpisz sprawy, nie patrz na to jak na bolesną porażkę. Kiedy robisz coś nowego, przyjdzie czas, że popełnisz błąd, skiepścisz coś, doświadczysz „porażki”. Ale takie słowa wiążą się z czymś negatywnym, jak z bólem… zamiast tego zacznij patrzeć na te błędy i „skiepszczanie” jak na coś pozytywnego – to jedyny sposób na naukę. Popełnianie błędów to droga do stania się lepszym w czymś, do wzrostu, do wzmocnienia się.

 

    • Dojrzyj wspaniałość i okazję, jaką niesie zmiana. Zmiana może oznaczać opuszczenie strefy komfortu i utratę czegoś (lub kogoś), co/kogo kochasz, ale jest coś ponad to: to sprowadzenie czegoś nowego i zachwycającego, nowa okazja do poznawania i nauki, spotkania nowych osób i wynalezienia siebie na nowo. Gdy zachodzi jakaś zmiana, miej oko na jakiś przejaw wspaniałości, na nowe drzwi, które właśnie się otworzyły.

 

    • Spytaj się „jaki jest najgorszy scenariusz?” Jeśli wystawiasz się na cios, opuszczasz komfortowy teren, zostawiając na nim zabezpieczenia… może być to straszne, ale kiedy myślisz o tym, co najgorszego może się stać, zwykle nie jest to tak złe. Jeśli utraciłbyś w jakiejś katastrofie wszystkie przedmioty w swoim posiadaniu, jak złe by to było? Jak byś sobie poradził, poradziła? Jakie możliwości by się otworzyły? Co nowego jesteś w stanie wynaleźć z tej czystej tablicy jako inspiracji?

 

    • Rozwijaj warsztat narzędzi do zmiany. Naucz się, jak radzić sobie ze zmianami, niezależnie jakie są. Miej plan B, jeśli plan A nie powiedzie się. Miej przyjaciół i rodzinę, na której możesz polegać. Rozwiń jakieś umiejętności, dzięki którym zdobędziesz pracę lub otworzysz nową działalność niezależnie od tego, co stanie się z twoją obecną lub z całą ekonomią. Naucz się, jak poznawać się z nieznajomymi, jak rozeznać się w obcym mieście, przeżywać z małą ilością środków. Z takim warsztatem możesz czuć się pewnie w tym, że cokolwiek się zdarzy, dasz temu radę.

 

    • Zdaj sobie sprawę ze swojego przywiązania. Obserwuj siebie, jak przywiązujesz się do czegoś, kiedy odczuwasz strach i ból. Do czego się przywiązujesz? Często jest to tylko myśl – myśl o tobie i o kimś ci bliskim, o obrazie twej osoby. Uświadom sobie, co się dzieje.

 

    • Dojrzyj wady przywiązania. Jak tylko ujrzysz jaśniej zakres swego przywiązania, dojrzyj też wynikający zeń ból. Jeśli przywiązujesz się do swych rzeczy, ujrzyj zajmowaną przestrzeń, dodatkowe pieniądze na utrzymanie tego… ujrzyj energię psychiczną wydatkowaną na życie z tym wszystkim, wydane pieniądze, brak przestrzeni do życia. Wszystko, do czego się przywiązujesz, ma jakąś wadę – widzimy tylko jasną stronę księżyca i wówczas o jak bardzo chcemy się do niej przyspawać na wieczność.

 

  • Doświadcz radości w nieznanym. Kiedy dzieje się coś nowego, kiedy nie wiesz – często widzimy to jako samo zło. Ale czy da się to ująć w nowe ramy, by widzieć to jako coś radosnego? Niewiedza oznacza wolność – możliwości są nieograniczone. Możemy wynaleźć nowy szlak, nową tożsamość, nowe życie. To z kolei może okazać się czymś bardzo radosnym.

Płynięcie na fali nieznanego

Kiedy przeniosłem się z żoną i szóstką dzieci w 2010 do innego miasta, było to coś strasznego. Ewa i dzieci bali się szczególnie, ponieważ zostawiliśmy za sobą wszystko, co komfortowe, w drodze do miejsca, gdzie sieć bezpieczeństwa była wiele cieńsza, nie wiedząc o nim zbyt wiele. Dla mnie było to też straszne, z racji odpowiedzialności za te młode istnienia, a nie miałem pojęcia, czy sobie z tym poradzimy.

I mimo tego dostrzegłem w tym wyzwaniu wiele radości, spróbowałem więc przedstawić to Ewie i dzieciom w nowych ramach, jako przygodę. W jej duchu objęliśmy w pełni straszne nieznane. Nie wiedzieliśmy, gdzie będziemy mieszkać, jak sobie radzić w nowym otoczeniu, na jakich łóżkach przyjdzie nam spać. I w obliczu tego przetrwaliśmy – znaleźliśmy miejsce do życia, poznaliśmy miasto i zaczęliśmy sobie w nim radzić. Przyjmowaliśmy zmiany w miarę tego, jak pojawiały się, płynąc po nowym krajobrazie odkrytym w dniu przybycia.

To dla mnie powracający temat – ciągle wpływam na nowe wody.

  • Pozbyliśmy się samochodu i wybieramy się wszędzie komunikacją publiczną.
  • Kilka lat temu zaczęliśmy wychowywać nasze dzieci zgodnie z regułą unschoolingu.
  • Z harkorowego mięsożercy stałem się weganinem.
  • Ostatniego lata zabraliśmy nasze dzieci, każde z malutkim plecakiem, w podróż po Europie.
  • Zrezygnowałem z pracy, aby założyć własny biznes.

To tylko początek listy, ale w miarę tego, jak uczę się przyjmować zmiany, staję się także pewniejszy w wierze, że niezależnie co się stanie – przetrwam. Nie boję się już (tak bardzo). Wskutek tego jestem w stanie przyjąć nowe wyzwania, tworzyć nowe rzeczy, czego bałbym się jeszcze kilka lat temu.

Nauczyłem się, że kiedy jesteś w nieznanych stronach, nie wiesz, co się stanie… i przez to musisz płynąć razem z tą zmianą. Taka elastyczność to jedno z najważniejszych narzędzi, jakie możesz rozwinąć. Kiedy nieznana przyszłość rzuca ci coś nieoczekiwanego pod nogi, radzisz sobie z tym bez strachu, bez udręki, bez gniewu. Odpowiadasz, zamiast reagować, zachowując równowagę i spokój, a także radość w wiedzy, że wszystko będzie dobrze, że w całym tym procesie doświadczysz czegoś nowego i pięknego.